Rozdział 5 cz.2

292 7 4
                                        

CHARLOTT

  Od trzech dni nie potrafię pogodzić się z tym co się stało, a od dwóch próbuję zagłuszyć świadomość i ból niebotyczną ilością alkoholu. Ono mi pomaga. Nie pyta. Nie ocenia. Po prostu jest.

  Pierwsza butelka była najtrudniejsza. Pierwsze pięć łyków omal mnie nie zabiło. Miałam wrażenie, że z każdym zanurzeniem ust w płynie moje gardło się zaciska niczym imadło. Z każdym łykiem trunek zdawał się być ogniem w moim przełyku, a mózg przypominał mi jak to ostatnim razem skończyło się jego picie. Z trudnością przełykałam każdy łyk, lecz z każdym kolejnym zdawało się być o wiele prościej. Każda troska i lęk znikały w czeluściach mojej podświadomości.

  Jednym duszkiem wypijam resztkę płynu z drugiej butelki. Staram się niezauważona ukryć w krzakach kolejną butelkę po alkoholu.

  - Myślałaś, że tego nie zaważę? – Za plecami słyszę głos rudowłosej. - Nie udawaj, że mnie nie słyszysz. – Krzyczy. – Myślałaś, że nie zauważę, jak znikają kolejne butelki z kuchennej spiżarni?

  - O co ci chodzi? Daj mi spokój! – Odwracam się próbując uciec od dalszych pytań. Stawiam kolejne chwiejne kroki w stronę stojącej nieopodal drewnianej ławki.

  -Nawet nie próbuj uciekać! - Krzyczy z moimi plecami. Słyszę, jak idzie za mną krok w krok. – Musimy w końcu porozmawiać.

  - Nigdzie nie uciekam.

  - Znów piłaś? – Łapie za mój rękaw skutecznie zatrzymując w jednym miejscu. – W niczym ci nie pomoże. To nie sprawi, że zapomniesz co się stało, a wręcz z każdym dniem będzie coraz ciężej.

  - Tak przyznam. – Jednym szarpnięciem wyrywa się z jej uścisku. - Popijam sobie, ale robię to z nadzieja, że któregoś pięknego dnia położę się i już nigdy więcej nie ujrzę kolejnego wchodu słońca! – Wyrzucam z siebie wszystkie emocje, które są we mnie zgromadzone. Słysząc moje słowa jej twarz w kilka sekund ze wściekłej staje się automatycznie zmartwiona. Nie chciałam jej zranić, ale to jedyny sposób, by jej nadmierna troska jeszcze bardziej mnie przygnębiła.

  - Co ty wygadujesz? Nawet nie waż się tak mówić.

  - A co mam powiedzieć! – Zatrzymuje szloch głęboko w środku zduszając go w zarodku. Dosyć płaczu. Nie pozwolę emocją znów przejąć kontrole. - że jest wszystko dobrze? Jak po staremu, że każdy kolejny dzień będzie taki sam?

  - Powiedz mi, dlaczego to zrobiłaś?

  - Ale ja nic nie zrobiłam - Patrzę na nią zaskoczona zastanawiam się o co może jej chodzić. Przecież od tamtego wieczoru nie robiłam. Dosłownie nic prócz upijania się w samotności, ale tego nie mogła wiedzieć. Starałam się jak tyko mogłam, by nikt nie widział co robię po kryjomu, gdy jestem w żałoby po przyjaciółce. - Nie rozumiem o co ci chodzi.

  - Dlaczego dodałaś zatrutych jagód do jego winna? - A więc o to jej chodzi. Teraz rozumiem jej złość. Mogłam się domyśleć, bo przecież jej od samego początku o to chodziło. - I dlaczego chciałaś go zabić?

 Dlaczego chciałam go zabić? Nie wiem. To był niezależny ode mnie impuls.

  - Zrobiłam to, bo miałam nadzieje, że coś się zmieni w naszym życiu. – Niekontrolowanie wybucham, a wściekłość zastąpiła smutek. - Nie chcę do końca życia służyć na tym dworze. Wszystko się tak nagle zmieniło już nie jest, jak było na początku. On się zmienia.

  - Zrobiłaś to, bo co? Bo miałaś nadzieję! – Parska zła. - Nie ma wytłumaczenia do tego co zrobiłaś. Zabiłaś ją i to jest twoja wina, ale dlaczego w taki sposób. – Pierwszy raz ton jej głosu mnie przeraził. – Przez twoja głupotę Grace nie żyje.

InnocentiaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz