Rozdział 12 "Diabelnie perfekcyjny uśmiech"

830 88 36
                                        

Dwie godziny wcześniej, 7:12...

Aaron's POV

- Stary, oglądałeś wiadomości?! - William wpadł do mojego pokoju, jak poparzony i natychmiastowo włączył laptopa - Znaleźli ciało Connora.

Gwałtownie na niego spojrzałem, ubierając jednocześnie skórzaną kurtkę. Przecież to niemożliwe. Chłopaki odpowiednio się tym zajęli. Jakim prawem?

- Pierdolisz. - moja twarz skamieniała, kiedy podszedłem bliżej, a Will pokazał mi stronę, na której dodano ogłoszenie.

- „Dnia dwunastego października, w godzinach wieczornych zostało wyłowione z rzeki martwe ciało mężczyzny. Miał na ciele kilka ran kłutych, ale policja nadal ustala szczegóły śledztwa. Znamy jednak tożsamość mężczyzny. Nazywał się Andrew Connor. Rodzina i bliscy zostali już powiadomieni. Prosimy o szczególną ostrożność. W mieście znów grasuje seryjny morderca. Więcej informacji na bieżąco." - Will przeczytał wpis na stronie - Cholera jasna. To nie wygląda dobrze.

Spiąłem całe swoje ciało. Zacisnąłem pięści i zacząłem zdenerwowany chodzić po pokoju, jak wariat. Chciałem poskładać wszystkie myśli i przygotować się na najgorsze.

- Lada moment ci debile zapukają do naszych domów. - powiedział Gardner, co ani trochę mnie nie uspokoiło.

- Nie, stary. Biorę to na siebie. - oznajmiłem od razu.

Nie pozwolę na to, by moi przyjaciele skończyli w więzieniu. Ja ich w to wciągnąłem, więc ja biorę odpowiedzialność za wszystko, co nas spotka. Taki już jestem.

- Oszalałeś. Siedzimy w tym razem. - Willi podszedł do mnie i złapał mnie za ramię, co zmusiło mnie do spojrzenia prosto w jego oczy - Nie wsadzimy cię do pierdla. Trzeba ci załatwić alibi.

- Ta, Jordan uwziął się na mnie i z każdą sprawą przychodzi do mojego domu, a matka prawie schodzi na zawał. - wywróciłem oczami i wtedy wpadł mi do głowy niesamowity pomysł, przez co uśmiechnąłem się szatańsko do przyjaciela - Już nawet wiem, kto mi je potwierdzi.

Will od razu zrozumiał, do czego zmierzałem.

***

Teraz, 10:15...

Victoria's POV

Wzdrygnęłam się, słysząc dwa słowa, które przed chwilą padły z ust Aarona. Czułam, że to nie skończy się dla mnie dobrze.

- My nie mamy... No ten, um... - zająknęłam się - Nie mamy...

- Chyba jednak mamy, co? - przerwał mi, co trochę mnie zirytowało, więc wywróciłam oczami. Nie kontrolowałam tego, a była to moja naturalna reakcja. Szybko znów spojrzałam w oczy blondyna, który właśnie zmarszczył brwi, a w jego oczach dostrzegłam czystą złość. - Wisisz mi przysługę.

- Jasne. - prychnęłam, krzyżując ręce na piersiach - Niby za co?

- Po pierwsze: za to, że żyjesz. - napomniał, przez co w mojej głowie znów pojawił się obraz z tamtej nocy - Po drugie: gdybym pewnego wieczoru nie śledził cię podczas twojego spaceru po parku, co było kompletną głupotą, to już byłoby po tobie. Szedł za tobą pijany facet z nożem. Nie musisz dziękować.

Rozszerzyłam oczy, nie mogąc uwierzyć w to, co powiedział. Ktoś chciał mnie zabić? Dlaczego? Co ja takiego i komu, do cholery, zrobiłam?

- Śledzisz mnie? - spytałam nieco zdezorientowana.

- Chyba nie powinnaś się o to oburzać, skoro wciąż żyjesz. Dla ciebie to tylko lepiej.

Fakt.

The Reason : Lose Your Mind.Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz