Rozdział 10

302 5 13
                                        


CHARLOTT

   W pełni gotowi idziemy na kolację, która mam odbyć się w jednej z prywatnej sali króla w których przyjmuje tylko najbardziej zaufanych ludzi.

  - Skąd wiesz, jak iść?

  - Nie pierwszy raz tutaj jestem. – Zapomniałam, jak często tu bywa. – Ostatni raz tu byłem kilka tygodni temu.

  - Nie zmienia to faktu, dlaczego zaproszono nas na prywatną wieczerze z Królem Francji.

  - Nie każdy posiada takie dobre stosunki z dworem francuskim jak moja rodzina. Dopiero jutro wszyscy przybędą, więc dzisiaj będzie dość kameralnie.

  Na jego słowa przewracam oczami. Jakim to trzeba być zadufanym w sobie człowiekiem, by podkreślać swój statut na każdym kroku.

  - Zapomniałam, że tak zacny lord jak Pan jest wielce szanowany w kręgu wysoko urodzonych. - Cynicznie przed nim dygam. Od dawna w taki sposób się do niego odzywałam. Mam wrażenie, że kiedyś to uwielbiał.

  - Z twych ust panie ciężko jest czasem rozróżnić sarkazm od szczerych słów.

  - Za to twoje delikatne choć dla mnie widoczne znaki są od razu do rozszyfrowania - - nic przede mną nie ukryjesz.

  - A jakie to są znaki twoim zdaniem. – Zmęczona jego gadanie ponownie wywracam oczami, a on na mój gest zaczyna się śmiać.

  - O właśnie coś takiego jak robisz. – Wyciąga dłoń w stronę mojej twarzy. Palcami delikatnie przy szczypuje czubek mojego nosa. - Albo gdy marszczysz nos i zaczynasz nim kręcić. Od razu wiem, że coś dzieje się nie po twojej myśli. Zawsze jesteś tym faktem zirytowana.

  Przybliża się zmniejszając dystans między nami. Dłonie krzyżuję na piersi i podnoszę głowę do góry, by pokazać mu moją irytacje całą tą sytuacją. Odwracam głowę w jego stronę, aby spojrzeć na niego. Niech wie, że mam jako jedna z nielicznych dalej mam odwagę spojrzeć mu prosto w oczy. Robię to bez obawy konsekwencji.

  Przechadzając się korytarzami natknęliśmy się na aleję rozmaitych portretów. Obrazy nie tylko przedstawiają królewskie głowy, ale i również ich codzienne życie. Namalowani są królowie, ich matki, żony, dzieci i za pewne kochanki.

  Przechodzimy przez otwarte wejście. Najciekawsze jest w tym to, że większość korytarzy nie posiada drzwi tylko ogromne, bogato zdobione łuki oddzielające od siebie pomieszczenia. Długi korytarz po lewej stronie jest ozdobiony rzędem luster. Każde z nich ma co najmniej sześciu metrów wysokości.

  Pierwsze co się rzuca w oczy to przytłaczająca ilość złota. Jakby cały pałac nie opływał w luksusach. Ogromne kryształkowe żyrandole oświetlają całe pomieszczenie. Blask ich świec podkreślają każdy detal obrazów i fresków ozdabiające otaczające nas ściany. Po kobiece rzeźby trzymające bogato zdobione rogi przypominające trąby, na których samym ich szycie umieszczone są świeczniki z przywieszonymi kryształami.

  Po prawej stronie znajdują się wysokie okna, które ciągną się od samej podłogi po samego sufitu. Przy każdym z okien stoją ogromne rzeźby przedstawiające rzymskie podobizny kobiet stojące w ścianach, a zaraz obok okien stoją trzy złote rzeźby pozbawionych skrzydeł cherubinów, którzy trzymają filar opleciony winoroślą na którym stoi świecznik ozdobiony kryształami.

  - Jak tu pięknie, a te ogrody są niepowtarzalne. Chciałabym przejść się ich uliczkami, poznać wszystkie tutejsze kwiaty i ich zapach. – Mówię rozmarzona.

  - Jak tylko będziesz chciała zbiorę cię do nich. – Obejmuje mnie chwytając jedną ręką w tali.

  - Naprawdę możemy? - Odwracam się, aby spojrzeć na niego, ale on dalej patrzy na horyzont. – Nie będzie to problem? Chyba nie powinniśmy panoszyć się po nie naszych ziemiach. - Oboje przyglądamy się oświetlonym alejkom w ogrodzie.

InnocentiaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz