Lucy to 17 latka, żyjąca w świecie który od dwóch lat jest opanowany przez epidemie.Pewnego dnia odnajduje grupe Ricka.Jak poradzi sobie w grupie, skoro przez dwa lata działała sama?
☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆☆
*Historia oparta na serialu ,,The walking dea...
Już po chwili byliśmy przy camperze. Wsiedliśmy do niego,i ruszyliśmy. Zanim się obejrzałam byliśmy pod bramą Alexandri.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Gdy otworzyli bramę zobaczyłam dużo domów , ogrody,podwórka i około 20-30 osób. To miejsce wygląda jagby nie zostało dotknięte tym co aktualnie się dzieje na świecie. Weszliśmy na teren osady.Podszedł do Ricka jakiś azjata, rozmawiali chwilę potem podszedł do mnie. -Cześć jestem Glenn-powiedział i uśmiechnął się przyjaźnie. -Jestem Lucy-powiedziałam oschle , nadal im nie ufam. -Tak więc witaj w Alexandri, a teraz muszę Cię przeprosić ale ide coś załatwić. Potem poszedł w strone domów,ale po drodze przywitał się z jakąś brunetką, skądś ją znam.... Chwila.... Czy to... Nie to nie może być ona... Gdy brunetka przybliżyła się troche, przyjrzałam sie jej, tak to była ona. -Maggie?-powiedziałam na tyle głośno żeby to usłyszała.Na początku chwilę sie rozglądała,gdy jej wzrok zatrzymał się na mnie na jej twarzy pojawił się uśmiech.Podbiegłam do niej i ją przytuliłam. -Myślałam że Cię już nie zobaczę -powiedziała, ze łzami w oczach. -Ja też-odpowiedziałam. Kiedy zaczęła się apokalipsa trafiłam na farmę ojca Maggie ,strasznie się z nią zrzyłam, z nią i z jej siostrą.Rozdzieliłyśmy sie po tym jak jakiś facet przybiegł z postrzelonym chłopcem na rękach.Było duże zamieszanie i nie chciałam żeby jeszcze mieli mnie na głowie.Po jakiś 5 minutach oderwałyśmy się od siebie. -A Beth żyje???- zapytałam z nadzieją w głosie. -Tak tylko pojechała na wypad.-powiedziała.A ja sie zdziwiłam. -Sama?-zapytałam. -Tak,zmieniła się od tamtego czasu. Jest silna i nie boi się już sztywnych. Po chwili rozmowy podszedł do nas Carl. -Wy się znacie?-zapytał.A my pokiwałyśmy głowami na tak. -Skąd?- dalej dopytywał. -Długa historia-odpowiedziała Maggie. -Okey,tata poprosił mnie żebym Cię oprowadził po Alexandri i pokazał ci gdzie będziesz mieszkać.-powiedział -Dobra to chodź-powiedziałam bez uczuć,nie ufam im to jest za piękne żeby było prawdziwe ,ale skoro Maggie tu jest to może powinnam odpuścić.Szłam z Carlem po Alexandri pokazał mi gdzie kto mieszka,chociaż i tak większości nie znam.Pokazał mi też gdzie jest zbrojownia,szpital i spiżarniez jedzeniem,i gdzie trzymają ciuchy,rzeczy dla małych dzieci.Potem pokazał mi dom w którym mam mieszkać z jakąś Sashą,Abrachamem, Maggie,Glennem i Beth. -Ja mieszkam dwa domy dalej więc, jak będziesz czegoś potrzebować to zapraszam.-powiedział,i poszedł. Weszłam do domu,był cały umeblowany i wysprzątany.Na kanapie siedział Glenn,gdy mnie zobaczył wstał i podszedł do mnie. - Cześć, rozumiem że będziesz z nami mieszkać?-zapytał. -Tak,pokażesz mi gdzie będzie mój pokój?-powiedziałam. -Dobra chodź.-powiedział.Poszliśmy w stronę schodów. -To tutaj-gdy otworzył drzwi w pomieszczeniu znajdowało się przede wszystkim łóżko,szafa na ubrania,biurko i półka z książkami. Pokój był czarno-szary coś w moim stylu. -Na przeciwko schodów masz łazienkę,możesz się tam umyć jagbyś potrzebowała czystych ciuchów,weź od Maggie,jest przyjazną osobą więc nie powinna mieć z tym problemu.-powiedział i się lekko uśmiechnął. -Tak,wiem-powiedziałam,a on był wyraźnie zdziwiony. -Znasz ją?- powiedział. -Tak jak to wszystko sie zaczęło to trafiłam do niej na farmę. -Serio? To jak się rozdzieliłyście?- dalej dopytywał. -Kiedyś do nich przybiegł jakiś facet z postrzelonym chłopcem na rękach,było duże zamieszanie,a ja nie chciałam żeby mieli jeszcze mnie na głowie więc uciekłam.-odpowiedziałam mu wszystko,zaczynałam mu chyba ufać. -Ty wiesz że ten facet to Rick A ten chłopiec to Carl?- powiedział A mnie zamurowało. -Co?!? Mówisz serio?-zapytałam zdziwiona. -Tak, a teraz na serio muszę iść,ciuchy są w pokoju obok.-powiedział i wyszedł.Poszłam po ciuchy wybrałam: białą bluzkę crop-top, czarne jeansy i szarą bluze.Wzięłam to i poszłam do łazieńki.Rozebrałam się i weszłam pod prysznic.Włączyłam wodę.Jakie cudowne uczucie.Dawno się nie myłam.Wyszłam spod prysznica.Wytarłam się i ubrałam w ciuchy.Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju.Wzięłam mój nóż i pistolet.Zeszłam na dół,była tam Maggie i Glenn siedzieli przy stole i rozmawiali.Dosiadłam się do nich. Przysłuchiwałam się ich rozmowie. -Mam pytanie.-powiedziałam. -Pytaj-odpowiedziała Maggie. -Wy jesteście razem?-zapytałam,bo naprawdę pasują do siebie. -W zasadzie to jesteśmy małżeństwem-powiedział. -Wow,od kiedy?-zapytałam nadal zdziwiona. -Od jakiś dwóch lat.-powiedział -To gratulacje,a teraz ide się przejść.Pa -powiedziałam i wyszłam z domu. Idę już dobre 5 minut i nie bardzo wiem gdzie jestem ale, jakoś trafie z powrotem.Podszedł do mnie Daryl. -Cześć, chcesz jechać ze mną jutro na dwu dniowy wypad?-zapytał bez uczuć. -Ta o której?-odpowiedziałam oschle. -Przed południem,spotkamy się przy bramie dobra?-odpowiedział -Okey to cześć.-powiedziałam i poszłam.Ta,zapowiada się super dzień.Wróciłam wkońcu do domu było już ciemno i chyba wszyscy spali.Poszłam do łazienki się umyć.Wytarłam się i przebrałam w luźniejsze ciuchy.Wróciłam do pokoju i położyłam się spać.
¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤¤
Cześć, Jest kolejny rozdział. Mam nadzieję że się spodoba. 😘 Przepraszam za błędy. Tak więc,do następnego.