Rozdział 36 "Kłamca, kłamca."

716 85 72
                                        

Victoria's pov

Minął miesiąc. Czas płynął tak nieubłaganie szybko, że z każdym kolejnym dniem zaczęło mi go coraz bardziej brakować. Wciąż miałam sporo nauki, a dziewczyny męczyły mnie przygotowaniami do imprezy urodzinowej, które zbliżała się wielkimi krokami. Rzadko spędzałam czas z Aaronem. Potem nadeszły święta i każdy z nas rozjechał się do swoich rodzin. Ja, Julie i moje rodzeństwo odwiedziliśmy dziadków w Los Angeles. Aaron wyjechał do Stratford, Kylie — do Madrytu. Nie wiedziałam, że ma hiszpańskie korzenie. Emma na ten czas postanowiła odwiedzić ojca w Polsce, natomiast Luke został w Nowym Jorku.

W ciągu tego miesiąca niewiele się zmieniło. Policjanci, którzy prowadzili dochodzenie w sprawie śmierci mojego ojca, złożyli nam kilka razy wizytę, by powiadomić nas o postępie śledztwa. Ustalili już, że sprawca należał do zorganizowanej grupy przestępczej oraz to, że wszystko było zaplanowane. Złapali kilku świadków, ale żaden z nich, nawet za ogromną sumę pieniędzy, którą deklarowała moja mama w zamian za informację, nie odważył się wypowiedzieć nazwiska prawdziwego przestępcy. Wyglądali na bojaźliwych. Ich oczy wyrażały jedynie przerażenie na samą wzmiankę o tożsamości zabójcy. Widziałam te puste spojrzenia, podczas przesłuchania. Nikt nic nie chciał powiedzieć, a mnie coraz bardziej nachodziły myśli, że być może moje podejrzenia były słuszne. Bałam się tego i całym sercem miałam nadzieję, błagałam, by nieokazały się prawdą. Dlatego stałam się ostrożna i w pewnym sensie trzymałam Aarona na dystans.

— Chemia ssie. — rzuciłam w stronę moich przyjaciółek, gdy wychodziłyśmy ze szkoły. Nigdy nie miałam z nią problemu, ale wtedy zwyczajnie nie podszedł mi temat.

— Nie narzekaj, mogło być gorzej. — Emma wywróciła oczami, na co Kylie zachichotała.

— Zawsze mogła dać ci zagrożenie. — wtrącił Luke, który pojawił się obok nas tak znikąd.

— Chyba do tego zmierza. — odparłam znudzonym tonem — Cześć. — pożegnałam się z przyjaciółmi buziakiem w policzek, po tym, jak zauważyłam Aarona czekającego na mnie przy samochodzie.

— No tak, dziki kot wzywa. — zachichotała Emma, a ja pokazałam jej środkowy palec, śmiejąc się przy tym. Fray zareagowała tak samo.

Idąc w stronę swojego chłopaka, zilustrowałam go wzrokiem. Był ubrany cały na czarno. Opierał się o maskę swojego mustanga, przeglądając coś w telefonie. Wyglądał gorąco nawet wtedy, gdy nie przywiązywał do tego większej uwagi. Zawsze zwracał na siebie uwagę innych dziewczyn ze szkoły, co strasznie mnie denerwowało, ale zaraz potem uświadamiałam sobie, że był mój. Wybrał mnie, zamiast którąś z tych dziewcząt, które byłyby na każde jego skinienie palcem.

Zauważył mnie. Wsadził telefon do kieszeni kurtki i uśmiechnął się zabójczo. Miękły mi kolana, kiedy pocałował mnie na przywitanie.

— Jak twój dzień? — spytał, kiedy wsiedliśmy do samochodu. Odpalił silnik i odjechaliśmy z pod szkoły.

— Całkiem udany. Gdzie byłeś? — zadałam pytanie, ponieważ od trzech dni Aaron nie chodził do szkoły. I także ten czas w ogóle się nie widzieliśmy.

— Miałem coś do załatwienia poza miastem.

— I nie mogłeś mi nic napisać? Wiesz, że się martwię.

Chłopak westchnął.

— Nie musisz. Odwiedzałem starego znajomego.

— To nie fair.

— Zack mówił, że go napastowałaś.

— Bo ten palant nie chciał mi nic powiedzieć! — oburzyłam się, ale po chwili zaczęłam się śmiać przez to, że Aaron również tak zareagował.

The Reason : Lose Your Mind.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz