Madison
Powoli otwierałam oczy. Czułam jak się unoszę. Po chwili przeszedł mnie okropny ból na ramieniu. Przypomniałam sobie o wszystkich wydarzeniach dzisiejszego dnia. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Nathan. Biegł przed siebie jakby goniło go stado wampirów, a no tak pewnie tak jest.
-Nath możesz mnie postawić dam radę biec sama.
-Nie bądź głupia przy pierwszym kroku runiesz na ziemię.-Nie odezwałam się już. Chłopcy biegli w stronę jakiejś wioski. Wiedziałam to ponieważ zza drzew wystawała wieża kościoła. Nagle Skay krzyknął do nas stop.
-Słuchajcie nie powiedziałem wam czegoś o sobie. Jestem upadłym.- Rozszerzyłam oczy w zdziwieniu. Dlaczego on mi o tym nie powiedział?-I tak musisz przybyć do nas po kamień więc jak teraz was tam zabiorę nic się nie stanie.- Skinęłam głową była na niego zła ,ale w dalszym ciągu mu ufałam. Cofnął się parę kroków do tyłu i nagle z jego pleców wyrosły czarne jak noc skrzydła. Jego koszulka rozerwała się na małe kawałeczki. Wzbił się w niebo. Spojrzał na coś za nami ,a następnie zaczął lecieć w naszą stronę.- Nie dam rady zabrać was dwóch za jednym zamachem.
-Ona leci pierwsza.
-Nie! Nie ma takiej opcji.- Oddał mnie w ręce Skaya ,a ten wzbił się wysoko aż do chmur. Otworzył jakiś fioletowy portal. Gdy go przekroczyliśmy przede mną rozciągało się ogromne miasto. Skay postawił mnie na ziemi i ruszył po Nathana. Stałam oniemiała tym cudownym widokiem. Miasto wyglądało jak zrobione z jakiegoś czarnego śliskiego materiału ,ale wiedziałam ,że to tylko pozory.
~Idź w stronę tej małej chatki na górze.- Spojrzałam tam ,ale nic nie dostrzegłam.~ Daj mi przejąć kontrole ,a doprowadzę cie do tego miejsca.-Westchnęłam głośno ,ale koniec końców przytaknęłam dziewczynie.
Aria
W końcu udało mi się wydostać z tej klatki. Wiem ,że ona jest już bliska uwolnienia mojej duszy ,ale już nie mogłam wytrzymać. Szłam właśnie spacerkiem przez znane mi miasto. Za dawnych lat tętniło życiem ,lecz te czasy już przeminęły.
-Co ty tu robisz ?Nie jesteś jedną z nas, nie możesz tu być.
-Ja mogę wszystko bowiem jestem Aria ,a kto we mnie wątpi będzie stracony.
~ Aria nie przesadzaj kontrole masz ,ale w każdej chwili ja mogę wrócić.
~Dobra, nie dasz mi się nacieszyć.-Spojrzałam ponownie na strażnika.
-Ona nie żyje już od setek lat.
-Nie mam czasu na rozmowy.- Teleportowałam się na górę. Przede mną była ta sama czarna chatka w której zginął pierwszy nefilim. Weszłam do środka. Dla nie wtajemniczonych chatka mogła wyglądać normalnie. Dawno temu rozmawiałam w tym miejscu z pierwszym upadłym. Lucyfer nie był takim potworem jakim go opisują. Był zwykłym aniołem który przeciwstawił się Bogu, ale nie robił nic by skrzywdzić ludzi oprócz prowadzenia piekła. Dla jego bezpieczeństwa musiałam go uśpić. Wypowiedziałam dwa słowa zrozumiałe tylko dla mnie. Na środku podłogi ukazało się wejście do krypty. Schodziłam kamiennymi schodami do momentu dotarcia przed sarkofag. Otworzyłam go i spojrzałam na śpiącego ,, Diabła".Wbiłam rękę tam gdzie powinno być jego serce i wyjęłam kamień. Jego serce było schowane w ścianie sarkofagu. Wyjęłam je i włożyłam na odpowiednie miejsce. Patrzyłam z obojętnością jak się przebudza. Przez chwilę nic się nie działo ,ale zaraz usłyszałam jak ktoś szybko nabiera powietrza. Uśpiłam na jakiś czas Madison. Potrafiłam to zrobić, ale jakoś nigdy nie miałam powodu.
-Kim jesteś?
-Nie pamiętasz mnie Lucyferze? A kto ukrył cię w tej krypcie?
-Aria widzę ,że nawet ty oszukałaś śmierć
-Raczej to śmieć oszukała mnie.-Zaczął się śmiać.
-Co jej zrobiłaś?
-Uratowałam wszystkie istoty świata.
-No cóż przecież ją znasz.
-Pora na mnie.
-Spotkamy się jeszcze?
-Jasne piekło już na mnie czeka.-Rzuciłam mu znaczące spojrzenie i wyszłam.
~~
Chyba niedługo spotkamy się ze śmiercią ;-) Zostało tylko parę rozdziałów do końca. Dziękuje wam za wytrwałe naprawdę wytrwałe czekanie na rozdziały. Dziękuje wam za czytanie <3
CZYTASZ
Wyjątkowa
WerewolfOd wielu lat uciekałam przed odpowiedzialnością, jednak przeznaczenie doprowadziło mnie do miejsca, w którym nigdy nie chciałam się znaleźć... - W trakcie korekty
