Wyrzuty sumienia zawładnęły moim ciałem, gdy otwierałam okno z zamiarem ucieczki. Spojrzałam w stronę drzwi, by przemyśleć wszystko jeszcze raz, ale Aria wyczuła moje wahanie i powiedziała pewnym głosem ważne zdanie.
~ Wiesz, że musimy odejść.- Byłam tego świadoma, lecz w głębi serca czułam ból, który nie dawał mi spokoju. Zamknęłam na chwilę oczy, wzięłam głęboki oddech i wyskoczyłam, lądując w przysiadzie. Od razu zerwałam się do biegu, a gdy dotarłam do bramy, zaczęłam się wspinać. Po dziesięciu sekundach stałam już po drugiej stronie. Czułam, że moje oczy zmieniły kolor na złoty, a przemiana zbliżała się wielkimi krokami i kiedy wbiegłam do lasu, stałam już na czterech łapach, zwinnie omijając drzewa. Z daleka dobiegł mnie ryk. Mój mate wezwał swoich ludzi. Wiedziałam, że zostało mi mało czasu na wymyślenie sensownego planu, ale w tamtym momencie nic nie przychodziło mi do głowy. Wilczyca przestała się do mnie odzywać, nie zamierzając pomóc. Musiałam się bardziej skupić i spróbować odczytać myśli Johna. Gdybym była w ciele człowieka po moim czole skapywałyby krople potu. Mężczyzna bardzo dobrze zabezpieczył myśli, jednak czasem nawet najsilniejszy mur musi runąć.
~ Nathan wyczuwacie ją?
~ Tak, dziewczyna kieruje się na wschód. Zapędzimy ją w kozi róg.- Moja sytuacja nie wydawała się najlepsza. Przez większość życia udawało mi się uniknąć zagrożenia, ale teraz nie byłam pewna, co może się stać. Przez krótką chwilę nie słyszałam żadnego wycia ani nie czułam innych wilków, a potem wszystko działo się w zwolnionym tempie. Kątem oka zobaczyłam ruch po lewej stronie i nagle poczułam, że ktoś uderza w mój bok, a potem wbija kły w łapę. Zaskomlałam, ale podniosłam się z ziemi, ruszając w dalszą drogę. Przeciwnik siedział mi na ogonie, nawet gdy zwinnie przemykałam się między drzewami, aż w końcu dotarłam na klif. Nie miałam pojęcia, gdzie zniknął i wcale nie zamierzałam cierpieć z tego powodu. Moje serce waliło jak oszalałe od wysiłku.
~ Nie ma stąd drogi ucieczki, a oni są blisko. Tylko posłuchaj.- Wiedziałam, o co jej chodzi. Uklękłam i dotknęłam trawy, poczułam jak staję się jednością z naturą. Widziałam obrazy za pośrednictwem drzew, zwierząt i roślin. Zobaczyłam Johna i mężczyznę, który wyciągnął mnie z błota. Rozmawiali o czymś żywiołowo. Starałam się usłyszeć, o co chodziło i jedno zwierze mi w tym pomogło.
-Musimy ją znaleźć, ale ledwo wyczuwam jej zapach.
- Mam przeczucie, że jest nad klifem. Czuję, jakby nas obserwowała.- I w tamtym momencie zwrócił uwagę na wiewiórkę, która patrzyła na niego zaciekle. W innej sytuacji mogłoby się to wydawać śmieszne, ale teraz była to spraw życia lub śmierci. Tylko w dalszym ciągu nie miałam pojęcia dlaczego.- John pośpiesz się.- Ruszyli biegiem w moją stronę. Przerwałam połączenie i zaczęłam się rozglądać, szukając innej drogi ucieczki. Powoli rodziła się we mnie panika, której nie potrafiłam powstrzymać. Mężczyźni zatrzymali się parę metrów ode mnie z grobowymi minami. Zapewne zastanawiali się co powiedzieć. Może nawet próbowali poskromić gniew, który ukazywali przez zaciskanie dłoni w pięści.
-Madison.- Odezwał się zielonooki.- Podejdź do nas, wrócimy do domu. Nie próbuj robić niczego głupiego.- Wyciągnął w moją stronę rękę. Jednak gdy to nie podziałało, John wkroczył do akcji.
-Obiecałem ci, że będę cierpliwy i nie zamierzam łamać obietnicy.- Wykonałam krok w tył i zachwiałam się niebezpiecznie.- Stój! Chyba nie chcesz spaść?- Jego beta ruszył w moją stronę.
-Nie podchodź!- Byłam przerażona, bo pewne przeczucie mówiło mi, że nie mogłam dać się złapać, a to oznaczało skok z klifu.- Przepraszam za to, co zrobię.- Cofnęłam się jeszcze parę kroków i gdy mężczyźni zaczęli biec w moją stronę, po prostu skoczyłam. Ostatnim co zobaczyłam, było przerażenie w ich oczach.
Perspektywa Johna
-Ona nie mogła tego zrobić, prawda? To było tylko złudzenie. Na pewno śpi teraz w domu.- Wpadłem w paranoje i nawet mój najlepszy przyjaciel nie potrafił mnie uspokoić.
- Stary, spokojnie. Oddychaj głęboko. Teraz będzie ci bardzo ciężko, ale spróbujemy razem przez to przebrnąć.- Usłyszałem strach w jego głosie.
-Zostawiła mnie.- Poczułem łzy, które po chwili skapywały mi po policzkach. Bez słowa odwróciłem się i uciekłem do domu jak jakiś pięciolatek. Zawsze byłem twardy, a w mojej watasze wyznawałem zasadę, twarde prawo, ale prawo, a teraz czułem się jak słabeusz. Nie wiedziałem, czy dalej nadaję się na przywódcę. W sumie w tamtej chwili nie byłem pewny niczego. Chciałem tylko utonąć w ciemności, która zaczęła otaczać mój umysł i serce. Byłem tak zrozpaczony, że nie dostrzegłem czegoś ważnego, a patrząc z perspektywy czasu, wydawało się to bardzo logiczne. Gdy umrze twoja druga połówka, ty nie potrafisz sobie poradzić z bólem, który ci towarzyszy i popełniasz samobójstwo, a ja nic takiego nie czułem.
CZYTASZ
Wyjątkowa
LobisomemOd wielu lat uciekałam przed odpowiedzialnością, jednak przeznaczenie doprowadziło mnie do miejsca, w którym nigdy nie chciałam się znaleźć... - W trakcie korekty
