Rozdział 8

2K 112 5
                                        

Simon

Przez zaległości, które musiałem nadrobić po przedłużonym urlopie, czas leciał mi wyjątkowo szybko. Nie mogłem się jednak skupić — myślami wciąż byłem przy mojej słodkiej Kati. To do mnie niepodobne. Mimo że miałem ogromną ochotę na seks, nawet przez chwilę nie pomyślałem, żeby zadzwonić do Angeliki.

Angelika to moja przyjaciółka — łączy nas tylko seks i luźna relacja. Nie kocham jej. Jest piękną kobietą, wielu mężczyzn chciałoby się z nią związać, ale nie ja. Zawsze, gdy miałem ochotę, dzwoniłem do niej... ale nie tym razem.

Teraz chciałem tylko Kate.

Na samą myśl, że to ona krzyczy moje imię, moje ciało reagowało natychmiast.

— Simon, weź się do roboty — mruknąłem do siebie.

W tej samej chwili drzwi do mojego gabinetu się otworzyły. Tylko jedna osoba mogła wejść bez pukania — mój ojciec.

Zawsze mieliśmy świetny kontakt. Był nie tylko moim ojcem, ale też powiernikiem. Potrafił doradzić, ale i postawić mnie do pionu.

— Mogę, synu? — zapytał z lekkim uśmiechem.

— Jasne — podszedłem, żeby go przywitać. — Usiądź.

Mój ojciec to sześćdziesięcioletni, siwiejący mężczyzna o bystrych, niebieskich oczach. Przyglądał mi się uważnie.

— Jak minął urlop?

Zanim odpowiedziałem, poprosiłem sekretarkę Margaret o kawę. Pracowała z nami od lat — najpierw z ojcem, teraz ze mną.

— Bardzo dobrze — uśmiechnąłem się.

— Co jest? — od razu coś wyczuł.

Westchnąłem.

— Chyba się zakochałem.

Ojciec rozpromienił się jak dziecko.

— To wspaniale! Opowiadaj!

Pokręciłem głową z rozbawieniem.

— Spokojnie, bo dostaniesz zawału. Jest piękna, mądra, pełna klasy... ma dobre serce. Ma na imię Kate, kocha zwierzęta...

Zatrzymałem się. Nie dodałem, że kocha też innego mężczyznę.

— Ty naprawdę przepadłeś — stwierdził.

— Tak... ale to skomplikowane.

— Boisz się związku na odległość?

— Nie... ona jest u mnie.

— To świetnie! W czym problem? Może przyjedziecie dziś na kolację?

Zawahałem się.

— To nie takie proste. Kate... jest żoną Bena.

Ojciec zamarł.

— Posłuchaj mnie do końca — dodałem szybko.

I opowiedziałem mu wszystko. Od pierwszego spotkania, przez rozmowy z Benem, aż po propozycję.

Gdy skończyłem, przetarł twarz dłońmi.

— Nie podoba mi się to, synu. Postawiłeś przyjaźń na szali... i kupiłeś tę kobietę. Nie oczekuj od niej szacunku.

Zamilkł na chwilę.

— Ale masz rok. Jeśli chcesz, żeby cię pokochała... pomogę ci.

Spojrzałem na niego zaskoczony.

— Naprawdę?

— Naprawdę. A jutro przyjdziemy z matką. Jeśli ma się w tobie zakochać... musi polubić nas.

WypożyczonaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz