Rozdział 27 - One more night

480 47 10
                                        



Gdy obudziłem się parę godzin później, słońce krępowało świat wysokością, stróżka śliny spływała z kącika moich ust na kolano Viv, a plecy wygięte w pałąk drżały na samą myśl o rozprostowaniu ich.

W ustach czułem suchość i lepkość zarazem, łyk wody był nagle szczytem Mount Everestu marzeń. W głowie miałem kopalnię i tuzin kilofów pracował w niej zawzięcie, strzępiąc wszystko to, czego nie naderwałem dotychczas. I był to doprawdy pierwszy raz, gdy wdzięczność kierowałem w stronę kaca. Rozłożenie bólu na dwa, mimo że nadal w końcowym podsumowaniu daje pełną całość, rozprasza myśli skupione na nim, z kolei rozproszenie potęguje dezorientację i tak oto dwa słabsze głosy bólu nie łączą sił.

Palce Viv uwiły sobie gniazdo w moich włosach. Ujrzałem własną babcię, przygarbioną staruszkę, której bitewne pola łysiny lśniły na posiwiałej głowie. Mawiała wtedy: 'spójrz, spójrz i przekonaj się, co starość robi z człowiekiem - wije mi we włosach gniazda'. Nie byłbym przesadnie zaskoczony, gdybym stanął przed lustrem i przekonał się, że i moja głowa owocuje w kłęby łysiny pod tym intensywnym pieszczotliwym dotykiem. To jeden z powodów, dla którego nie wożę w samochodzie lustra i nie przeglądam się w bocznych.

Czekałem. Czekałem na więcej jej palców we włosach. Czekałem na jej pocałunki łagodnie opuszczane na skroń. Czekałem na jej westchnienie, drobny ruch, chrząknięcie. Wszystko, co ją urzeczywistnia, uszczęśliwia mnie. Wtedy wiem, że ze snu budzę się do życia, zamiast z życia budzić się do snu.

Ucałowała moją skroń. Więcej - wystawiła koniuszek języka i polizała ją wokół małego okręgu. Cały ból i kac, i wampirze zęby na ramieniu - to wszystko wciąż było. Ale była też miłość do niej i chichot, który wybił mi się przez usta.

-Czemu nie powiedziałeś, że już nie śpisz? - spytała, nachylając się nade mną i tuląc policzek do mojego policzka. Otarła się o mój zarost i z ukosa musnęła szczękę.

-Chciałem wiedzieć, co kombinujesz. I wydało się. Rozrywką dużych dziewczynek jest dziś lizanie dużych chłopców po czołach.

-Nie dużych chłopców ogółem. Tylko ciebie. Smakujesz jak chałwa.

-I dodatkowo jestem spocony jak świnia.

-A myślałam, że to, co kapie mi na kolana, to twoja ślina.

-Bo to akurat jest moja ślina. Co nie zmienia faktu, że zaraz zacznę kapać i potem.

Z bólem wgryzającym się we mnie zewsząd, odwróciłem głowę. Podważyłem krawędź bluzki Viv opuszką wskazującego palca, wetknąłem głowę w pachnące ciepło pod materiałem. Wyciągnąłem język i wepchnąłem go delikatnie w jej pępek. Miała przyjemny pępek. Nie głęboki, ale też nie przesadnie płytki, mały staw, dziś pełen mojej śliny.

-Hej, chłopie - zawołała radośnie. - Pępek to intymne miejsce. Nie wtykaj mi w niego języka.

-Ale kiedy wtykałem ci język w pipkę, nie protestowałaś - zawyłem gromkim śmiechem. Stłumił go ból ramienia.

-Idź spać. Jesteś bardziej znośny, kiedy śpisz.

-Mój dziubelek się zawstydził - zaśpiewałem donośnie. - Całkiem niepotrzebnie. Nie żeby wtykanie języka tu i ówdzie było moim hobby. Na dobrą sprawę jesteś jedną z niewielu, które dostąpiły tego zaszczytu.

-Jedną z niewielu, czyli jedną z ilu?

-Jedną z trzech. Dajże spokój, to zbyt intymne, żebym mógł sobie, od tak, wyławiać panny i wtykać w nie język.

Made in heavenStories to obsess over. Discover now