Rozdział 1

2.1K 115 2
                                        

Kate

Każdy mój dzień wyglądał tak samo. Wstawałam, robiłam śniadanie, a potem szłam oporządzić zwierzęta — kury, konie i owce. Przy stadzie bardzo pomagał nasz pies, owczarek o imieniu Lucky.

Później gotowałam obiad, sprzątałam, a czasem kosiłam trawę. Mój mąż, oprócz pracy w gospodarstwie, pracował jeszcze u państwa Corey. Potrzebowaliśmy dużo pieniędzy, żeby starczyło na paszę dla zwierząt.

Wieczorem znów zaganiałam zwierzęta, a gdy mieliśmy chwilę dla siebie, często siadaliśmy przy ognisku z przyjaciółmi — moją szkolną koleżanką Alice i jej bratem Peterem. Nierzadko dołączali też moja siostra Rose i jej mąż Jack. Byli jak para z Titanica — idealnie dobrani.

Czy moje życie mnie nudziło? Nie. Ani trochę. Byłam szczęśliwa i naprawdę lubiłam to, co mam.

Gdy obiad już się dogotowywał, postanowiłam sprawdzić pocztę. Podeszłam do skrzynki i wyciągnęłam trzy koperty. Jedna — rachunek za prąd. Druga — pocztówka z Londynu od mojej cioci Helen, młodszej siostry mamy.

Zainteresowała mnie trzecia.

Otworzyłam ją szybko i zaczęłam czytać.

To było wezwanie do zapłaty.

Jeśli w ciągu miesiąca nie wpłacimy czterystu pięćdziesięciu ośmiu tysięcy funtów, nasz majątek zostanie zlicytowany.

Ben się załamie.

Ja też byłam zdruzgotana, ale wiedziałam, że on przeżyje to znacznie bardziej ode mnie.

Gdy jedliśmy obiad, od razu zauważył, że coś jest nie tak.

— Skarbie, jesteś zdenerwowana... Co się dzieje?

Nie chciałam mu tego dziś mówić, ale przecież nie mogłam tego ukrywać.

Wstałam, podeszłam do szafki, wyjęłam pismo z szuflady i podałam mu je.

Czytał w skupieniu. Gdy skończył, spojrzał na mnie — w jego oczach pojawiły się łzy.

— Nie martw się, kochanie. Coś wymyślę — powiedział, ściskając moją dłoń.

Wiedziałam, że próbuje mnie tylko uspokoić.

— Co wymyślisz? Musimy się z tym pogodzić. Zaczniemy od nowa i...

— Nie. Do jasnej cholery, nie pozwolę na to. Choćbym miał sprzedać własne organy, zdobędę te pieniądze! — wstał gwałtownie od stołu.

— Co ty mówisz, Ben? Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Nie zdobędziemy takich pieniędzy.

— Poproszę o pomoc Simona. Ma kasę i łeb na karku. Na pewno coś wymyśli.

— I myślisz, że da ci prawie pół miliona funtów... tak po prostu?

— Nie, ale może pożyczy. Mogę mu zaproponować współudział.

— Sama nie wiem...

— Sprzedam mu łąki, cokolwiek. Wszystko oddam, jeśli to uratuje gospodarstwo. Będzie dobrze. Muszę wracać do pracy. Kocham cię — podszedł i pocałował mnie namiętnie.

Oddałam pocałunek z równą intensywnością.

— Może zaproszę dziś wszystkich na ognisko? — zaproponowałam, gdy się od siebie oderwaliśmy.

— A ja mam dziś wielką ochotę na moją żonę.

— Nic straconego. Po kilku procentach będę jeszcze bardziej chętna — uśmiechnęłam się zadziornie.

WypożyczonaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz