Victoria's pov
Krew. Wszędzie wokół widziałam czerwone plamy. Nie mogły wyjść z moich myśli. Senny koszmar nie zniknął z pamięci, a ja, ślepo zapatrzona w nieistniejący punkt przed sobą, starałam się wyprzeć go ze swojego umysłu. Niestety krwawe obrazy wciąż otaczały mnie ze wszystkich stron. Byłam z tym sama. Tkwiłam w innej rzeczywistości, myśląc tylko o tym, co zrobić, by nikt więcej nie ucierpiał. Nie byłam gotowa na kolejną porażkę. Miałam nadzieję na zwycięstwo.
— Victoria, czy ty nas w ogóle słuchasz?
Po chwili dopiero dotarły do mnie słowa Emmy. Skierowałam na nią swój otępiały wzrok, podpierając głowę.
— Co się z tobą dzieje? — dostrzegłam w jej oczach troskę, ale i nutkę zirytowania.
Już od dawna nie byłam sobą.
— Daj jej spokój. Ma na głowie Cartera. — broniła mnie Kylie, a wtedy mój umysł otrzeźwiał. Spojrzałam na nią z przerażeniem, jakby właśnie wyjawiła całą prawdę na temat mojego samopoczucia.
— Co masz na myśli? — spytałam ją.
— Nie powiesz mi, Vic, że to nie on jest powodem twojego chwilowego odlotu. — zachichotała, popijając ulubione latte.
— Zack coś ci powiedział? — dopytywałam.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
— O co ci chodzi?
— Proszę cię, powiedz mi, jeśli coś wiesz! — nalegałam, podnosząc minimalnie głos.
— Co mam wiedzieć? Co miał mi powiedzieć?
To na nic, ona nic nie wiedziała.
Westchnęłam zmęczona, przecierając oczy.
— Muszę iść. — mówiąc to, wstałam od stolika i zostawiłam na nim pieniądze za kawę.
— Vic? — zawołała za mną Emma, jednak nie odwróciłam się.
Zostawiłam dziewczyny w kawiarni, ruszając w stronę swojego domu. Trasa nie była długa, więc zdecydowałam się na spacer. Było już ciemno, ale musiałam wszystko jeszcze raz, dokładnie przemyśleć, połączyć fakty w składankę. Nie było mi łatwo. Chciało mi się płakać za każdym razem, gdy pomyślałam, że Walker przez trzy dni maltretował Aarona. Dean zasługiwał na wszystko, co złe. To on powinien cierpieć, nie my. Był złym człowiekiem, wiedziałam to od dnia, w którym po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy. Był zaślepiony rządzą zemsty.
Szłam przed siebie, kapiąc po drodze kamyczka. Turlikał się naprzód, co chwilę zatrzymując się na załamaniu chodnika. Skrzyżowałam dodatkowo ręce. Nie wiem w jaki sposób, ale to pomagało mi jaśniej myśleć.
A ten sen? Co właściwie miał oznaczać? Słowa wyobrażonego Aarona nie dawały mi spokoju. Brzmiały, jak oskarżenie. A może był on ostrzeżeniem? Tylko przed czym? Możliwe było, że w jakiś sposób go skrzywdzę? Nigdy bym tego nie zrobiła. Mimo tego, że nasza znajomość nie zaczęła się w przyjaznych relacjach, ja od początku chciałam dla niego dobrze. Do cholery, nawet skłamałam na komisariacie, by uniknął więzienia, choć doskonale wiedziałam, że postępuję źle. Zależało mi na nim i wciąż mi zależy. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby przeze mnie cierpiał. Nie tylko on, ale ktokolwiek z moich bliskich.
Nagle coś usłyszałam. Jakby szelest. Zatrzymałam się i obejrzałam się za siebie. Za dnia, droga, na której aktualnie się znajdowałam nie była straszna, jednak mrok dodawał temu miejscu makabryczności, dzięki czemu zwykła uliczka już wieczorami stawała się drogą z horroru. Mimo obaw, stawiałam krok za krokiem. Miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Kilka razy rozglądałam się wokół siebie, jednak nie dostrzegłam żywej duszy. Była to część miasta, w której rzadko można było spotkać kogoś na ulicy, zwłaszcza o tej porze.
CZYTASZ
The Reason : Lose Your Mind.
FanfictionJesteś zagubiony w świecie, którego nie znasz. Zmęczoną odrzuconą duszą. Ale z diabłem w twoim umyśle i z półuśmiechem, zrobisz to dobrze. I jeśli zostanę z tobą i jeśli wybiorę źle, wcale mnie to nie obchodzi. _______________________ ©OliviaShane 2...
