CHARLOTT
W pełni gotowi idziemy na kolację, która mam odbyć się w jednej z prywatnej sali króla w których przyjmuje tylko najbardziej zaufanych ludzi.
- Skąd wiesz, jak iść?
- Nie pierwszy raz tutaj jestem. – Zapomniałam, jak często tu bywa. – Ostatni raz tu byłem kilka tygodni temu.
- Nie zmienia to faktu, dlaczego zaproszono nas na prywatną wieczerze z Królem Francji.
- Nie każdy posiada takie dobre stosunki z dworem francuskim jak moja rodzina. Dopiero jutro wszyscy przybędą, więc dzisiaj będzie dość kameralnie.
Na jego słowa przewracam oczami. Jakim to trzeba być zadufanym w sobie człowiekiem, by podkreślać swój statut na każdym kroku.
- Zapomniałam, że tak zacny lord jak Pan jest wielce szanowany w kręgu wysoko urodzonych. - Cynicznie przed nim dygam. Od dawna w taki sposób się do niego odzywałam. Mam wrażenie, że kiedyś to uwielbiał.
- Z twych ust panie ciężko jest czasem rozróżnić sarkazm od szczerych słów.
- Za to twoje delikatne choć dla mnie widoczne znaki są od razu do rozszyfrowania - - nic przede mną nie ukryjesz.
- A jakie to są znaki twoim zdaniem. – Zmęczona jego gadanie ponownie wywracam oczami, a on na mój gest zaczyna się śmiać.
- O właśnie coś takiego jak robisz. – Wyciąga dłoń w stronę mojej twarzy. Palcami delikatnie przy szczypuje czubek mojego nosa. - Albo gdy marszczysz nos i zaczynasz nim kręcić. Od razu wiem, że coś dzieje się nie po twojej myśli. Zawsze jesteś tym faktem zirytowana.
Przybliża się zmniejszając dystans między nami. Dłonie krzyżuję na piersi i podnoszę głowę do góry, by pokazać mu moją irytacje całą tą sytuacją. Odwracam głowę w jego stronę, aby spojrzeć na niego. Niech wie, że mam jako jedna z nielicznych dalej mam odwagę spojrzeć mu prosto w oczy. Robię to bez obawy konsekwencji.
Przechadzając się korytarzami natknęliśmy się na aleję rozmaitych portretów. Obrazy nie tylko przedstawiają królewskie głowy, ale i również ich codzienne życie. Namalowani są królowie, ich matki, żony, dzieci i za pewne kochanki.
Przechodzimy przez otwarte wejście. Najciekawsze jest w tym to, że większość korytarzy nie posiada drzwi tylko ogromne, bogato zdobione łuki oddzielające od siebie pomieszczenia. Długi korytarz po lewej stronie jest ozdobiony rzędem luster. Każde z nich ma co najmniej sześciu metrów wysokości.
Pierwsze co się rzuca w oczy to przytłaczająca ilość złota. Jakby cały pałac nie opływał w luksusach. Ogromne kryształkowe żyrandole oświetlają całe pomieszczenie. Blask ich świec podkreślają każdy detal obrazów i fresków ozdabiające otaczające nas ściany. Po kobiece rzeźby trzymające bogato zdobione rogi przypominające trąby, na których samym ich szycie umieszczone są świeczniki z przywieszonymi kryształami.
Po prawej stronie znajdują się wysokie okna, które ciągną się od samej podłogi po samego sufitu. Przy każdym z okien stoją ogromne rzeźby przedstawiające rzymskie podobizny kobiet stojące w ścianach, a zaraz obok okien stoją trzy złote rzeźby pozbawionych skrzydeł cherubinów, którzy trzymają filar opleciony winoroślą na którym stoi świecznik ozdobiony kryształami.
- Jak tu pięknie, a te ogrody są niepowtarzalne. Chciałabym przejść się ich uliczkami, poznać wszystkie tutejsze kwiaty i ich zapach. – Mówię rozmarzona.
- Jak tylko będziesz chciała zbiorę cię do nich. – Obejmuje mnie chwytając jedną ręką w tali.
- Naprawdę możemy? - Odwracam się, aby spojrzeć na niego, ale on dalej patrzy na horyzont. – Nie będzie to problem? Chyba nie powinniśmy panoszyć się po nie naszych ziemiach. - Oboje przyglądamy się oświetlonym alejkom w ogrodzie.
CZYTASZ
Innocentia
FantasyOPIS On stworzony przez Boga. Anioł. Ma za zadanie zwabić, uwieść i z niszczyć owoc grzechu. Ona pół anioł. Pół upadła. Chodź uznawana za uosobienie dobra. Skrywa głęboko w środku w sobie ciemność. Zrodzona z najgorszego grzechu. Ta dójka została...
