Rozdział 22

39 6 1
                                        

-Zacznijmy od najprostszego pytania. Kim jesteś ?

-Przecież wiesz... chyba ,że jesteś jeszcze głupszy niż myślałam.- Uśmiecham się do niego wrednie.

-Tak się chcesz bawić.- Użył swojej wampirzej prędkości i wyszedł z pomieszczenia ,ale po dziesięciu sekundach znów znalazł się na swoim wcześniejszym miejscu.- Wiesz co to?- Spojrzałam na to co ma w ręce. Rozszerzyłam oczy. Trzymał w ręce srebrny nóż i wilcze ziele oraz werbenę.- Więc tak albo będziesz grzeczną dziewczynką i odpowiesz mi na wszystkie pytania albo potraktuje cię jednym z moich narzędzi. No to odpowiedz mi na wcześniejsze pytanie.

-Przecież znasz odpowiedź.

- Ale chcę byś ty mi to powiedziała

-Pieprz się.- Jego oczy pociemniały. Wziął nóż i zrobił mi szramę na ramieniu. Starałam się nie krzyczeć. Zacisnęłam mocno zęby i czekałam na koniec tej tortury.

-Odpowiedz.- Przecież nic nie zaszkodzi jak powiem mu to co sam wie, ale wtedy przegram.

-Jestem wyjątkową wybraną czy jak tam mówi na mnie wasz lud. Wiesz dobrze kim jestem i po co przybyłam dlatego nie rozumiem po co to wszystko. Możesz mi oddać kamień i wypuścić ,a ja zrobię swoje i zapomnimy o całej sytuacji.- Spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami. Po chwili pokój został wypełniony przez jego śmiech 

-Życie to nie bajka. A teraz powiedz skąd znasz moją dziewczynę?- O kogo mu chodzi? Spojrzałam na niego jak na idiotę.- Chodzi mi o Sarę...

-Jest moją kuzynką.- Nie pokazywał zdziwienia jego twarz pozostawała kamienna.

-Po co ci te wszystkie kamienie?

-Ty nie wiesz?- Pokręcił głową.- I się nie dowiesz.- Wkurzył się i to bardzo.

-Słyszałem ,że jesteś w połowię wampirem ciekawi mnie czy zadziała na ciebie moja hipnoza.- Nie znałam odpowiedzi na to pytanie.- Spójrz mi w oczy.- Zamknęłam je jak najszybciej. Nie wiedziałam i nie chciałam wiedzieć czy to działa. Nagle poczułam przechodzącą przez moje ciało falę bólu. Rozszerzyłam oczy w zdziwieniu.- Teraz weźmiesz tą strzykawkę z wilczym zielem i wbijesz ją sobie w żyłę.- Jego hipnoza działała wzięłam ją do ręki. Walczyłam z tym ,ale nie mogłam nic zrobić. Po co mi te wszystkie moce skoro nie mogę ich teraz użyć. Zrobiłam to o co prosił.- Teraz wstrzyknij sobie substancje ,ale powoli.- Nie miałam już siły walczyć. Wiedziałam ,że to i tak nic nie da. Kłamałabym gdybym powiedziała ,że nie bolało bo bolało cholernie. Już nie wytrzymałam zaczęłam krzyczeć. Krople potu spływały po moim czole. Po chwili poczułam ,że moje powieki są ciężkie. Usłyszałam tylko.- Śpij dobrze.

Sara

Czułam ból mojej kuzynki chociaż nie powinnam. Wiem ,że wyjdę na egoistkę ,ale dobrze ,że nie wstrzyknął jej werbeny tylko to cholerne wilcze ziele bo inaczej umarłabym z bólu. Jednym z moich ''darów'' jest przeżywanie emocji i bólu bliskich. Nagle do pokoju wbiegł ,a raczej wleciał Aron. 

-Coś się stało ?- Pokiwałam głową.-Co jest skarbie?

-Nie krzywdź jej.

-Będę robił co mi się podoba.

-Proszę, ja przeżywam to co ona.-Pogładził mnie ręką po policzku ,a ból trochę przeszedł.

-Przepraszam zapomniałem o tym.-Spojrzał na mnie przepraszająco

-Nic się nie stało.-Zaczęłam głaskać go po ramieniu.- O jaki kamień jej chodziło?

-O fioletowy kamień. Mój ojciec miał taki w gabinecie. Jest gdzieś w gablotce.- Widziałam jak jego powieki robią się ciężkie. Wiem ,że był zmęczony ,ale musiałam się upewnić ,że nie ruszy się z miejsca. Wyjęłam z pod poduszki werbenę. Chciałam wbić mu ją w rękę ,ale nagle się podniósł i złapał mój nadgarstek. 

-Za łatwo kochanie nie sądzisz ?- Zostało mi tylko jedno.

-Przepraszam zrozum to moja rodzina musiałam chociaż spróbować.

-Wiem ,ale to nie znaczy ,że możesz krzywdzić swojego mate i siebie.

-Przepraszam.- Jedna łza powoli sunęła po moim policzku. Starł ją i złożył krótki pocałunek na moich ustach. Po chwili moje usta znalazły się z powrotem na jego. Całowaliśmy się namiętnie aż w końcu w pełni się zatracił. Nie wiem jak mi się to udało, ale przezwyciężyłam chęć całowania go dalej i wbiłam mu igłę z substancją. Powoli zamykał oczy aż w końcu bezwładnie upadł na poduszki. Wampirzym tempem znam się pod gabinetem ojca Arona. Weszłam do środka odszukałam gablotkę i rozwaliłam pięścią szybę. Po chwili stałam już przed drzwiami piwnicy. Aron nie postawił żadnych strażników. Szybko otworzyłam drzwi i znalazłam się koło mojej nieprzytomnej kuzynki. Odwiązałam ją po czym przerzuciłam sobie przez ramię. Wybiegłam z posiadłości nie patrząc na strażników i znalazłam się na polanie gdzie przetrzymywali chłopaków. Było tylko dwóch strażników więc podbiegłam jednego z nich i skręciłam mu kark z drugim poszło tak sobie ,ale wiem ,że nie zdążył powiadomić innych. Mężczyźni patrzyli się na mnie z niedowierzaniem

-Cześć jestem Sara kuzynka tej oto śpiącej królewny.

-Czy wszyscy z waszej rodziny są tak agresywni.- Spytał jeden z mężczyzn

-Raczej tak ,uciekajcie stąd póki możecie. Macie ten dziwny kamień.-Podałam im go.- Mój mate Aron zaraz się obudzi więc uciekajcie jeśli wam życie miłe.

-Tak przy okazji jestem Nathan ,a to Sky. 

-Miło mi ,a teraz się lepiej ruszcie.- Nathan podbiegł do Madi i wziął ją na ręce. Razem ze Skayem ruszyli w stronę najbliższej wioski. Podeszłam do biednych strażników którzy zaczęli się wybudzać

-Bardzo was przepraszam za ten atak ,ale to moja rodzina.- Skinęli mi głową i ruszyli do willi. Westchnęłam głośno i ruszyłam za nimi. Gdy weszłam do sypialni spodziewałam się afery ,ale Aron dalej spał. Położyłam się koło niego ,a on delikatnie poruszył ręką ,a po chwili jego oczy były już otwarte.

-Saro coś ty zrobiła ?-Ciężko było mu mówić przez suchość w gardle więc pobiegłam po wodę ,a po chwili już łapczywie ją pił.- Odpowiedz.- Powiedział bardzo, bardzo wściekły

-Pomogłam jej.

-Oddałaś jej kamień?

-Tak

-Wiesz ,że nie powinnaś tego robić. 

-Wiesz ,że nie powinieneś mi rozkazywać.- I tak rozpętałam największą kłótnie odkąd tu jestem.

~~~

Złączyłam wątki moich dwóch książek. Pół wampirem zajmę się dopiero jak skończę tą książkę. Dziękuje za 2,5 tyś wyświetleń bardzo bardzo dziękuje. 


WyjątkowaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz