Nieopodal wyczułam królika i sprintem ruszyłam w jego stronę. Gdy byłam już blisko, do moich nozdrzy dotarł zapach ludzkiej krwi. W jednej chwili przestałam nad sobą panować. Piękna brunetka siedziała na kamieniu, owijając dłoń bandażem. Po jej przedramieniu płynęła stróżka czerwonej cieczy. Chciałam wbić kły w cudowną tętnicę, delektować się smakiem ciepłego posiłku. Moja ludzka strona próbowała walczyć, ale była za słaba. Dzieliła mnie od niej długość ręki, gdy coś powaliło mnie na ziemię. Jęknęłam z bólu, kiedy uderzyłam głową o kamienie.
-Czy wszystko w porządku? - Spojrzała na mnie przestraszona.- Potrzebujesz pomocy?
-Ja...
-Spokojnie, zaraz zabiorę ją do domu.- Z krzaków wyszedł beta mojego mate. Miał na sobie tylko spodnie, dziewczyna skupiła się na jego umięśnionej klatce i nie zwróciła uwagi na brak butów.- Moja siostra jest straszną niezdarą, nic jej nie będzie. Dobrze się czujesz? Ta rana wygląda na poważną.
-Mój chłopak powinien zaraz wrócić z apteczką.
-Mad dasz radę iść sama?- Spojrzał na mnie z udawaną troską.
-Dam radę.- Wstałam na chwiejnych nogach i podeszłam do niego, a on objął mnie ramieniem. Bał się, że ucieknę.- Nathan ja...
-Zamknij się.- Nie spodziewałam się takich słów, więc czekałam. Kiedy znaleźliśmy się w środku lasu, mając pewność, że żaden człowiek za nami nie podąża, mężczyzna wybuchł. Złapał moją szczękę.- Czy ty miałaś zamiar znowu od niego uciec!?- Nie odezwałam się ani słowem.- Odpowiedz!- Ścisnął palce, na co syknęłam.
-Nie uciekałam. Miałam zamiar zapolować, bo jestem w połowie wampirem, potrzebuję krwi. Straciłam panowanie.- Puścił mnie.
-Idź przodem. Nie chciałbym być w twojej skórze. Wkurwiłaś go na maksa.- Przełknęłam głośno ślinę.- Jaki jest twój status? Alfa, beta, omega?- Wzruszyłam ramionami.- Wydaje mi się, że jesteś alfą. Cokolwiek będziesz musiała zrobić, schowaj dumę głęboko. Wtedy wszystko wydaje się prostsze.- Zza drzew wyłonił się dom, w którym miałam spędzić trochę czasu. Przez więź czułam jego złość. Jeśli przeżyję dzisiejszy dzień, zacznę wierzyć w szczęście, pomyślałam. Wszystkie zwierzęta uciekły, czując dziwną aurę, a słońce zniknęło za chmurami. Miałam ogromną ochotę zawrócić i zaszyć się głęboko w lesie. Nathan otworzył mi drzwi, jednak nie poszedł w moje ślady, gdy weszłam do środka. Zatrzasnął je za mną i przekręcił klucz. Wchodząc do salonu, wzięłam głęboki oddech. John siedział na kanapie, czekając na moje przybycie.
-Cheri, podejdź do mnie.- Jego ton był tak lodowaty, że zmroził mi krew w żyłach. Stanęłam naprzeciwko, wyczekując następnego polecenia. Dotknął mojej ręki, po czym pociągnął mnie drugi raz tego dnia na swoje kolana. Tym razem było to brutalniejsze. Zaczął sunąć wierzchem dłoni po moim udzie.- Jestem na ciebie bardzo zły. Od dawna nikt nie doprowadził mnie do takiej furii. Co próbowałaś tym osiągnąć?- Spojrzał mi głęboko w oczy.
-Nic, po prostu chciałam pójść na polowanie i dać ci nauczkę.
-Jestem twoim alfą cheri.- Jego ręka sunęła w górę, aż spoczęła na moim policzku.- Wiesz, że cię kocham, prawda?- Pokiwałam głową. Byłam w jakimś cudownym transie. Pożądanie zaczęło atakować z wszystkich stron. Zbliżył swoje usta do moich, ale ten pocałunek nie był delikatny. Chciał udowodnić mi swoją dominację, której nie potrafiłam zaakceptować, dopiero gdy chwycił mnie drugą dłonią za kark, dałam mu wygrać.- Nie mogę pozwolić ci na takie zachowanie względem mnie, nawet jeśli jesteś moją mate, rozumiesz?- Drugi raz skinęłam głową, skupiając się tylko na jego ustach.- Cheri... obiecaj mi na słowo alfy, że nie będziesz miała mi tego za złe, dobrze?- Trzecie skinienie. Byłam marionetką w jego rękach, w tamtym momencie mógł zrobić ze mną wszystko.- Powiedz to, proszę.
-Obiecuję na słowo alfy.
-Dobrze skarbie.- Jego głos, mimo że był lodowaty, zawierał w sobie coś z delikatności, przez którą nie mogłam mu się oprzeć. Po raz trzeci tego dnia złączył nasze wargi. Wstał z kanapy ze mną na rękach i poszedł schodami do sypialni. Oplotłam go nogami wokół pasa. Kiedy usiadł ze mną na łóżku, szepnął ciche, przepraszam. Wtedy mój umysł zaczął działać poprawnie, ale nie zdążyłam nic zrobić, było już za późno. Przełożył mnie przez kolano, a ja zaczęłam się szarpać.- Spokojnie.- Pogłaskał mnie po głowie. Pierwsze uderzenie było tak silne, że miałam mroczki przed oczami. Wyładowywał na mnie swój gniew. Gniew, który spowodowałam. Po dziesiątym razie zaczęłam cicho łkać, a po kolejnych głośno szlochałam. Do ostatniego klapsa użył największych pokładów siły. Byłam pewna, że nawet z moją cudowną regeneracją nie dam rady usiąść przez tydzień. Mężczyzna położył się ze mną na łóżku i głaskał po plecach do momentu, w którym zasnęłam.
CZYTASZ
Wyjątkowa
VârcolaciOd wielu lat uciekałam przed odpowiedzialnością, jednak przeznaczenie doprowadziło mnie do miejsca, w którym nigdy nie chciałam się znaleźć... - W trakcie korekty
