Rozdział 10

2K 124 7
                                        


Simon

Stałem i patrzyłem na moją Kate. Jej mina wyrażała ból i cierpienie, ale nie mogłem pozwolić jej wrócić do domu. Byłem zbyt egoistyczny i zbyt bardzo jej pragnąłem. Co prawda, taka myśl przemknęła mi przez głowę, kiedy zobaczyłem ją zapłakaną w wannie — żeby pozwolić jej odejść — ale szybko ją od siebie odgoniłem.

Nie chciałem patrzeć na jej smutek, na jej cierpienie. Bałem się, że to ją zniszczy. A jednak musiałem uświadomić jej, że Ben nie kocha jej tak, jak na to zasługuje. Może i jestem egoistą. Dla niej mogę nawet być potworem. Ale to inteligentna kobieta — wiem, że kiedyś będzie mi za to wdzięczna.

Nie mogłem pozwolić jej odejść. Nie mogłem.

Jeżeli naprawdę się we mnie nie zakocha... wtedy ją puszczę. Pozwolę jej odejść i ułożyć sobie życie na nowo.

— Twoja dziewczyna już sobie poszła? — zapytała, omiatając spojrzeniem idealnie zaścielone łóżko.

— Angelika to nie moja dziewczyna, tylko przyjaciółka.

— Dość zażyła ta wasza przyjaźń — odparła chłodno.

Poczułem nagłą potrzebę wytłumaczenia się.

— To nie tak, ja...

— Nie musisz się tłumaczyć. Po prostu nie rozumiem, po co mnie tu sprowadziłeś. Jest piękna, a ja przy niej jestem co najwyżej zwyczajną wieśniaczką. Więc powiedz, Simon — po co to wszystko?

Na moich ustach pojawił się grymas. Angelika nie dorównywała jej do pięt.

Może będę tego żałował, ale nie mogłem już wytrzymać. Musiałem zamknąć jej usta.

Podszedłem do niej i delikatnie pchnąłem ją na łóżko. Nakryłem jej ciało swoim i zachłannie ją pocałowałem, unieruchamiając jej ręce nad głową. Szarpała się przez dobrą minutę, po czym... poddała się. Oddała pocałunek. Byłem w szoku.

Nasze języki splotły się ze sobą, a z jej ust wydobył się cichy jęk.

Całowała cudownie. Ale to nie był zwykły pocałunek. Ona nim wołała o pomoc.

Nie chciałem go przerywać, ale gdy poczułem wilgoć jej łez na policzkach, oderwałem się od niej. Puściłem jej ręce — i natychmiast tego pożałowałem. Z całej siły mnie spoliczkowała.

Mimo wszystko było warto.

Zszedłem z niej i zacząłem rozmasowywać piekący policzek. Przymknąłem oczy, próbując uspokoić kołatanie serca. Nie wspominając już o tym, że mój przyjaciel stał na baczność — tak bardzo jej pragnąłem. Jak żadnej kobiety wcześniej.

— Kate, nie możesz mnie policzkować tylko dlatego, że cię pocałowałem. Inaczej się umawialiśmy — powiedziałem chłodniej, niż zamierzałem.

— Ach tak? Przepraszam. Zapomniałam. Przecież zapłaciłeś — za ten pocałunek i za całowanie wbrew mojej woli też.

Nie tak miała wyglądać ta rozmowa. Wszystko poszło nie tak.

— Przestań. To nie tak. Chciałem ci tylko pokazać, jak piękna jesteś i jak na mnie działasz.

— Właśnie widzę — rzuciła, spoglądając na wybrzuszenie w moich spodniach, po czym szybko odwróciła wzrok.

Powinno mi być głupio. Ale nie było.

— Dobrze, zapomnijmy o tym. Powiedz mi lepiej, co się stało, że zastałem cię w wannie w takim stanie.

Na jej twarzy pojawił się cień bólu.

— Nie chcę o tym rozmawiać.

— Pamiętasz? Umówiliśmy się, że jesteśmy przyjaciółmi. A przyjaciele mówią sobie takie rzeczy.

— Przyjaciele się nie całują — skrzyżowała ręce na piersiach i wyglądała jak obrażone dziecko.

Wywróciłem oczami.

— Jeśli mi nie powiesz, zadzwonię do niego. I sam się dowiem. Ale to nie skończy się dobrze...

Zawahała się.

— Mój mąż uważa mnie za dziwkę — powiedziała w końcu. — Lepiej ci z tym, Simon? Przecież o to ci chodziło. Chciałeś rozbić moje małżeństwo — i świetnie ci idzie.

Rozpłakała się.

Poczułem, jak krew zaczyna we mnie buzować.

— Jadę do niego — rzuciłem i ruszyłem w stronę garderoby.

— Po co?! — pobiegła za mną.

— Nauczyć go szacunku do własnej żony.

— Nie! Proszę, nie rób tego!

W jej oczach znów pojawiły się łzy. Miałem dość widoku jej cierpienia.

— Dlaczego?

Podeszła bliżej i położyła dłoń na mojej piersi.

— Bo nie chcę zostać tu sama...

Spojrzała mi w oczy, wspięła się na palce i mnie pocałowała.

Wiedziałem dlaczego to robi. Nie dla mnie. Nawet nie dla siebie. Dla niego.

Bała się o niego.

Mimo to osiągnęła swój cel — poddałem się. Kiedy się uspokoiłem, odsunęła się. Poczułem ukłucie rozczarowania... ale gdzieś w środku tliła się nadzieja, że jednak coś w tym było.

— Myślisz, że zatrzymasz mnie tym pocałunkiem? — skrzyżowałem ręce. — On zasługuje na to, żeby dostać w mordę.

— Ciii...

Znów mnie pocałowała — tym razem mocniej, bardziej zachłannie.

Przyciągnąłem ją do siebie. Wskoczyła na mnie, oplotła nogami moje biodra. Złapałem ją pod pośladki i zaniosłem na łóżko.

Pocałunkami zjechałem na jej szyję.

Słyszałem, jak szybko bije jej serce.

Wplotła palce w moje włosy.

Marzyłem o tej chwili od dnia, w którym zobaczyłem ją po raz pierwszy.

Oderwałem się.

Po jej policzku spływała łza.

Znowu zrozumiałem.

Mogłem to wykorzystać. Nie przestawać.

Ale nie chciałem. Nie w ten sposób.

— Kurwa... — syknąłem i zszedłem z niej.

Podniosła się na łokciach.

— Coś się stało?

— Nie. Osiągnęłaś swój cel. Wygrałaś. Nie musisz się tak poświęcać.

Spojrzała na mnie, jakby nic nie rozumiała.

— Nie rozumiem...

— Doskonale rozumiesz — powiedziałem ciszej. — Ale zapamiętaj jedno: nie igraj ze mną. Następnym razem mogę nie mieć tyle silnej woli.

Zniżyłem głos do szeptu:

— Idź spać do siebie.

— Ja... przepraszam.

Sekunda — i już jej nie było.

Usiadłem na łóżku, chowając twarz w dłoniach. Miałem ochotę coś rozwalić. Ale nie chciałem, żeby zobaczyła tę część mnie.

Bałem się, że się mnie przestraszy.

Poszedłem pod zimny prysznic.




Wiem, wiem. Flaki z olejem, ale takie rozdziały są też potrzebne. Następny rozdział w weekend.

WypożyczonaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz