Rozdział dziewiętnasty: girls

1.3K 111 18
                                    

"Lu: jak się ma księżniczka?"

"Ri: chyba zgubiła koronę"

"Lu: chyba księżniczki nie mają koron"

"Ri: to w takim razie zgubiła wszystko co wartościowe :)"

"Lu: ew Rachie"

"Ri: co"

"Lu: samopoczucie zero?"

"Ri: ujemne, Luke"

"Lu: UŚMIECH POPROSZĘ"

"Ri: przepraszam"

"Ri: zaraz wracam"

Mama otworzyła drzwi i rzuciła się na krzesełko obok łóżka. Jej ciemne włosy były w nieładzie, a drżące z przejęcia oczy przyglądały się córce.

- Jak się czujesz, skarbie? - Spytała.

Dziewczyna podciągnęła pod siebie jedną nogę i oparła brodę na kolanie, skupiając się na pytaniu. Telefon odłożyła na pościel obok siebie, więc czuła jak wibruje od przychodzących wiadomości.

- Trochę mi słabo i jestem zmęczona, nic takiego. - Nie chciała, by Kelly się martwiła, więc okroiła prawdę ze wszystkiego, co nie było konieczne. - Wiedzą co się stało? Czemu zasłabłam?

- Rozmawiałam z lekarzem i powiedział, że przeniosą cię niedługo do szpitala w Sydney. Tam, gdzie jesteś zapisana i znają twój przypadek... Poza tym masz dużą niedowagę... - zaczęła. Wzięła głęboki oddech i spuściła wzrok. - Do tego spore niedobory i powiedzieli mi o zagrożeniu anoreksją... Jeszcze dochodzi depresja i nasilająca się niewydolność wątroby.

- Mamo... - jęknęła przeciągle dziewczyna, widząc jak łzy zaczynają płynąć jej z oczu. Świetnie... To miały być jej szczęśliwe urodziny spędzone z córeczką, a co dostała? Spis wad genetycznych tego, co urodziła. - Proszę nie płacz, nic mi nie będzie...

- Kocham cię, skarbie - wychlipiała cicho i wtuliła się w drobne ciało Rachel. - Lois jest na dole... - powiedziała, odsuwając się i przecierając oczy. Pociągnęła nosem i poprawiła włosy. - Czeka na mnie w samochodzie, bo chciała zabrać mnie na zakupy... Napiszę do niej, że zostanę z tobą...

- Mamo, jedź - przerwała jej, uśmiechając się lekko. - To twoje urodziny, powinnaś się dobrze bawić. Jestem pod opieką lekarzy, nic mi się nie stanie. - Dodała, widząc że Kelly nie jest zbyt przekonana. Posłała jej uśmiech i wskazała głową drzwi.

- Uh... - Jęknęła, po chwili podnosząc się z krzesła. - Na twoją odpowiedzialność... - Zaśmiała się smutno i cmoknęła jej czoło.

"Nieodebrane: Lu (4)"

"Lu: Uh no weź"

"Lu: smajllllll"

"Lu: przecież jutro wracasz, tak?"

"Lu: rejczeeeel"

"Ri: nie wiem"

"Lu: gdzie jesteś?"

"Ri: w łóżku"

"Ri: czy twoje życie zmieniło się przez tą wiadomość?"

"Lu: Dobra, nie wiem, o co chodzi, ale jest źle"

"Lu: możemy się nie kłócić?"

TOUR ☁ hemmings ✔Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz