Rozdział 29 "Pora to zakończyć."

707 91 109
                                        


Victoria's pov

Nadszedł poniedziałek. Od wczoraj mieszkamy już w nowym domu, który znajduje się niecałe piętnaście minut od Akademii. Wspaniale. Trochę trudno było mi się wyprowadzić. Co prawda, nie mieszkaliśmy w Luxury dość długo, ale ja zdążyłam się już przywiązać do tamtego miejsca. Na portierni zawsze witał nas sympatyczny Ted, który zarażał ludzi swoim uśmiechem i doskonałym poczuciem humoru. Będę tęskniła za hotelem.

O dziwo udało mi się rozpakować już większość rzeczy — zgadza się, nie poszłam do szkoły. Ale głównym powodem, dlaczego nie męczę się na lekcjach był taki, że miałam wizytę u doktora Evansa, który prowadził moją „chorobę" nerek, lub cokolwiek to było. I właśnie wtedy, kiedy kroczyłam do jego gabinetu, nogi uginały mi się w kolanach. Evans miał potwierdzić lub zaprzeczyć istnieniu mojej choroby. Miałam optymistyczne myśli, ale mimo wszystko i tak się bałam. Zapukałam w drzwi drżącą dłonią, podczas gdy moje serce biło jak oszalałe. Myślałam, że zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej. Usłyszałam głos młodego mężczyzny, kiedy zapraszał mnie do środka, więc przystałam na jego prośbę. Zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam na krześle, naprzeciwko Evansa.

Był to mężczyzna mający około dwudziestu czterech lat. I jak na mój gust, cholernie przystojny. Miał ciemną karnację, niebieskie oczy i czarne włosy, niczym węgiel. Kilkudniowy zarost dodawał mu uroku bez dwóch zdań. Jako praktykant w Clinton Memorial, zajął się moją chorobą.

Obdarzył mnie przyjaznym spojrzeniem i przywitał się, podając mi dłoń i chyba wyczuł, że się denerwowałam, ponieważ mój uścisk nie był tak przyjemny, jak myślałam. Ale co ja mogłam poradzić? Ręce po prostu same mi się trzęsły.

— Niech mi pan powie od razu. — westchnęłam — Nie lubię owijania w bawełnę.

— Jaki tam pan. Jestem Peter, mówiłem już chyba sto razy. — zaśmiał się, ale to wcale nie sprawiło, że się rozluźniłam.

Następnie Evans uśmiechnął się i podał mi kartkę z wynikami. Wstałam, przechwyciłam ją, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam czytać.

I w następnym momencie zakryłam usta dłonią. W oczach zebrały mi się łzy. Nie wierzyłam w to, co czytam. Jakim cudem?

— Jestem zdrowa! O Boże. — zachwyciłam się wynikiem, niemal skacząc z radości. I nie wiem jak to się stało, ale sekundę potem obejmowałam doktora Evansa z całej siły go przytulając. Byłam mu tak cholernie wdzięczna. — Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

Czułam, jak bicie mojego serca przyspiesza z euforii, jakiej doznałam. Łzy szczęścia spłynęły po policzkach, czego niestety nie kontrolowałam. Wciąż tkwiłam w objęciu Evansa, kiedy nagle jego ramiona otoczyły mnie. Wtedy zdałam sobie sprawę, że przytulam się do „swojego" lekarza. Cóż, był ode mnie starszy pięć lat, ale mimo wszystko, to wciąż „mój" lekarz.

— Cieszę się twoim szczęściem. — odparł, kiedy odsunęłam się na krok.

— Jeszcze raz, bardzo dziękuję. Proszę. — podałam mu kopertę z pieniędzmi za prywatną wizytę.

Ku mojemu zaskoczeniu, Evans uniósł ręce w geście poddania się, kręcąc przecząco głową.

— Nie trzeba. — uśmiechnął się — Świętuj. Życie ma się jedno, prawda?

Słysząc to, cofnęłam rękę i schowałam pieniądze. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Cholera, jestem zdrowa! Przez ostatnie dwa miesiące obawiałam się o swoje zdrowie, a nawet życie. Miałam specjalną dietę od doktor Chanelle, jeszcze w Los Angeles. Z nerkami nie ma żartów, ale po przyjeździe do Nowego Jorku, przestałam ją stosować. A tu proszę bardzo.

The Reason : Lose Your Mind.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz