To pierwszy raz, gdy płaczę przy kolegach i wstyd nie ma znaczenia.
Wpadam spóźniony do magazynu na obrzeżach, czerwony na twarzy, o przekrwionych oczach. Nie patrzę w lustro, ale z jakichś względów wiem, że otrzymałbym rolę bestii z horroru poza castingiem. Jeśli z zewnątrz wyglądam choć w ułamku tak źle jak wewnątrz, jestem bezkonkurencyjny. Wyobrażam sobie swoje wnętrze jako przekrój spróchniałego pnia, pełen tłustych robaków i wijących się dżdżownic. Nie miałem pojęcia, że proces gnilny rozpoczyna się tak szybko. Raptem godzinę po śmierci.
Więc gdy tak wpadam do magazynu o zapłakanej twarzy i mokrych rękawach bluzy, wyglądając jak karykatura brzydkiego kaczątka, uderzają we mnie pretensje dotyczące spóźnienia. Zanikają, gdy kolejno dostrzegają moje oczy, twarz, czerwień i łzy. Nie powiem, że odchodzi całe wzburzenie. Ale to, które pozostało, brzmi ciszej. Wiem, że boją się odezwać, bo jeszcze żaden z nas nie widział drugiego w takim stanie. Żaden z nas nie pokazał się przed drugim w podobnym.
Dostrzegam szefa wyłaniającego się zza drzwi pokoju, w którym kwitł mój romans z Viv. I zanoszę się płaczem, bo każde wspomnienie urzeczywistnia to, czego już nie ma. Szef jest rozeźlony i kipi złością. Na mój widok jednak łagodnieje jak owieczka, papieros wymyka się spomiędzy jego palców i sam gasi się na wilgotnym betonie. W tym momencie cieszę się, że w magazynie nie wisi ani jedno lustro. Nie chcę na siebie patrzeć. Nie chcę przyglądać się tej syntezie nędzy i rozpaczy.
-Dlaczego ona taka jest? - krzyczę we łzach. - Dlaczego mi to robi? Przecież ją kocham. Wie o tym. Wszyscy o tym wiedzą.
Nikt się do mnie nie zbliża. Przez chwilę wierzę, że promieniuję radioaktywnym polem i niosę zagładę.
-Co się stało? - pyta szef z rezerwą. - Wyglądasz jak zlepek nieszczęść.
-Zerwała ze mną – chlipię i czuję się żałośnie. Ale siła, którą dysponuję, nie jest wystarczająca, by odpędzić ten żal. - Dlaczego ona ze mną zerwała? Przecież nigdy nie dałem jej powodu. Miała tyle swobody, ile potrzebowała. Nie była gotowa na seks, więc nawet jej do tego nie namawiałem. Byłem przy niej, kurwa, zawsze. O każdej porze dnia i nocy. Przyjeżdżałem za każdym razem, gdy płakała mi do słuchawki. Nie dałem jej skrzywdzić. Nigdy. Więc czemu, do cholery, ona mi to robi? Dlaczego zachowuje się jak pieprzona egoistka?
Szef wyraźnie nie wie, co powiedzieć. Nie przeszedł szkolenia w zakresie łatania podziurawionych serc, poklepywania po plecach i powtarzania jak mantrę: wszystko będzie dobrze, choć powszechnie wiadomym jest, że nie będzie. Liczę na gram empatii i zrozumienia, kiedy moje życie wspięło się na Mount Everest i poważnie rozważa możliwość skoku. Dotyka mnie zawód z jego strony, gdy mówi półgębkiem:
-Spóźniłeś się, Justin.
Bo nawet najbardziej zlodowaciała istota jest w stanie wykrzesać z siebie jedno dodające otuchy zdanie. I jestem pewien, że gdzieś na końcu i jego języka siedzi podobne. Może jest zbyt ciepłe i boi się, że wypadając, spali mu podniebienie.
Jason okazuje się być tym, czego mi trzeba. Podchodzi i gwałtownie chwyta mnie w objęcia, a ja poddaję się jego sile, bo ani ie się śni walczyć z Goliatem. Opieram czoło na jego obojczyku, gdy targa mi włosy i klepie po plecach. Myśli, że dzięki temu stwardnieję, że mnie wzmocni. Ale nadmiar bólu nie sprawia, że jesteśmy na niego odporni. Zbędne są te jego zabiegi, ale nie daję tego po sobie poznać. Co bym zrobił, gdyby zniknął mi spod czoła jego obojczyk, gdybym utracił całe oparcie? Nie chcę ryzykować.
-Dlaczego? - pytam ochryple. Z wolna przestaję płakać, ale nie podnoszę głowy, bo wtedy spływa na mnie wstyd.
-Bo jest egoistyczną pizdą – rzecze głośno.
YOU ARE READING
Made in heaven
FanfictionJeśli pragniesz tęczy, pogódź się z deszczem. Pogodziłem się z deszczem, który obmywa mi głowę; spływa po mnie to co złe i to co dobre. Topię się w deszczowej roli samotnego ojca niesfornej pięciolatki; topię się w jej smutkach i potrzebach; topię s...
