1.

1.3K 51 28
                                        

Przez ten rok w końcu nauczyłam się, co to znaczy być szczęśliwym.

Wystarczyło zapisać tylko ciąg cyferek, na jego rachunku. To takie dziwne, ale czułam się właśnie jakbym wygrała los na loterii. On był moją największą wygraną.

Pokazał mi rzeczy, o których istnieniu nie miałam pojęcia, bo niby jak? Od najmłodszych lat szkolona na zostanie księżniczką, albo raczej marionetką w rękach babci. Miałam być kolejną dostojną damą, zasiadającą w najlepszych restauracjach, uczęszczającą na największe spotkania.

Tak, Sofia miała rację. Moja rodzina dostałaby zawału, gdyby dowiedziała się, co robię teraz. I nie mówię tu o mieszkaniu w akademiku...

Po pierwsze spotykałam się z chłopakiem, który nie pochodził z rodu szlacheckiego. Pierwsze poważne wykroczenie. Dokładnie numer 8 w artykule 10 w książce Jak zostać arystokratką i nie zwariować. Właściwie po części mogłam nie uznawać tego jako wykroczenie, on zarabiał więcej niż niejeden niespełniony prawnik. A przede wszystkim był bardziej przystojny, czyli punkt dla mnie.

Po drugie, moi przyjaciele. Bo niby jak inaczej mogłam nazwać ludzi, którzy przez ten rok zrobili dla mnie więcej niż moja rodzina przez 21 lat. Nie wliczając oczywiście Sofii, która zna mnie dłużej, ale ona nie wlicza się w koncept babci, bo pochodzi przecież z mniej zamożnej rodziny. A Pogba? Na pierwszy rzut oka nie można mu niczego zarzucić, ale... No właśnie słucha dziwnej muzyki i ma jakieś dziwne ruchy.

Po trzecie, moje zainteresowania. Lubię dobry film, dobrą książkę, no i oczywiście pana z numerem 21. Dziewczyno odejmuję ci 20 punktów za to, że znasz się na tej grze i chodzisz z jednym z tych neandertalczyków, kopiących skrawek materiały. Nie zapomnijmy o dwóch bramkach.

-Ten sędzia jest chyba ślepy! -wyrzuciłam ręce ku górze. -Przecież ewidentnie gracz Torino podciął Paula! Tym razem nie wywalił się o swoje własne, długie nogi.

-Widzisz, chyba cię posłuchali. Juve ma rzut wolny -podniosłam rękę w geście triumfu.

Teraz tylko, chwila jak to szło. Dobry film, dobra książka, pan z numerem 21...

"GOOOOOOOOOOL. PAULO DYBALAAAAAAA"

-Chiara, zobacz -przyjaciółka szturchnęła mnie. -Zrobił serduszko, pewnie dla ciebie.

Popatrzyłam na wielki ekran i dostrzegłam uśmiechniętego chłopaka, który robi to, co kocha. Nie, nie zazdrościłam mu tego, wręcz przeciwnie miałam ten przywilej, że przeżywałam to razem z nim.

-Jesteście razem już prawie rok, może to dobry moment, by powiedzieć mu prawdę. No wiesz, chyba już mu ufasz.

Tak. Już od dawna darzyłam go wielkim zaufaniem. Nigdy mnie nie naciskał, nie zmuszał do czegoś, czego zrobić nie chciałam. Stał się moją rodziną. Stał się kimś, do kogo uciekałam, gdy miałam gorszy dzień. Kimś, kto zostawia mi swój klucz do mieszkania bym miała swój azyl, gdy nie będzie go przy mnie. Kimś, dla kogo byłam najważniejsza.

-Chyba masz rację, najwyższy czas powiedzieć mu całą prawdę -cicho westchnęłam.

-Zuch dziewczyna -położyła swoją dłoń na moim ramieniu. -Poza tym muszę ci powiedzieć, że ładnie ci w tym nowym kolorze włosów.

No tak. Po czwarte, dałaś się namówić najbardziej wątpliwemu człowiekowi na tym świecie, na zmianę fryzury. Dziewczyno, ten człowiek miał na swojej głowie wygolonego koguta! Zdecydowanie Paul Pogba znalazłby się na czarnej liście rodu Cenci.

* * *

-Ostatni mecz w sezonie za nami -Brunet usiadł obok mnie. -To jakie masz plany na wakacje, mi amor?

-Chyba chciałeś powiedzieć jakie my mamy plany -poprawiłam go. -Chciałam zabrać cię w moje rodzinne strony -dostrzegłam zdziwienie wymalowane na jego twarzy.

-Przepraszam, ale to dla mnie zaskoczenie. Nigdy nie mówiłaś nic o swojej rodzinie.

-Wiem, ale jako że jesteśmy razem już tak długo, pomyślałam, że nie będę ukrywać przed tobą prawdy.

-Tylko nie mów, że Pogba miał rację i twój tata należał do jakieś mafii -kopnęłam go lekko.

Mój tata nie, ale coraz bardziej zastanawiałam się czy ktoś ze strony mojej mamy nie miał czegoś za uszami.

-Nie, nie martw się -zaśmiałam się i włączyłam ostatni mecz w sezonie Tottenhamu. Wciąż jakaś cząstka mnie widziała w nim swojego przyjaciela, jedynego przyjaciela za tamtych czasów.

-Myślałem, że masz już dość tych meczów. poza tym Tottenham? Myślałem, że wolisz City -chłopak zbliżył się do mnie i objął mnie ramieniem.

-Mój stary znajomy tam gra -odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od ekranu telewizora.

81 minuta meczu, gracz z numerem 20 przejmuje piłkę na środku boiska i ogrywa jednego zawodnika drużyny przeciwnej. Zaczyna swój rajd, w stronę bramki. Już ma oddać strzał...

-Tengo ganas de ti -usłyszałam szept Paulo tuż przy uchu, a jego ręka znalazła się pod moją bluzką, delikatnie gładząc mój brzuch.

"Ostre, a przede wszystkim niebezpieczne wejście Oliviera Giroud! Realizator nawet nie chce pokazywać nam powtórek. Na boisku pojawił się już sztab medyczny, widzimy krew. To chyba złamanie otwarte, co jest jednoznaczne z końcem marzeń o Euro we Francji. Co za pech młodego zawodnika Tottenhamu..."

-To straszne -zdołałam z siebie wydusić.

-Biedny Alli. Słyszałem, że takie kontuzje w wielu przypadkach kończą się rozbratem z zawodowym sportem.

Jestem tego najlepszym przykładem.

Poczułam ukłucie w sercu, gdy zobaczyłam jak lekarze wnoszą go do karetki. Przeżyłam to samo. Straciłam rodziców i moją jedyną pasję. Te lata rehabilitacji, znałam już każde ćwiczenie na pamięć, a smętną gadkę psychologa mogłam wyrecytować niczym tabliczkę mnożenia.

Dobrze, że zawsze jest plan B. Ja taki miałam. Wyłączyłam telewizor i popatrzyłam na Dybalę, który oparł głowę na moim ramieniu i zamknął oczy. Mój plan B zakończył się sukcesem. Obok siebie miałam najlepszego chłopaka pod słońcem, którego kochałam całą sobą, który w każdej sekundzie udowadniał mi, że tak samo mocno kocha i mnie.

Jednego moje myśli nadal zaprzątał Dele Alli. Czy jego rehabilitacja się uda? Czy też w swoim życiu ma kogoś, kto go wspiera? Czy nie podda się i będzie walczył o swoje marzenia?

-Zostań dzisiaj na noc u mnie -wymamrotał, gdy chciałam się wyswobodzić z jego objęcia.

-Obiecałam Sofii, że jutro rano pójdziemy na zakupy- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

-No proszę! -nalegał. -Pogba zapowiedział, że jutro do mnie wpadnie, a jak powiem mu że jestes mnie to na pewno nie będzie chciał nam przeszkadzać -zaczął całować mnie po szyi.

-Przecież to twój przyjaciel - położyłam mu ręce na szyi i spojrzałam prosto w oczy.

-Przyjaciel, który zawsze odwiedza tylko moją lodówkę - zaśmiałam się widząc jego naburmuszoną minę.

-To w takim razie już wiemy, kto jutro pójdzie z Sofii na zakupy i kogo ona później zabiję.

-Ojalá descanses en paz, conmigo por supuesto - powiedział i złączył nasze usta w pocałunku.

AN: przepraszam Giroud no ale nie lubię cię XD Przepraszam, że taki troszkę nudny rozdział, ale każda historia musi się jakoś rozkręcić. Zostawcie po sobie ślad!

Rehabilitation from Aristocracy //Dele Alli&Paulo DybalaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz