Z gabinetu, którego wejście znajdowało się po lewej stronie , na wysokości mojej kanapy, wyszedł mężczyzna. Podejrzewałam że z nim miałam omówić nowy projekt i rozliczyć dotychczasowy. Z pomieszczenia wyszedł pewnym siebie krokiem, był dość wysoki, nawet nie zerknął w moją stronę. Nie udało mi się dotrzec twarzy, aktualnie stał odwrócony do mnie tyłem i rozmawiał ściszonym głosem z sekretarką. Pomieszczenie było dość duże, biurko sekretarki znajdowało się na jednym końcu pomieszczenia a ja siedziałam na drugim, dlatego ciężko było usłyszeć ich rozmowę. Za to miałam idealny widok na posturę mężczyzny.
Był wysoki, ubrany w elegancki, idealnie skrojony i dopasowany garnitur w kolorze ciemnego granatu. Marynarkę miał rozpiętą a ręce schowane w kieszeniach garnituru. Swoją postawą, chociaż widziałam go jedynie od tyłu, pokazywał pewność siebie. Na pracownicę patrzył z góry, jego głowa nie pochylała się w jej kierunku. Włosy miał idealnie przycięte i ułożone. Wydaje mi się że ma na sobie okulary.
Czułam się dość dziwnie, cały czas tliło się we mnie uczucie że zaraz coś się wydarzy. Może to mój szósty zmysł podpowiada mi takie rzeczy, albo mocno pokiereszowana psychika miesza w głowie. Z przemyśleń wyrwał mnie głos kolejnego mężczyzny, który musiał wejść do pomieszczenia podczas tego jak rozkładałam na czynniki pierwsze całą sytuację. Stanął również na przeciwko sekretarki i obok pierwszego mężczyzny. Był o pół głowy niższy od kolegi, a może podwładnego. Stał do mnie przodem, dlatego mogłam dostrzec że był młody, maksymalnie trzydzieści pięć lat, naprawdę był przystojny. Jego garnitur wydawał się na dość drogi a wielki błyszczący zegarek zdobił nadgarstek jednej z rąk, co mogło świadczyć o tym że był tu szefem. Człowiek sukcesu, prawnik, młody, pewnie żadna kobieta mu się nie oprze. Zerknął na mnie, widziałam że lekko zmierzył, jego kącik ust podniósł się ku górze. Nagle ruszył w moim kierunku.
- Dzień Dobry Pani Milton. Jestem Artem Wood, właściciel kancelarii. Jest mi niezwykle miło Panią poznać osobiście. - uśmiechnął się, ale w jego oczach widziałam błysk pożądania. Wyciągnął do mnie swoją dłoń na powitanie, a wzrokiem cały czas analizował moje ciało.
- Dzień Dobry Panie Wood, również miło Pana poznać.- uścisnęłam mu dłoń, była bardzo ciepła, w odróżnieniu do mojej która była lodowata i skostniała ze stresu i zimna. Dziwnie się czułam widząc jak cały czas taksował mnie wzrokiem.
- Betty! - Artem odwrócił się w stronę sekretarki.- Przynieś jak najszybciej gorący napój do konferencyjnego dla Pani Milton. Opuściłam lekko wzrok, już pewnie zaczynałam się czerwienić, czułam to na policzkach.
Pewny siebie Wood, stanął na równi ze mną. Skierowani byliśmy w stronę Betty i współpracownika Artema. Nagle, jego dłoń powędrowała do moich pleców, zatrzymała się w dolnej partii, niebezpieczne blisko pośladków. Na ten gest, mocno się spięłam. Co on sobie wyobrażał! Pewny siebie dupek. W sekundę z zawstydzenia przez nagłą troskę Wood'a, przyszła fala wkurwienia na tego frajera który ewidentnie chciał mnie przelecieć, a najpewniej zmacać, najlepiej teraz. Próbowałam ją wyciszyć, bo ostatnie czego było mi trzeba to kłótnia z gościem który był skłonny zapłacić mi nie mała kasę za moje projekty. Zrobiłam mały krok do przodu, tak aby oddalić się od dłoni Artema.
- Theodore, pozwól. - nagle moje serce, na dźwięk tego imienia się zatrzymało. Przecież nie tylko jeden człowiek w całym Nowym Yorku nosi takie imię, nie ma się czym przejmować. Mieszkają tu miliardy ludzi, nie ma takiej opcji. Po tych słowach Theodore zapiął marynarkę i odwrócił się w naszym kierunku, a wtedy czas się dla mnie zatrzymał. Serce biło mi jak oszalałe, byłam pewna że wszyscy słyszą jak dudni mi w piersi, w moich uszach słyszałam tylko jego dźwięk. A jednak, szósty zmysł się nie mylił, moje ciało od początku wyczuwało że coś się stanie.
CZYTASZ
First Race
Подростковая литератураNocne wyścigi, miasto nocą iskrzące się w mokrym asfalcie, dobry beat i ona z ciemną przeszłością. Moja powieść, wbije Cię w fotel...sportowego wozu. Wytrzymasz to? Nieodparta chęć zrobienia czegoś szalonego. Coś Ci to przypomina ? Lea, za dnia cich...
