Simon
Zaparkowałem samochód pod domem. Kate wysiadła bez słowa i z impetem trzasnęła drzwiami. Starałem się zrobić wszystko, żeby się do niej zbliżyć, ale im bardziej się starałem, tym gorzej mi to wychodziło.
Wysiadłem i odpaliłem papierosa. Nie lubiłem, gdy była zła albo smutna. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i postanowiłem zadzwonić do Bena. Umowa była inna — on niszczył wszystkie moje plany związane z Kate.
— Halo — odebrał.
— Dlaczego ty jej to robisz? To jest ta twoja wielka miłość? — nie owijałem w bawełnę.
— Proszę, proszę... A ty co, jej adwokat?
— Posłuchaj mnie. Jeśli będziesz ciągle wzbudzał w niej poczucie winy, to inaczej porozmawiamy. Pamiętaj — ona zrobiła to dla ciebie, nie dla siebie.
Czy on tego naprawdę nie rozumiał?
— A ty co? Masz wyrzuty sumienia, że pukasz moją żonę? Miałem cię za przyjaciela. Byłeś dla mnie jak brat, Simon. Ty naprawdę się w niej zakochałeś. Mogłeś mieć każdą inną kobietę, a wybrałeś moją!
— W takim razie oddaj mi kasę i zabierz ją do domu. Masz wybór.
I tak bym jej nie pozwolił odejść. Ale on nie musiał tego wiedzieć.
— Dobrze wiesz, że nie mogę tego zrobić. Masz ją na rok, a potem mi ją oddasz.
— Kurwa... dopiero teraz widzę, jaki jesteś. Traktujesz swoją żonę jak rzecz. Jeszcze raz będzie przez ciebie smutna, a przysięgam, że przyjadę i tak cię urządzę, że będziesz błagał o litość.
Rozłączyłem się.
Ben się zmienił. I to bardzo. A ja tego wcześniej nie zauważyłem.
Zgasiłem papierosa i wszedłem do domu. Dziś postanowiłem nie odpuszczać. Muszę ją w sobie rozkochać. A żeby to zrobić — muszę się do niej zbliżyć.
Zapukałem cicho do jej pokoju. Cisza. Nacisnąłem klamkę — drzwi były otwarte. Kate leżała na łóżku, skulona w kłębek.
Usiadłem obok niej. Wyciągnąłem rękę, żeby pogłaskać ją po głowie... ale w ostatniej chwili się powstrzymałem.
— Ej... co jest? — zapytałem.
— A co ma być? Powiedz mi, Simon — usiadła nagle. — Co ja mam robić? Czyja ja jestem? Do kogo należę? Bo ja już sama nie wiem... Zrobiłam to dla Bena, a teraz czuję się, jakbym zrobiła to dla siebie. Dlaczego?
Spojrzałem na nią poważnie.
— Kate, nie możesz mieć poczucia winy. To nie twoja wina. To ja i Ben zawiniliśmy. Ty masz prawo winić nas.
Chciałbym powiedzieć: możesz odejść... ale nie potrafię. Nie potrafię bez ciebie funkcjonować. Przy tobie czuję się... szczęśliwy. Jakbym w końcu miał jakiś cel.
— Muszę to wszystko przemyśleć.
— Przemyślisz. Ale najpierw przeniesiesz się do naszej sypialni — puściłem jej oczko — a potem zaproszę cię na kolację z okazji wygranej.
— Proszę... nie. Nie jestem gotowa...
— Nie oczekuję niczego więcej niż tego, żebyś ze mną spała — podkreśliłem. — W jednym łóżku.
— Tylko spała? — zapytała z nadzieją.
— No... może czasem pozwolisz się przytulić. I pocałować.
— To już prawie seks — skrzyżowała ręce.
— Okej, jak chcesz.
Zanim zdążyła zaprotestować, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do mojej sypialni. Położyłem ją delikatnie na łóżku.
— Widzisz? Nie gryzę.
— Jesteś szalony.
— Przez ciebie.
Poszedłem do jej pokoju i zacząłem przenosić rzeczy. Po chwili dołączyła do mnie i zaczęła układać ubrania w mojej garderobie.
— Jest już późno. Może zamówimy coś do jedzenia? — zapytałem.
— Chętnie zjem dobrego burgera — uśmiechnęła się.
— Nie wolisz sałatki? Wiesz... trzeba dbać o linię.
Spojrzała na mnie ostro.
— Uważasz, że coś jest nie tak z moją linią?
Zmierzyłem ją wzrokiem. Była idealna.
— Myślę, że nie da się popsuć czegoś tak perfekcyjnego.
Uśmiechnęła się — ulga.
Zamówiłem jedzenie.
Po piętnastu minutach ktoś zapukał. Poszedłem otworzyć — to była moja matka.
— Synku, dzwonię do ciebie od dwóch godzin!
Kate zbiegła po schodach, jeszcze z mokrymi włosami.
— Dobry wieczór — powiedziała.
— Dobry wieczór, kochana — mama pocałowała ją w policzek i puściła mi oczko.
— Telefon zostawiłem w samochodzie — wyjaśniłem.
— Chciałam tylko przypomnieć o jutrzejszym balu fundacji.
Kurwa. Zapomniałem.
— Oczywiście, że pamiętam.
— A ty, Kate? Masz już sukienkę?
— Ja... raczej nie pójdę.
— Musisz! — mama była nieustępliwa.
— Przyjdziemy — wtrąciłem. — W czasie lunchu kupimy sukienkę.
Kate nie była zachwycona.
— Wspaniale — ucieszyła się mama i po chwili wyszła.
Usiedliśmy do jedzenia.
— Wolałabym, żebyś nie podejmował za mnie decyzji — powiedziała spokojnie.
— Masz rację. Przepraszam.
Więc teraz zapytam jak należy — uklęknąłem teatralnie — czy zechcesz towarzyszyć mi na balu?
— Zgadzam się — ugryzła burgera. — Mmm... pyszne.
Uśmiechnąłem się.
Po kolacji wziąłem szybki prysznic. Wyszedłem w spodniach od piżamy. Kate siedziała na łóżku, wyraźnie zawstydzona.
Uklęknąłem przy niej.
— Nie bój się. Nie zrobię niczego, czego nie chcesz. A teraz pocałuję cię na dobranoc.
Nie czekałem na odpowiedź. Delikatnie musnąłem jej usta.
— Dasz radę to znieść?
Skinęła głową.
Położyłem się i odchyliłem kołdrę.
— Chodź.
Zawahała się... ale po chwili położyła się tyłem do mnie, na samym brzegu.
Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem w szyję.
— A to?
— Tak... — odpowiedziała cicho.
Wtuliłem się w nią. Pachniała truskawkami.
Już pokochałem ten zapach.
— Dobranoc, Kate.
— Dobranoc, Simon.
I zasnąłem z uśmiechem.
CZYTASZ
Wypożyczona
RomanceKate mieszka wraz z mężem Benem w małej wsi Bibury w Anglii. Są pięć lat po ślubie i bardzo dobrze się im układa. Niestety Ben odziedziczył gospodarstwo, które jest zadłużone i grozi im egzekucja komornicza.Co się stanie, gdy jego przyjaciel Simon z...
