Rozdział 20

47 7 0
                                        

Nath 

Jestem na nią wściekły czy ona naprawdę nie potrafi siedzieć w jednym miejscu?! Mogłaby mnie choć raz posłuchać, czy tak wiele wymagam. A gdyby coś jej się stało. Obwiniałbym się o to do końca życia. Martwię się o nią....chociaż chyba nie powinienem. Zawszę mogę sobie wmawiać ,że martwię się o nią tylko ze względu na alfę ,ale tak naprawdę zaczynam coś do niej czuć. Nie wyobrażam sobie dnia bez jej towarzystwa. Nie wyobrażam sobie ,że będzie należeć do kogoś innego. Mógłbym ją zabrać tam gdzie John nas nie znajdzie ,ale po co skoro ona i tak nigdy się we mnie nie zakocha. Kocham jej głos, jej odwagę, jej... wszystko. Nie mogę od niej odejść żeby zapomnieć. Chociaż sądzę ,że gdybym nawet odszedł i tak nie mógł bym o niej zapomnieć. Szedłem właśnie ze Skayem po schodach.Madison znajdowała się na wieży. Gdy byliśmy na miejscu spojrzałem ją i rzekłem. 

 -Czy tobie ciężko jest usiedzieć w jednym miejscu albo choć raz mnie posłuchać ?!

-Mam kamień jutro z rana trzeba ruszać dalej.- Minęła nas nawet nie odwracając głowy w naszą stronę. Zdenerwowała mnie. Nie dość ,że nie mówi nam o tym co robi ,to jeszcze nas spławia. Nie wiem czy Sky też się zdenerwował ,ale ruszyłem za nią by jej wszystko wygarnąć. Spostrzegłem ,że kładzie się na kanapie.

-Madison co ty sobie wyobrażasz?!- Spojrzała na mnie jak na debila i powiedziała.

-Ale o co ci chodzi?-Powiedział dość spokojnie jak na siebie.- Zdobyłam kamień możemy jutro ruszać i nie marnować dnia. Czy to źle?- Widziałem w jej oczach złość, smutek i rozczarowanie. 

-Mogłaś nam powiedzieć.- Wrzasnąłem na nią.- A gdyby groziło ci niebezpieczeństwo?!Jak ty do cholery znalazłaś tak szybko ten kamień?!Dlaczego mnie nie posłuchałaś, kazałem ci poczekać do rana!!!- Jej oczy ze smutnych przybrały wyraz furii. Wstała jak poparzona i stanęła naprzeciw mnie.

-Nie krzycz na mnie!!! Nie masz prawa mi rozkazywać. Nie powinno cię interesować moje bezpieczeństwo. To ja jestem wybraną, ja mam te wszystkie moce nie ty, więc z łaski swojej przestań na mnie wrzeszczeć!!!- Miałem tego dość dałem upust emocją. Złapałem ją i pchnąłem z całej siły na ścianę. Jęknęła z bólu ,ale zanim zdążyła cokolwiek zrobić byłem już przy niej. Przycisnąłem ją całym ciężarem ciała do tej ściany. Widziałem ,że się boi. Pierwszy raz w życiu zobaczyłem ,że Madison czegoś się boi. Nie zastanawiałem się nad tym. Zawładnęła mną furia.

-Jeszcze raz podniesiesz na mnie głos ,a już nie będę taki miły.-Warknąłem.- Masz coś zrozumieć.Po pierwsze masz się mnie słuchać. Po drugie nie wywyższaj się tak ,a po trzecie i tak będę się tobą interesował.- Nie wiem dlaczego to powiedziałem. Nie czekając ani chwili wpiłem się w jej usta. Przez chwile nie oddawała pocałunku ,ale gdy zorientowała się co się stało zaczęła to robić. Przejechałem językiem po jej dolnej wardze prosząc o dostęp. Od razu mi go udzieliła. Nasze języki walczyły o dominacje oczywiście ja wygrałem. Zjechałem z pocałunkami na jej szczękę, po chwili wróciłem do góry i jeszcze raz pocałowałem ją w usta ,a potem znalazłem czuły punkt za jej uchem. Gdy ją tam pocałowałem westchnęła nakręcając mnie jeszcze bardziej. Jednak po tym zaczęła się wyrywać. Ja nie mogłem przestać mój wilk mi nie pozwalał. Ona chciała użyć mocy wampira ,ale nawet jej super siła nie zdołała mnie odepchnąć.

-Nathan przestań.- Nie zrobiłem tego. Zassałem jej skórę na szyi robiąc wielką malinkę. W tak widocznym miejscu ,że na pewno jej nie zakryje.-Błagam cię Nathan przestań!!!- Nie reagowałem.-Nath proszę.- Gdy powiedziała do mnie tym cudownym zdrobnieniem które w jej ustach brzmiało słodko od razu spojrzałem w jej oczy. Były w nich łzy. Ona przeze mnie płakała. Poluzowałem uścisk i powiedziałem.

-Madi ja cię przepraszam. Mój wilk przejął kontrolę proszę wybacz mi.- Powiedziałem błagalnie. Ona ostatni raz spojrzała mi w oczy i chciała sobie pójść. Nie chciałem zostawiać jej samej dlatego zanim zdążyła się oddalić złapałem ją za rękę i mocno przytuliłem. Chciała się wyrwać ,ale nie dałem jej takiej możliwości. Nie chciałem by zrobiła przeze mnie coś głupiego. W końcu przestała się szarpać i zaczęła płakać w moją koszulkę. Nie chciałem by stała ,więc razem z nią usiadłem na podłodze kładąc ją na swoich kolanach. Dziewczyna płakała przez dość długi czas ,a ja szeptałem jej uspokajające słówka i przeprosiny. Zastanowiłem się gdzie wywiało Skaya. W pewnym momencie usłyszałem miarowy oddech mojego kwiatuszka. Przeniosłem ją na kanapę i pocałowałem w czoło mówiąc 

-Nie wiem co mi tak naglę odbiło ,ale wiedz ,że zakochałem się w tobie już gdy cię ujrzałem. A moje serce zawszę będzie należeć do ciebie. Położyłem się na podłodze kolo kanapy i myśląc o moim skarbie od razu zasnąłem.

Następny dzień rano  

Madison

Wstałam wcześnie rano nawet wyspana. Po chwili przypomniały mi się wydarzenia wczorajszego dnia. Wiedziałam ,że to nie wina Nathana. Gdybym ja nie oddała pocałunku skończylibyśmy to bez zbędnego okazywania uczuć. A teraz nie wiem co mam zrobić. Ten pocałunek bardzo mi się podobał ,ale czy to dobrze? Przecież mam swojego mate czy nie powinno mnie to brzydzić? Nie wiem może więź została osłabiona? Skończyłam swoje przemyślenia ,a gdy spojrzałam w dół zobaczyłam śpiącego Natha. Biedak spał na podłodze.Powinniśmy za chwilę ruszać. Naszym celem jest królestwo wampirów. Musimy tam dojechać jeszcze dzisiaj.

-Nathan wstawaj nie ma czasu.- Wstał od razu.

-Na co nie ma czasu?-Spytał zaspanym głosem.

-Musimy wyruszać przed nami kawałek drogi. Ciekawi mnie tylko gdzie jest Skay ?

-Nie widziałem go od wczoraj.- Popatrzył na mnie smutno.- Wybaczysz mi to co wczoraj zrobiłem?

-Już dawno to zrobiłam. Nie przejmuj się to moja wina. Gdybym nie oddała pocałunku nie było by nawet tego tematu.-W jego oczach dostrzegłam zawód i ból. Ciekawe co się stało? Moje słowa na pewno tego nie wywołały.

-Dzięki ,że się mną interesujecie.-Powiedział Skay zza moich pleców.

-My się tobą interesujemy tylko ,że nie chciało nam się ciebie szukać.

-Jak miło.-Powiedziała do nas przesłodzonym głosem.- Czy możecie już ruszyć swoje tyłki nie mamy przecież całego dnia.

-Poczekaj chwilę daj się nacieszyć spokojem.-Powiedział Nath. Ja nie zważając na nich wyszłam by znaleźć nasze konie. Osiodłałam mojego pięknego mustanga. Za sobą usłyszałam głosy chłopców. Zrobili to co ja i po chwili mknęliśmy piaszczystą drużką wprost do królestwa krwiopijców.

Magia czasu  

Staliśmy w drzewach patrząc na ogromny pałac w stylu wiktoriańskim. Zobaczyłam wielki ogród ogrodzony murem. Kawałek dalej była brama przy której stali strażnicy. 

-Ja się nimi zajmę.-Powiedziałam ruszając do przodu z szybkością wampira. Nathan chciał mi coś powiedzieć ,ale nie zdążył. Skręciłam kark dwóm strażnikom. Wiedziałam ,że i tak niedługo się obudzą. W końcu to wampiry. Machnęłam do chłopaków ręką by tu podeszli. Patrzyłam chwilę na wielki budynek ,ale za chwilę ruszyłam przed siebie. Na podwórzu było cicho,za cicho. Czyżby spodziewali się naszej wizyty? Nie możliwe, chyba ,że posiadali proroka ,a zostało ich mało na tym świecie. Droga do wielkich drzwi dłużyła mi się niemiłosiernie. Rozglądałam się po ogrodzie. Wszystko tu wyglądało tak spokojnie. Nie było widać ,że mieszkają tu wampiry. Równo przycięte żywopłoty, wielokolorowe rośliny, drzewa oraz słońce które dodawało temu wszystkiemu większego uroku. Gdybym nie była w połowie wampirem stwierdziłabym ,że mieszkają tu bardzo przyjaźni ludzie. Dla mnie wampiry zawsze kojarzyły się z ciemnością i krwią ,a nie takim pięknem natury jakie tu widzę. Gdy doszliśmy do drzwi zatrzymałam się na chwilę by pchnąć je z pewnością siebie. Przed nami ukazał się piękny widok. Wielki hol w biało-czerwonych barwach. Tego nawet ja się nie spodziewałam. Podziwiałam wnętrze ,ale gdy usłyszałam głoś dobiegający z góry schodów od razu się spięłam.

-Witajcie w moich skromnych progach.- Spojrzałam na wysokiego bruneta. W wampirzym tempie znalazł się przy mnie. Wziął moją dłoń i pocałował jej wierzch.- Nazywam się książę Aron.

-Mam na imię Madison ,ale mniejsza o to. Przyszliśmy tu tylko po kamień.

-Jaki kamień?- Udawał głupiego chociaż dobrze wiedział o co mi chodzi.

-Nie udawaj idioty Aron mów gdzie on jest.-Uśmiechnął się wrednie.

-A kim ty jesteś by się tak do mnie odzywać co ?

-Jestem twoim koszmarem.-Powiedziałam. Spojrzał na mnie dziwnie ,a po chwili...

~~~~~

A tego co się stało dalej dowiecie się w następnym rozdziale :-D Jak myślicie czy Nath będzie z Madison ? Co zrobi Aron ? Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Czy ktoś wie do czego nawiązuje postać Arona? Dziękuje tym którzy jeszcze to czytają <3 Przepraszam za jakiekolwiek błędy ;-)

WyjątkowaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz