Grace's POV
Justin dosłownie w momencie znalazł się przy nas i już nawet się nie patyczkował, tylko przywalił chłopakowi z pięści. Wiedziałam, że potrafi być impulsywny, ale nigdy nie udowodnił tego w sytuacji, gdy chodziło o mnie. Nawet nie spodziewałabym się, że zareaguje tak ostro. Nie robiłam nic złego, tylko tańczyliśmy.
Położyłam dłonie na usta nie mogąc uwierzyć co się właśnie dzieje. Najlepsze było to, że nikt go nie powstrzymywał. Wszyscy stali tylko dookoła prawdopodobnie zdziwieni tak bardzo jak ja.
- Masz szczęście, że jesteś jakąś rodziną z Lily, bo dostałbyś dwa razy mocniej. - Justin warknął, a jego oczy były teraz w kolorze dalekim do tego karmelowego, który tak lubiłam. Były praktycznie czarne. - Mam nadzieję, że nauczysz się czegoś. - przybliżył się do chłopaka. - Słuchaj teraz uważnie. - złapał go za ramię i mówił dalej. - Grace to MOJA dziewczyna i dotkniesz jej jeszcze raz, to już nie będę się przejmował niczym. - zaakcentował "moja" przez co przeszły mnie ciarki, ale były one dziwnie... przyjemne? Nie, to nie możliwe. On jest dupkiem i jestem na niego zła.
Justin skończył swoją wypowiedź i pociągnął mnie. Ja jednak stawiałam opór. Ten kretyn nie będzie mi mówił do mam robić, ani traktował mnie w ten sposób. On niestety nie przejął się tym, tylko podniósł mnie, przełożył przez swoje ramię i wyniósł na zewnątrz, po drodze zgarniając z wieszaka mój płaszcz i zarzucając go na moje plecy. Nic nie dało wyrywanie się i bicie go pięściami. To wszystko działo się tak szybko. Wyszliśmy z domu Lily, a on nadal mnie niósł. Po chwili, otworzył swoje auto i nie czekając na nic, włożył mnie do środka i zamknął drzwi, sam wchodząc na miejsce kierowcy. Widziałam jego irytację na twarzy. Odpalił samochód i dodał gazu nawet na mnie nie patrząc. Na własnym ciele przekonałam się o prawdziwości zasady bezwładności, bo kiedy przyspieszył, wbiło mnie w fotel. Fajnie w takich momentach myśleć o prawach fizycznych.
- Jesteś idiotą! Mam cię dość! - krzyczałam, ale on zdawał się to olewać. - Zachowujesz się jak dupek! - nadal brak reakcji z jego strony, oprócz ściśnięcia szczęki. - Jesteś jak dziecko! - znowu nic. - Nie nawidzę cię! - tym razem widziałam jak się cały spiął. - Dlaczego mi to robisz?! - nadal wrzeszczałam, ale chciało mi się ryczeć. Alkohol dodał mi dużo odwagi, ale czułam jakby już ze mnie wyparował z chwilą, gdy go zobaczyłam.
- Bo cie kurwa kocham! Kocham cię! - w końcu się odezwał i przekrzykując mnie uderzył mocno w kierownicę, przez co zatrąbił i ostatecznie mnie uciszył. - I za chuja nie chcę cię stracić! - dopowiedział już trochę ciszej. Stanął na światłach i spuścił głowę.
Łzy napłynęły mi do oczu na jego słowa i poczułam się cholernie winna całej sytuacji. To ja zachowuję się jak dziecko i nie powinnam tak postępować bez względu na to, jak jest między nami.
- Kochanie przepraszam, kochanie wybacz mi proszę, kocham cię. Skarbie nie chciałam. - zaczęłam mówić tak szybko, że plątał mi się język. Przez te procenty mam duże zmiany nastroju. Justin mimo to, tylko patrzył na drogę, ale jego twarz już nie była taka zła, jak wcześniej. Minęła chwila zanim znowu się odezwał.
- Co jakby ci coś zrobił? Co wtedy? I jak zamierzałaś wrócić? Pomyślałaś o tym? - poczułam się jeszcze gorzej.
- Juss.. ttin.. j..ja nie.. - zaczęłam z płaczem, jak mała dziewczynka, która właśnie coś przeskrobała i boi się taty.
- Odpuść sobie. - uciszył mnie i przez resztę drogi nie miałam się już odwagi odezwać, więc patrzyłam na szybę. Przed oczami miałam tylko oświetlone budynki Nowego Jorku i widziałam krople deszczu, które spływały teraz po szybie, tak samo jak łzy po moich policzkach. Żałowałam tego co się stało. Mogłam zostać w domu.
Po jakimś czasie poczułam jak ktoś wyciąga mnie z samochodu. Musiałam zasnąć po drodze, ale co się dziwić, byłam zmęczona. Niby mogłabym wyjść o własnych siłach, ale gdy już pomógł mi, postanowiłam to zignorować i pozwolić mu zanieść mnie do domu. Przytuliłam się tylko do jego torsu i czułam, że oczy same mi się zamykają.
Kilka minut później leżałam już na własnym łożku, a Justin usiłował mnie chyba przebrać. Zdawałam sobie sprawę, że już pewnie nie ma do mnie siły.
- Justin kochaj się ze mną. - powiedziałam nawet nie otwierając oczu, kiedy on mnie układał. Sama sobie dziwię się, że stałam się taka odważna.
- Grace śpij już. - odpowiedział z westchnieniem, będąc nade mną pochylonym.
- Justin chce pokazać ci, że cię kocham. - odezwałam się znowu.
- Grace wiem, że mnie kochasz, ale jesteś pijana. - przypomniałam mi tak jakbym o tym nie wiedziała.
- To nie znaczy, że jestem nieświadoma. - mruknęłam. - Kochanie zrób to ze mną. No chyba że ci się nie podobam.
Justin's POV
Kocham ją najbardziej na świecie i nie znam piękniejszej dziewczyny, ale mimo że mam na nią ochotę, nie zrobię tego. Wypiła zbyt dużo i to przez to się tak zachowuje. Gdyby była kimś innym, a ja nie byłbym w związku, zrobiłbym to bez zastanowienia. Ale od kiedy ona jest w moim życiu, patrzę zupełnie inaczej na pewne rzeczy. Swoją drogą nadal czekała mnie poważna rozmowa z nią, na temat tego, co robi, ale nie czas był teraz na nią. Pewnie jutro i tak by nic nie pamietała, zważając na jej stan.
- Kochanie nie dziś. - odpowiedziałem dziewczynie.
- Dlaczego nie dziś? - stale marudziła.
- Zrobimy to, gdy będę pewien, że jesteś gotowa i, że cię tym nie skrzywdzę. Wtedy oboje będziemy czerpać z tego przyjemność. A teraz próbuj już zasnąć myszko. - zmiękło mi serce widząc ją tutaj taką zmęczoną. Pocałowałem ją delikatnie w czoło i poszedłem umyć się do jej łazienki. Wróciłem dwadzieścia minut później i położyłem się obok Grace, kładąc moje ramię na jej brzuchu. Dziewczyna poprawiła się tylko i coś tam wymamrotała, ale nie widziałem, o co może jej chodzić, zresztą chyba i tak nie było to nic ważnego.
Grace's POV
Kolejnego dnia obudziłam się o dziewiątej i zauważyłam obok na łóżku Justina. W tym momencie przypomniałam sobie wszystko. Jak ja się zachowywałam. Było mi tak strasznie wstyd. I jeszcze na dodatek, on nie chciał ze mną tego zrobić. Usiadłam na łożku, podciągnęłam nogi do góry i się rozpłakałam. Co jeśli ja mu tak naprawdę się nie podobam i jest ze mną, bo głupio mu zerwać? Tylko, że ja go kocham i nie chcę go stracić. Jestem idiotką.
Justin's POV
Obudziłem się słysząc czyjeś ciche łkanie. Podniosłem lekko głowę i przypomniałem sobie, że jestem u Grace. Dziewczyna właśnie siedziała na łożku i płakała.
- Skarbie, co się dzieje? - zapytałem z troską, podnosząc się i kładąc jej dłoń na plecach.
- Nic. - odsunęła się. - Czy ja ci się w ogóle podobam? - powiedziała po jakimś czasie i zdziwiła mnie tym pytaniem.
- Słucham? - upewniłem się, chociaż dobrze usłyszałem, co powiedziała.
- Nie pociągam cię, prawda? - zapytała znowu, a ja przypomniałam sobie o co może jej teraz chodzić.
- Kochanie to nieporozumienie.. - zacząłem, chcąc jej wytłumaczyć.
- Może to my jesteśmy jednym wielkim nieporozumieniem?! - krzyknęła w moją stronę, nie dając mi dokończyć.
- Proszę cię, porozmawiajmy spokojnie.
- Nie, to nie ma sensu Justin. Proszę, wyjdź.
Wstałem wiedząc, że musi ochłonąć i zrobiłem tak jak mi kazała. Nie dała mi nawet dojść do głosu.
Muszę uświadomić ją, że naprawdę ją kocham.
CZYTASZ
Grace 2
FanfictionDruga część historii Justina i Grace. Co wydarzy się tym razem? Czy dwoje nastolatków zostanie poddanych próbie miłości, której jeszcze sami dobrze nie znają? A może to zmusi ich do uświadomienia sobie ile dla siebie znaczą.
