5. Kłótnia

21.7K 1.1K 172
                                        

Blue

Spojrzałam przerażona na czarnowłosego. On chyba nie mówi poważnie. Jaka partnerka? Nawet nie wiem, jak on ma na imię...Ja nie chcę.

—Aaron. -Odpowiedział patrząc w dal. Znów odpłynęłam w jasnym błękicie jego oczu. Przypominały jasny ocean. Piękne...

—Blue. -wyciągnęłam nieśmiało do niego dłoń. Czarnowłosy popatrzył na mnie, po czym wybuchnął śmiechem i mnie przytulił. Czułam dziwne uczucie rosnące w mojej klatce piersiowej.

—Usiądź na łóżku, wszystko ci wytłumaczę. -Posłusznie wykonałam kolejny rozkaz. Jak na razie, nie chcę go denerwować.

—Posłuchaj... My nie jesteśmy zwykłymi ludźmi.-Popatrzyłam zdziwiona w jego oczy, lecz Aaron się nie zwracał na to szczególnej uwagi.—Jesteśmy wilkołakami. -Zamurowało mnie. Trafiłam do domu wariatów?

—Udowodnij. -Z moich ust samoistnie wyleciało polecenie, skierowane do czarnowłosego.Mężczyzna pokiwał jedynie głową. To niemożliwe, by był zwierzęciem. To coś istnieje tylko w książkach...

Moje rozmyślania przerwał dziwny warkot. Podniosłam wzrok z podłogi i spojrzałam na źródło nieludzkiego dźwięku. Zobaczyłam tam wielką, dwumetrową bestię.

Nie krzyczałam, nie kontaktowałam. Zawsze lubiłam zwierzęta, a szczególnie wilki. Od najmłodszych lat byłam ciekawa tych zwierząt. Przyglądałam się jego lśniącej kruczoczarnej sierści. Był... Piękny.

Po kilku sekundach wyciągnęłam nieśmiało dłoń w stronę ogromnego zwierzęcia. Wilk podszedł, po czym wskoczył na łóżko, ignorując moją kończynę.

Zdziwiona obserwowałam, jak zwierzę zaczęło obracać się w kółko, by wygodnie się ułożyć. Druga strona wielkiego łóżka była wolna, więc położyłam się. Kiedy to zrobiłam, wilk ułożył głowę na moim brzuchu. Było mi  przyjemnie.

Znów wyciągnęłam dłoń w celu pogłaskania zwierzęcia. Tym razem mi się udało. Bestia zaczęła głośno mruczeć, co wywołało mój śmiech.

Zwierzę przewróciło oczami, po czym je zamknęło. Również chciałam zasnąć, więc przymknęłam powieki i odpłynęłam do krainy snów.

~~~

Obudziłam się dosyć wcześnie, ponieważ słońce dopiero wyłaniało się zza horyzontu. Próbowałam wstać, jednak czyjeś umięśnione ramię skutecznie mnie powstrzymywało. Gdy zobaczyłam twarz jego właściciela,zarumieniłam się. Aaron podczas snu wyglądał na nieszkodliwego, wręcz uroczego. Szkoda, że nie jest taki na codzień.

—Skończyłaś? -Zapytał,dalej z zamkniętymi oczami. Miał namyśli obserwowanie go podczas snu.

—Nie, więc się nie ruszaj. -Odpowiedziałam.

Kiedy zdałam sobię sprawę co powiedziałam, zaczęłam się śmiać.

Chyba pierwszy raz od śmierci mamy.

Natychmiastowo spochmurniałam przypominając sobie rodzicielkę. Wyrwałam się z mocnego uścisku i poszłam do łazienki. Gdy przekręciłam klucz od łazienki ściągnęłam swoje poprzednie ciuchy.

Weszłam pod ogromny prysznic włączając ciepławą wodę. Niekontrolowananie z moich oczu zaczęły lecieć łzy, musiałam odreagować te wszystkie dni.

Normalne złe życie, później porwanie, tortury i spotkanie czarnowłosego. To dla mnie za dużo.

—Blue, nie zamykaj się!- Usłyszałam ryk Aarona. Odkrzyknęłam ,że już będę wychodzić, po czym zaczęłam wycierać się ręcznikiem.

Ubrałam wcześniejsze ciuchy i wyszłam z łazienki. Kiedy to zrobiłam, odrazu zostałam porwana w ramiona czarnowłosego.

—Nigdy więcej się nie zamykaj. Wymontuję wszystkie zamki jeśli będzie trzeba. —Rzekł z powagą. Szybko się wyrwałam, po czym poszłam w kierunku innych drzwi.

—Gdzie ty idziesz? -Zapytał groźnie, chyba nie podobało mu się, że chcę opuścić pokój.

—Coś zjeść, nie jadłam od kilku dni.—Odpowiedziałam, przypominając sobie, o swoim żołądku.

Chwyciłam klamkę, w celu przekręcania jej, jednakże nie zdołałam tego zrobić, ponieważ czarnowłosy odciągnął mnie od drewnianej powłoki. Próbowałam się wyrywać, ale uścisk czarnowłosego był zbyt mocny, przynajmniej dla mnie.

—Zostaw mnie! -Krzyknęłam wyrywając się.

—Nie ruszaj się! Nigdzie nie tylko idziesz!-Po tych słowach, dosłownie rzucił mną na łóżko. Niefortunnie uderzyłam zranioną ręką w ramę łóżka, co wywołało niemały ból. W moich oczach pojawiły się łzy. Podniosłam wzrok na mężczyznę, który stał nieruchomo.—Idę po jedzenie, a ty tu zostań.-Powiedział wychodząc za drzwi.

Podniosłam dłoń na wysokość oczu. Rana znów się otworzyła, co wywołało  ból. Zerwałam się z łóżka, po czym pobiegłam do łazienki, w celu znalezienia apteczki.

Białe pudełko znalazłam w szafce pod umywalką. Musiałam reagować szybko, by się nie wdało się zakażenie. Sprawa toczyła się o moje życie. Nad umywalką odkaziłam sobię ranę wodą utlenioną, pochodzącą z apteczki. Później owinęłam ranną kończynę białym elastycznym bandażem. Następnie białe pudełko odstawiłam na miejsce i ruszyłam do sypialni.

Wchodząc do ogromnego pokoju zauważyłam pewien mały obrazek. Postanowiłam go zobaczyć. Leżał na komodzie, zapomniany i nieoprawiony.

Był na nim mały chłopczyk w lesie, uśmiechał się. Rozpoznałam w nim Aarona. Jego kruczoczarne włosy powiewały we wszystkie strony, był uroczy. Szkoda, że taki nie jest.

Usłyszawszy odgłos kroków, szybko zostawiłam zdjecie i usiadłam na łóżku. Drzwi się otworzyły, a w nich stanął wspominany mężczyzna. W prawej dłoni trzymał dużą tacę z różnorakim jedzeniem, a w lewej dużą szklankę wody. Widząc tyle potraw, mój brzuch wydał charakterystyczny dźwięk, oznaczający głód.

Mężczyzna postawił jedzenie obok mnie, a ja od razu próbowałam zabrać wielki kawałek mięsa. Niestety czarnowłosy chwycił moją dłoń  powstrzymując mnie. Spojrzałam na niego z rządzą mordu w oczach.

—Nie możesz zjeść za dużo, bo twój żołądek tego nie wytrzyma. Wybierz sobie jedno danie. -Po tych słowach znów próbowałam zabrać wielki kawał mięsa, jednak Aaron mnie powstrzymał. -To akurat było dla mnie, ale mogę się podzielić,kochanie. -Pokroił mięso na dwie części.

Ignorując jego określenie, powiedziałam ciche "dziękuję " ,po czym zaczęłam jeść. To wszystko było takie dobre... Następnie wypiłam zawartość szklanki. Woda... Tego mi brakowało.

Kobieta najedzona, to kobieta szczęśliwa.

—Smakowało? -Pokiwałam głową w odpowiedzi.—Co chcesz wiedzieć?

—Czym jesteś? -Z moich ust niekontrolowanie wyleciało pytanie.

—Wilkołakiem, Alfą. Wszyscy mieszkający tutaj są moim stadem, oprócz ludzi siedzących w lochach.-Mimowolnie oburzyłam się na jego słowa. Co ludzie im zrobili?

—Co Oni, a raczej My wam zrobiliśmy?! Czemu Nas torturujecie?-Wykrzyknęłam.

—Uspokój się!-Również krzyknął, ale  o wiele głośniej niż ja.—To nie jest twoja sprawa. -Odpowiedział, omijając temat. W chwili, kiedy otworzyłam usta by rzucić jakąś obelgą w jego stronę wyszedł, zostawiając mnie samą.

Jestem dla was za dobra xD Następny będzie w poniedziałek za tydzień, może wcześniej. Do następnego! 

Pstt... Zostaw po sobię ślad ! 😄

Brutal MateOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz