Rozdział 6

191 19 1
                                        

Perspektywa Madison 


 Słyszałam każde słowo, które wypowiedział do Nathana i choć jego nie ufność sprawiała, że bolało mnie serce, nie mogłam się temu dziwić. Pod prysznicem pogrążyłam się w rozmyślaniach. Słowa wyroczni cały czas krążyły w moich myślach, nie dając spokoju. Od krwi do krwi potomek się rodzi, kto od krwi powstał, kiedyś się odrodzi. Moje życie było dość skomplikowane, zanim dowiedziałam się o tym wszystkim. Byłam wampirem i wilkołakiem, wynaturzeniem, które nie powinno istnieć, a dusza Arii była połączona z moją, przez co stałyśmy się jednością. W ciągu następnych dni miałam podjąć najważniejszą decyzję mojego życia. Gorąca woda dawała ukojenia, ale nie potrafiła pomóc w przytłaczającym dylemacie. Wychodząc z brodzika, chwyciłam ręcznik, a gdy skończyłam się wycierać, założyłam ubrania, które zabrałam Johnowi. Woda skapywała z moich włosów, tworząc mokre plamy na koszulce, jednak nie zwracałam na to uwagi. Rozmowa z moim mate była przerażającą wizją. Bałam się jego reakcji, ale nie miałam wyboru, bo prędzej czy później i tak się dowie. Wyszłam z łazienki i poszłam do salonu, rzuciłam się na kanapę, zakrywając ręką oczy.

-Widzę, że już się rozgościłaś.- Jego śmiech wywołał uśmiech na mojej twarzy.- Powinniśmy o tym porozmawiać.- W jednej chwili spoważniał. Podszedł bliżej, podniósł moje nogi, po czym usiadł obok.

-Pomińmy ten skok z klifu, proszę.- Podniosłam na chwilę rękę, by zobaczyć jego reakcje. Skinął głową, więc kontynuowałam.- Możesz mi nie uwierzyć, ale gdy wyszłam na brzeg, spotkałam wróżkę, która zaprowadziła mnie do wyroczni. Powiedziała mi trochę o moim przeznaczeniu, ale myślę, że nie dowiedziałam się wszystkiego. Mam takie małe przeczucie, które mówi mi, żebym poszła za jej radą.- Zacięłam się chwilowo. John nie odezwał się ani słowem, czekał z cierpliwością, aż ułożę sobie wszytko w głowie.- Sugerowała mi, abym wyruszyła w podróż... nie jestem pewna po co, ale myślę, że wtedy wszystko się zmieni.- Czułam jego złość, jego dłoń zacisnęła się na mojej nodze, sprawiając lekki ból. Nagle westchnął głośno i przyciągnął mnie do siebie. Siedziałam na jego kolanach, a on położył głowę na moim ramieniu.

- Przez tyle lat ścigałem cię, tropiłem i próbowałem zabić, aż w końcu nasze oczy się spotkały i okazałaś się moją mate. Zakochałem się w tobie, mimo że znamy się tak krótko. Chciałbym mieć cię przy sobie codziennie. Budzić się przy tobie, całować i zabierać na tandetne randki. Stałaś się dla mnie wszystkim.- Westchnął głośno, jakby nie wierzył, że musi wypowiedzieć te słowa.- Ale chcę, żebyś była szczęśliwa. Jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność, prawda?- W moich oczach pojawiły się łzy.- Nie będę cię zatrzymywał, jednakże zostań ze mną jeszcze przez parę dni. Chcę się tobą nacieszyć.- Dotknęłam jego policzka, po czym złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach. Był ledwie wyczuwalny, lecz to wystarczyło, by rozpalić w nim pożądanie. Kiedy chciał jeszcze raz musnąć moje wargi, odsunęłam się i z głośnym śmiechem uciekłam na górę. Nie zdążyłam doliczyć do trzech, a drzwi pokoju, w którym się schowałam, uderzyły z hukiem o ścianę. Mężczyzna nie zapalił światła. Spod łóżka mogłam zobaczyć tylko stopy i choć byłam pewna, że wyczuł mój zapach, wiedziałam, że woli pobawić się w kotka i myszkę. Był drapieżnikiem, dopiero wtedy to dostrzegłam. Jego kocie ruchy, tajemnicza aura i cwaniacki uśmiech sprawiały dziwne uczucie w moim ciele. Miałam zamiar powoli przeczołgać się na drugą stronę, ale zostałam złapana za kostkę. Otworzyłam szeroko oczy, jednak nie zdążyłam nic zrobić. Gdy mnie wyciągnął, szybkim ruchem podniósł mnie z ziemi i położył mnie na łóżku. Leżałam na brzuch, a moje ręce były skrępowane na plecach. 

-Przepraszam!- Zaśmiał się złowieszczo, choć było w tym coś dzikiego. 

-Teraz na to za późno, cheri.- Dotknął mojego karku, opuszkami palców, potem zszedł na żebra. Próbowałam zachować spokój, ale w końcu pękłam i nie mogłam przestać się śmiać. Powiedziałam, żeby przestał, wydawał się nie słyszeć, więc chciałam go uderzyć nogą. Nawet mi się udało, ale gdy złapał moją stopę i zaczął ją łaskotać, miałam dość. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy śmiechu.- Co powinnaś teraz powiedzieć?- Nie odpowiedziałam, bo w tamtym momencie w mojej głowie panowała pustka.- Powiedz, przepraszam mój najwspanialszy i najprzystojniejszy alfo. Nigdy więcej tak nie zrobię.

-Okej, okej, ale przestań na chwilę.- Kiedy przestał, spróbowałam się wyszarpnąć.- Nienawidzę cię.- Ponownie poczułam łaskotanie, więc szybko powiedziałam.- Przepraszam mój najcudowniejszy i najprzystojniejszy alfo.- Nie zaprzestał.- Nigdy więcej tak nie zrobię.- Moja duma leżała gdzieś na podłodze. Brakowało, tylko żeby ktoś zaczął po niej deptać.

-Będziesz grzeczna?- W taki sposób, ktoś zaczął po niej stepować. 

-Nie karz mi tego mówić.

-Cheri...- Powiedział ostrzegawczo.

-Będę.- Puścił mnie.- Nienawidzę...- Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy. Podniósł jedną brew do góry.- Nienawidzę być uległa. 

-Będziesz musiała się przyzwyczaić.- Parsknęłam śmiechem.- Nie wiem, co cię tak bawi.- Starał się ukryć uśmiech, ale ja widziałam to w jego oczach.

-Mon chou, ze mną nie wygrasz.- W wampirzym tempie wyszłam z pokoju i zamknęłam go na klucz.- Jestem szybsza.

-Madison...- Nie usłyszałam reszty zdania, ponieważ byłam już w lesie, szukając ofiary. Moja żądza krwi była silna, zbyt silna. 


WyjątkowaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz