HarryMusa to na prawdę ciekawa osoba, widać że jest typem buntowniczki, tylko jej ubiór do tego nie pasuje. Można powiedzieć, że to trochę jak Chole. Dziewczyna z pozoru ładna, ale w środku jest całkiem inna. Tylko, że Chole w środku jest zgniła jak jajko i śmierdzi, a ona jest dobra, tylko czemu się buntuje? Może chce w ten sposób zwrócić na siebie uwagę, albo przeżyła coś strasznego i stara się udawać, że jest dobrze. Nie będę się w to zagłębiał, ale muszę przyznać iż zrobiła na mnie wrażenie. Nie jest ani za niska ani za wysoka, jest w sam raz. Jej blond loki rozchodzą się wszędzie, ale są zadbane. Nie robi jakiegoś przesadnego makijażu tylko lekki, a jej kształty idealnie opina sukienka, kóra po prostu do niej pasuje.
- Coś taki zamyślony? - zapytał Vippy.
- Spotkałem tą dziewczynę o której mówiła Chole.
- I jak?
- Trochę przypomina mi ciebie. Wygadana i robi szum, ale przynajmniej ładniej od ciebie wygląda.
- Dzięki wielkie - warknął Vippy i położył się na moim łóżku.
Czy to nie dziwne mieć za pupila Diabła Tasmańskiego zamiast psa? W dodatku jeszcze on umie mówić. Dziwne, ale nic nie mogę na to poradzić. Vippy jest w naszej rodzinie od zawsze. Nie wiem ile ma lat, ale jest z nami od czasu kiedy nasz przodek znalazł bransoletkę z czarnym kamieniem. Od tamtego czasu jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, a dzisiaj spoczywa na mojej ręce. Można by stwierdzić, że Vippy jest strażnikiem tajemnicy i naszej rodziny. Często mi podpowiada i radzi, jest opiekunem jak i moim ojcem. Bez niego już dawno straciłbym poczucie własnej osobowości.
- Idziesz jutro do szkoły?
- Tak. A ty zostajesz tutaj i postaraj się nie zwracać niczyjej uwagi. Wystarczy mi, że tata patrzył się na mnie jak na idiotę, gdy powiedziałem mu, że jesteś moim pupilem.
- No nie moja wina, że twoja mama, a moja dawna opiekunka puściła się z Andre Bourgeois.
- Wiem, po prostu nie chcę kłopotów jasne?
- Spokojnie młody - powiedział.
Jego nastawienie wcale mi nie pomaga, czasem jest bardzo odpowiedzialny, a czasem bardzo głupi. Westchnąłem ciężko i włączyłem telewizor.
- Biedronka i Czarny Kot po raz kolejny uratowali Paryż. Tym razem ofiarą akumy był Adam Burger, który zmienił się w podobnego do psa złoczyńcę i próbował zniszczyć łuk triumfalny, by postawić tam warownie mocy, którą mógłby sprawić, że wszyscy ludzie w Paryżu stali by się posłuszni mu jak psy.
Na ekranie pojawiła się dziewczyna w kombinezonie Biedronki i chłopak do złudzenia przypominający Czarnego Kota.
- Miraculum Biedronki i Czarnego Kota jest aktywne. A to ciekawe - powiedział Vippy i zamyślił się.
- Mówiłeś, że ich siła jest mniejsza od Chaosu i Harmonii.
- Owszem. Jednak jak wiesz powstały z tej mocy i są jedynymi tak mocnymi Miraculami.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Myślę, że twoja przeprowadzka do Paryża nie była przypadkowa.
- Jak to?
- Moce Biedronki i Czarnego Kota działają tylko wspólnie, tak samo jak moc Chaosu i Harmonii.
- Czyli osoba odpowiedzialna za moc Harmonii też jest w Paryżu.
- Albo jest już w Paryżu, albo tutaj przyjedzie. Jedno jest pewne nie trafiłeś tutaj bez powodu - powiedział pewnie.
Zwróciłem swój wzrok na okno, gdzie w oddali widać było wieżę Eiffla.
Nie trafiłeś tutaj bez powodu.
Mamy kolejny rozdział
Mam nadzieję, że się wam podoba, jeśli tak to wyraźcie opinię w komentarzach.
Od razu uprzedzam Vippy nie jest Kwami. To zwyczajne zwierze, które miało kiedyś styczność z pradawną mocą i jest jej jakby odpowiednikiem.
Lecę pisać kolejny rozdział :)

YOU ARE READING
The Guards
FanfictionMarinette i Adrien ciągle ratują Paryż jako Biedronka i Czarny Kot. Jednak długo nie trwa ich praca w dwuosobowym zespole, dołączają do nich Melody i Nico. Ta dwójka jest na prawdę dziwna, a ich zdolności zadziwiają wszystkich. Jak potoczą się ic...