Nowy Jork, third persone's pov
Czarno-żółty mustang pędził przez miasto. Zdawało się, że rozjedzie każdy samochód na swojej drodze, jednak sprawnie każdy z nich omijał. Prędkość zwiększała się z każdą kolejną minutą. Nie zamierzali przegrać i się poddać. Piątka chłopaków, jeszcze licealistów, uciekała z ogromną ilością narkotyków w wozie. Byli uzbrojeni po zęby, a nowojorska policja miała tylko jedno zadanie; złapać gang dealerów na gorącym uczynku. Wybrano najlepszych agentów FBI i komendantów, by doprowadzić sprawę do końca. Za mustangiem pełnym nielegalnych substancji jechało sześć radiowozów policyjnych oraz jedno nieoznakowane bmw. Agent Joe Williams jechał jako pierwszy i za wszelką cenę chciał zrobić wszystko, by w końcu dopaść drani.
Aaron Carter - można by powiedzieć, że głowa tej grupy młodych przestępców - niecierpliwie siedział obok Cole'a, który próbował zgrubić radiowozy, pędząc ulicami Nowego Jorku z prędkością stu sześćdziesięciu kilometrów na godzinę. Adrenalina rosła. Nie był to pierwszy pościg, w którym brali udział. Wiele razy policja próbowała swoich sił, ale oni za każdym razem wygrywali. W końcu w nielegalnych wyścigach byli niezrównani.
- Cholerne psy! - przeklął pod nosem Aaron, patrząc w tylną szybę na goniące ich radiowozy - Cole, przyspiesz.
Wtedy Holland skręcił w uliczkę Clay Ave i przyspieszył. Miał nadzieję, że wkrótce pościg się zakończy i będą mogli dostarczyć towar swojemu szefowi, który czekał na nich na Manhattanie.
Nagle padły strzały. Głośny huk rozległ się po mieście, a ludzie uciekali z ulicy w obawie o swoje życie. Trójka chłopaków - Mike Smith, Zack Samers oraz Will Gardner zgięli się w pół, kiedy pocisk rozbił tylną szybę mustanga. Potem kolejny i kolejny. FBI podjęło ostateczne kroki. Chcą zatrzymać groźnych przestępców, musieli ich ostrzelać.
- Strzelają? Pościg godny prawdziwych chuliganów. - wyszczerzył się Will, żartując z zaistniałej sytuacji.
- Uczepili się jak wrzód na dupie. - rzucił zirytowany Zack.
- Jak sytuacja? - spytał Cole, skręcający w Morris Ave.
- Zostało trzech. - powiadomił Mike.
Padły następne strzały. Tym razem Samers nie miał tyle szczęścia, co jego koledzy i został trafiony w ramię. Syknął z bólu i przeklął na cały samochód.
- Holland, zabieraj nas stąd! - krzyknął Gardner owijający ramię przyjaciela kawałkiem materiału, który znalazł pod nogami.
Aaron wiedział, że samą jazdą im nie uciekną. Było ich zbyt dużo. W dodatku był zdenerwowany do granic możliwości, że jego najlepszy przyjaciel oberwał. Może i Carter był pozbawionym uczuć zabójcą na zlecenie i chłopcem Brauna na posyłki, ale o swoich troszczył się jak o rodzinę i nie pozwalał na krzywdzenie ich. Zacisnął mocno szczękę gdy wyjmował ze schowka swój ulubiony pistolet WIST-94, który towarzyszył mu przy każdym zleceniu.
- Otwieraj szyberdach. - nakazał przyjacielowi.
- Stary, co chcesz zrobić? - spytał lekko zdyszany Zack.
- Inaczej ich nie zgubimy.
Wszyscy spojrzeli na chłopaka, który był gotowy się poświęcić. Nie będzie miał żadnej osłony i niewiele szans. Musiał być dokładny i precyzyjny, czyli jak zawsze, bo taki diabeł jak on, miał to już we krwi.
Cole jednym przyciskiem otworzył szyberdach. Aaron przemieścił się odrobinę, by następnie wysunąć się w górę i z prędkością światła oddać strzał, który trafił w maskę jadącemu bmw. Padły kolejne strzały. Chłopak nie dawał za wygraną. Liczyło się tylko to, by uciec. Celował prosto w kierowcę nieoznakowanego samochodu i tym razem rozbił przednią szybę.
CZYTASZ
The Reason : Lose Your Mind.
FanfictionJesteś zagubiony w świecie, którego nie znasz. Zmęczoną odrzuconą duszą. Ale z diabłem w twoim umyśle i z półuśmiechem, zrobisz to dobrze. I jeśli zostanę z tobą i jeśli wybiorę źle, wcale mnie to nie obchodzi. _______________________ ©OliviaShane 2...
