17. Sprawy do rozwiązania.

12.2K 716 91
                                        

Aaron

Czułem jak powoli bije jej serce,które mną zawładnęło. Już od dłuższego czasu zastanawiałem się, jak ta niepozorna osóbka mogła mnie poskromić. Mnie - najpotężniejszą bestię na świecie.

~Jesteś cipą- Usłyszałem znajomy głos w głowie, który już od małego mnie wkurzał.

~A ty psem, więc zamknij mordę!- Alfred kłapnął pyskiem, po czym uciszył się.

Znów spojrzałem na czarnowłosą, była taka piękna i wkurwiająco niewinna. Nienawidziłem słabości, jednak u niej była to codzienność. Miałem ochotę wyrwać wszystkim wszelakie uczucia, by ona nie była słaba. Czemu los podzielił naszą duszę na dwie i akurat dał drugą połówkę jej?

~Bo jesteś cipą-Zignorowałem jego słowa,po czym otworzyłem drzwi od naszej sypialni. Położyłem drobne ciało mojej ukochanej, po czym ruszyłem do szafy w celu znalezienia dużej koszulki.

Kiedy wreszcie odszukałem odpowiedni materiał, wróciłem do swojej kobiety. Zrzuciłem z niej biały puszysty ręcznik, a następnie założyłem znalezioną koszulkę. Dziewczyna była w głębokim śnie, co jakiś czas mamrotała coś pod nosem, nawet mój słuch nie mógł tego rozszyfrować.

Uśmiechnąłem się, przypominając sobie naszą wspólną kąpiel, która swoją drogą nie należała do tradycyjnych.
Cieszyłem się, że moja partnerka wreszcie w pełni do mnie należy. Teraz każdy obcy samiec będzie wyczuwał mój zapach na jej gładkiej lekko bladej skórze.

Gdy wreszcie udało mi się okryć jej ciało grubym kocem, sam zacząłem zakładać swoje poprzednie ubrania. Miałem do załatwienia kilka spraw, w tym jedną z najważniejszych.

Bezszelestnie opuściłem pokój, a następnie skierowałem się do sali obrad, w której znajdował się już mój beta - Davos. Nasza znajomość należała do bardzo specyficznych historii, których lepiej nie będę opisywał.

–Witaj, Alfo.-Usłyszałem, wchodząc do ciemnej sali. Byliśmy tam sami, przez co miałem pewność, że ta sprawa pozostanie między nami.–W czym mogę Ci pomóc?

–Rozwiąż mój harem, a kobiety, które do niego należały zabij. Masz czas do jutra.- Davos posłusznie kiwnął głową, po czym za moim pozwoleniem opuścił dużą salę.

Skierowałem się do swojego tronu, by przemyśleć wszystkie ważne sprawy, które zamierzam omówić ze swoją małą radą. Niechętnie rozsiadłem się na dużym siedzisku, po czym zacząłem rozmowę z Alfredem.

– Co jeszcze mamy do załatwienia? - Zapytałem, obserwując ciemność panującą w sali.

– Davos zajmie się haremem, trzeba dopilnować, żeby nasza ukochana się o nim nie dowiedziała.

– Czyżbyś powiedział „ukochana”?- Zadałem pytanie, które najwidoczniej zdenerwowało Alfreda, ponieważ zaczął warczeć i szczerzyć zęby.

– Spierdalaj... Doskonale wiesz jak działa ta jebana więź. - Nie odpowiedziałem. Próbowałem rozgryźć jego taktykę, którą stosował podczas rozmowy ze mną.

Wstałem ze swojego potężnego siedziska, myśląc, co mogę zrobić dalej. Szybko wyszedłem z pomieszczenia, po czym udałem się do drzwi frontowych. Gdy już miałem chwytać za klamkę od drzwi, wpadł mi do głowy wspaniały pomysł...

– Idziemy się odprężyć?- Uśmiechnąłem się sam do sobie, po czym obróciłem się w stronę drzwi prowadzących do „bawialni”. Podszedłem do nich po czym przekręciłem gałkę. Zbiegłem schodami w dół, a następnie skręciłem w pierwsze drzwi po lewej.

Ja stalowej powłoce była tabliczka z napisem „Rogers - próba oznaczenia zajętej samicy”. Odebrałem klucz od starszego wilkołaka, który pełnił rolę strażnika, a następnie otworzyłem drzwi.

Wchodząc do ciemnego pomieszczenia zauważyłem poturbowanego mężczyznę, który miał na ciele wiele blizn. Najpewniej po innych torturach...

–Nieźle sobie nagrabiłeś Rogers. Do kogo należała ta samica?- Zapytałem udając współczucie. Umięśniony mężczyzna o rudych włosach powoli podniósł na mnie wzrok, jego oczy były mocno przekrwione,a powieki odpadające na nie, spuchnięte.

– Beta. To była blond włosa beta. Należała do niejakiego Bronn'a. Facet kompletnie nie potrafił się nią zająć. Bił, poniżał... Gwałcił. Nie mogłem tego wytrzymać... Zaatakowałem gnoja,ale okazał się silniejszy. Ona potrzebowała pomocy...- Wycharczał, plując, co jakiś czas krwią.

– Dlatego próbowałeś ją oznaczyć? Na przyszłość lepiej wybieraj przeciwników. To co zawsze?,- Mężczyzna delikatnie pokiwał głową,a ja zacząłem wybierać odpowiednie srebrne narzędzia z szafki obok.

Gdy wreszcie odnalazłem swojego faworyta napełniłem go srebrem,po czym wbiłem igłę w tetnicę na szyi mężczyzny. Z jego gardła wydobył się głośny krzyk bólu. Po kilku minutach wszystko ustało,a ja poczułem obecność innej osoby w celi.

–Aaron?- Usłyszałem za plecami dobrze znany mi głos.

***

Ołkej... Na początku chciałabym Was przeprosić za braki rozdziałów,ale najpierw byłam chora,później nie chciało mi się ruszyć dupy,a teraz znowu choruję. Chcę Was szczerze przeprosić... Cóż mam nadzieję, że mi wybaczycie. Do następnego!

Brutal MateOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz