Rozdział 19

47 8 3
                                        

Madison

  - "Zamień ciemność w światło Madison".- Tylko to pamiętam. Ziemia zatrzęsła się ,a napis przede mną zapłonął na żółto. Literki zaczęły latać wokół tworząc wielkie żółte koło. Był to chyba jakiś portal ,ale zanim zdążyłam zrobić krok z portalu wyłoniła się postać...   

- Witaj Madison.- Przede mną stała Anastazja.

-Ale jak ty....

- Czekałam aż to zrobisz. Pomogę ci znaleźć ogień. Choć za mną.-Powiedziała i zniknęła w portalu. Powoli udałam się w jej ślady. Nie wiedziałam co czeka mnie po drugiej stronie ,ale przeszłam na drugą stronę. Byłam w tej samej piwnicy co wcześniej.-Jesteśmy w przeszłości. Wtedy kiedy nie było klątwy ,a wszyscy żyli ze sobą w pokoju.- Anastazja zaczęła wchodzić po schodach.

-Czekaj ,a skąd mogę wiedzieć ,że ty też chcesz mnie zabić ?

-Gdybym chciała cię zabić już dawno bym to zrobiła

- W sumie racja.- Wzruszyłam ramionami i ruszyłam za nią. Na górze budynek nie był już biało szary tylko złoty w środku. Ten widok zapierał dech w piersiach. Weszłyśmy na inne schody prowadzące na najwyższą wieżę. 

-Dlaczego wyglądasz jak ja ?-Spytałam zaciekawiona jej odpowiedzią 

-Ponieważ jesteśmy sobowtórami. W każdej epoce jest osoba która wygląda jak ty i ja.- Niektóre to zwykli ludzie inni wampiry, wilkołaki ,a ty jedyna jesteś wyjątkowa.

-Rozumiem.-Wydukałam. Gdy byłyśmy już na samej górze. Pchnęła wielkie drzwi. Przed nami ukazał się przepiękny widok. Całe miasto, ludzie wyglądali jak małe mrówki ,a w dachach pięknych budynków odbijało się słońce.

-Użyj swojej mocy i przejmij ogień.- Rozkazała dziewczyna. Wyciągnęłam rękę przed siebie i wchłaniałam ogień. Nogi uginały się pode mną ,lecz jakoś dałam radę. Nie było ognia ,a ja poczułam pieczenie tęczówek.- Masz ogniste oczy. Nie ma czasu musisz uciekać do swojego czasu i zapalić w tym samym miejscu ogień. Masz trzy minuty do zamknięcia portalu.

-Dziękuję.- Powiedziałam i szybko ruszyłam ku schodom. Zbiegałam z nich najszybciej jak umiem. Usłyszałam,że ktoś zgasił święty ogień. Nie zważając na to wbiegłam do piwnicy i wskoczyłam do portalu. Musiałam znowu wejść na wierzę. Już nie biegłam. Chyba los chce żebym schudła i poprawiła kondycje.Dziesięć minut później byłam na górze. Zrobiłam to co tam ,ale zamiast wchłonąć ogień wyrzuciłam go z siebie. Dziwi mnie ,że Nath i Sky nie zauważyli mojego zniknięcia. Ogień płoną lekko oświetlając miasto. Już rozumiem sens przepowiedni. Zamieniłam ciemność w światło. Spojrzałam w dół i zauważyłam ,że zaczęli pojawiać się tam ludzie. 

- Udało ci się.- Za mną stała staruszka. Trzymała w ręce kamień.- To jest to czego szukasz.-Podała mi go i uśmiechnęła się nieznacznie.

-Dziękuje ,ale kim jesteś ?

-Jestem Anastazja.- Czy moje życie musi być takie dziwne.- Gdy zabrałaś ogień oni zabrali mnie do lochów. Mój ojciec nie trudził się z uwolnieniem mnie ,więc klątwa spadła też na mnie.

-Ale przecież ty jesteś wampirem.- Była staruszką.

-Wampiry też się starzeją ,ale o wiele wolniej niż ludzie. A teraz żegnaj już na zawsze Madison.- Zanim zdążyłam coś powiedzieć kobieta zniknęła. Na wierzę wbiegli chłopcy

-Czy tobie ciężko jest usiedzieć w jednym miejscu albo choć raz mnie posłuchać ?!

-Mam kamień jutro z rana trzeba ruszać dalej.- Patrzyli na mnie z otwartymi buziami. Przeszłam obok nie zwracając już dłużej na nich uwagi i ruszyłam w kierunku kanapy znajdującej się na dole. Byłam tym wszystkim wykończona ,a kamień schowałam do kieszeni.

~~

Ten rozdział dedykuje Mirisa2001 i przepraszam za jeden dzień opóźnienia 

WyjątkowaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz