Rozdział 48 "Winy nie zostaną odpuszczone."

539 81 291
                                        

Victoria's pov

Nienawidziłam takich chwil. Nie znosiłam uczucia, które pozostawało po kłótni z Aaronem. Powstawała pustka, niszcząca od środka, a przy okazji naprowadzająca na najgorsze myśli. Winiłam siebie, ponieważ to ja wtrąciłam się do jego życia, ale przecież wszystko wynikało z mojej troski. Ale czymże były moje winy, przy jego grzechach? A drugie pytanie brzmiało: kim byłam, by nas osądzać?

Nikim. Jedynie szarym człowiekiem, który błąkał się po nieznanym mu świecie w poszukiwaniu sensu życia. Taka byłam i nie mogłam tego zmienić. Nie posiadała władzy nad ludzkim losem, choć nie wzgardziłabym taką szansą. Wtedy mogłabym wszystko zmienić, co zrobiłabym w stu procentach.

Leżąc we własnym łóżku, rozważałam pomysł telefonu do Aarona. Chciałam jak najszybciej się z nim pogodzić. Połowa mnie twierdziła, że lepiej pierwszemu wystawić rękę na zgodę, natomiast druga - ta zła, mówiła, że nie powinnam się przed nim płaszczyć. Zrobiłam co w mojej mocy i jedyną osobą, która powinna przepraszać, był Aaron.

Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym zgodziła się z moją dobrą stroną. Oh, nie było takiej opcji. Z tego właśnie powodu odłożyłam telefon na szafkę nocną i gdy z powrotem ułożyłam się na materacu, wyjęłam spod głowy poduszkę i przełożyłam ją do twarzy. Westchnęłam głośno, miałam ochotę krzyczeć, coś się we mnie gotowało, nienawidziłam tego uczucia.

- Weź się w garść, Victoria! - krzyknęłam do siebie. Czy jednak to cokolwiek dało?

Musiałam się przewietrzyć.

Wstałam pospiesznie z łóżka i ubrałam na siebie czarną bluzę Aarona, którą ostatnio u mnie zostawił. Była bardzo ciepła, a ten wczesno-czerwcowy wieczór był nieco chłodny. Przeczesałam włosy, a potem patyczkiem zmyłam z powiek pokruszony tusz. Schowałam telefon do kieszeni dżinsów i wyszłam z pokoju. Schodząc po schodach, usłyszałam znajomy głos. Zmarszczyłam brwi i szybko zbiegłam na dół.

Czy ktoś, do cholery, w tym momencie sobie ze mnie żartował, czy ja naprawdę słyszałam mojego brata w kuchni?

I ku mojemu zaskoczeniu, owszem, tak było. W pomieszczeniu o kolorach bieli i szarości, gdzie nasza mama zazwyczaj gotowała doskonałe obiady, przy wysepce znajdował się mój brat. Stał ze szklanką wody w ręku, jak gdyby nigdy nic i dodatkowo rozmawiał z Natalie, która niczego nie świadoma, uśmiechała się do niego tak serdecznie, jak tylko potrafiła.

- O, Victoria. - moją obecność zauważyła dziewczyna dopiero po kilkunastu sekundach - Nie powinnaś być u Aarona?

A wtedy Ryan obrócił się i nasze spojrzenia natknęły się na siebie. Jak wielka złość mnie opanowała.

- Co ty tutaj robisz? - spytałam z pretensjami, ignorując pytanie siostry.

Chłopak nie odezwał się, a jedynie spojrzał z widocznym bałaganiem w oczach.

- Co tu robisz?! - podniosłam głos.

- Mieszka chyba, no nie? - wtrąciła się Natalie, kpiącym tonem, ale spiorunowałam ją swoim wzrokiem.

- Victoria... - zaczął Ryan, ale stwierdziłam, że nie mam nawet zamiaru słuchać jego kłamliwych wyjaśnień.

- Wiesz co - przerwałam mu - nieważne. Bo natychmiast masz mi zniknąć z oczu. Nie chcę cię widzieć, rozumiesz?

- Co jej jest? - znów te pytania Natalie, które zaczęły mnie irytować.

- Ty się, do cholery, nie wtrącaj. - nakazałam jej, a potem zwróciłam się do brata, unosząc palec - Kylie zna całą prawdę. Będzie u mnie w weekend, więc ma cię tu nie być.

The Reason : Lose Your Mind.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz