Kate
Przechadzałam się nerwowo w tę i z powrotem po sypialni Simona. Nie miałam odwagi zejść na dół — byłam zbyt dużym tchórzem. Zrobiłam jeszcze trzy okrążenia.
— Weź się w garść, Kate. Przecież jesteś dorosła — powiedziałam sama do siebie.
W końcu wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach.
W salonie stała moja matka naprzeciwko matki Simona, a on między nimi.
— Moja droga, nie dramatyzuj. Kate i mój syn są dorośli — mówiła spokojnie jego matka.
— Kate nie jest panną i ma męża — odpowiedziała ostro moja mama.
— I co z tego? Gdyby ją kochał, nie pozwoliłby jej tu przyjechać.
— Ben to dobry chłopak, nie znasz go!
— Mój Simon też. I nie skrzywdziłby Kate.
Zachowywały się jak przekupki na targu. Simon próbował coś powiedzieć, ale żadna nie dawała mu dojść do słowa. Widziałam, że jest już na granicy wytrzymałości.
— Cisza! — podniósł głos. — Ja tu jestem! Możecie przestać mówić o mnie i Kate, jakby nas tu nie było?!
Zwrócił się do swojej matki:
— Mamo, nie wtrącaj się.
A potem spojrzał na moją:
— Kate jest dorosła i sama decyduje o swoim życiu. To porządna kobieta i powinna być pani z niej dumna, a nie rzucać bezpodstawne oskarżenia.
Moja mama zamilkła. Wyglądała, jakby ktoś wyciągnął ją z wody — zaskoczona, bez słowa. Byłam mu wdzięczna.
— Synku, jakiś ty wrażliwy — prychnęła jego matka. — Chodź, kochana, napijemy się herbaty w ogrodzie. Bo tym młodym nic już nie można powiedzieć, bo od razu się obrażają.
Moja mama przytaknęła i razem wyszły.
Zostaliśmy sami.
Spojrzeliśmy na siebie... i nagle wybuchnęliśmy śmiechem.
Kochałam swoją mamę, ale jednocześnie chciałam, żeby jak najszybciej wyjechała. Bałam się, że to wszystko się wyda.
— Zaparzę im herbatę i mam nadzieję, że się nie pozabijają — powiedział Simon.
— A ja pójdę się na chwilę położyć, bo padam z nóg... Wiem, że proszę o dużo, ale czy mógłbyś ich przypilnować?
— Nie bój się. Moja matka nie puści pary z ust — puścił mi oczko i poszedł do kuchni.
Od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Weszłam do swojej sypialni i położyłam się.
Przewracałam się z boku na bok. Nie mogłam zasnąć.
Myślałam o liście od Bena.
Usiadłam na łóżku, otworzyłam szufladę i jeszcze raz zaczęłam czytać.
Droga Kati,
Bez ciebie moje życie straciło sens. Mam nadzieję, że ty jesteś szczęśliwa, bo ja nie.
Każdego dnia żałuję naszej decyzji. Każdego dnia jakaś część mnie umiera bez ciebie.
Brakuje mi twojego zapachu, dotyku, ust... ciebie całej.
Bez ciebie każdy dzień to dzień stracony.
Kupiłem ci nowe siodło. Już nie mogę się doczekać, aż je zobaczysz.
Myślałem, że będzie łatwiej... że damy radę. Ale czuję, że już nie daję.
Chcę do ciebie przyjechać. Wiem, że ustaliliśmy coś innego, ale proszę... zgódź się.
Powiedz Simonowi, że musisz gdzieś wyjść. Będę na ciebie czekał.
Chcę cię zobaczyć. Dotknąć.
Proszę, przemyśl to. Tak będzie nam łatwiej przetrwać ten rok — już prawie minął.
Daj mi odpowiedź jak najszybciej.
Tęsknię. Kocham.
Twój B.
Wiedziałam, że to nieuczciwe wobec Simona.
Ale jak mogłam odmówić własnemu mężowi?
Podniosłam telefon i napisałam tylko:
„Zgadzam się."
Odłożyłam go i zasnęłam niemal od razu.
Dziś był ten dzień.
Nie wychodziłam na lunch. Czekałam.
Powiedziałam Simonowi, że idę z Aną — skłamałam.
Anie powiedziałam, że kupuję prezent dla niego — miała mnie kryć.
W końcu zadzwoniłam do Alice.
Rozmowa przebiegła podobnie, ale jej ton... coś w nim było nie tak.
Nie była już tak ciepła jak kiedyś.
Dwie godziny później wyszłam do parku.
Tego samego.
Serce waliło mi jak oszalałe.
— Kate!
To był Ben.
Pobiegłam do niego i rzuciłam mu się w ramiona.
Zakręcił mną kilka razy.
— Skarbie... tak za tobą tęskniłem.
Pocałował mnie.
Ale...
Nic.
Nie było tego uczucia.
Nie zakręciło mi się w głowie.
Usiedliśmy na ławce.
— Pocałuj mnie — poprosił.
Zrobiłam to.
Bo to przecież mój mąż.
Prawda?
— O proszę... — usłyszałam głos za plecami. — Moje gołąbeczki.
Zamarłam.
Simon.
— Do domu — powiedział zimno.
Nie spojrzałam mu w oczy.
Nie potrafiłam.
Godzinę później stałam w jego gabinecie.
— Simon, przepraszam... muszę ci coś powiedzieć—
— Nie chcę cię słuchać — przerwał. — Wynoś się.
Te słowa zabolały bardziej niż cokolwiek.
Wyszłam.
W nocy wrócił.
— Myślisz, że tak po prostu odejdziesz?
Jego głos był napięty.
Zraniony.
Zły.
Zbliżył się i pocałował mnie brutalnie.
Ale...
Ja i tak go chciałam.
I to mnie przeraziło najbardziej.
I nagle...
Zatrzymał się.
— Nie... — cofnął się. — Nie mogę tego zrobić.
I wyszedł.
Zostawiając mnie samą.
Wiem, że ostatnio bardzo was zaniedbałam, ale miałam bardzo dużo na głowie. Z tego rozdziału też nie jestem w 100% zadowolona, ale przynajmniej mam jakiś pomysł na dalsze rozdziały. Postaram się wrzucać chociaż jeden tygodniowo.
CZYTASZ
Wypożyczona
RomansaKate mieszka wraz z mężem Benem w małej wsi Bibury w Anglii. Są pięć lat po ślubie i bardzo dobrze się im układa. Niestety Ben odziedziczył gospodarstwo, które jest zadłużone i grozi im egzekucja komornicza.Co się stanie, gdy jego przyjaciel Simon z...
