Ben
Jadę do domu wściekły, wciskając pedał gazu do podłogi. Od razu wiedziałem, że Simon miał na myśli Alice — więc wie o niej. I to ona musiała go poinformować o moim spotkaniu z Kate. Żmija jedna... jeszcze tego pożałuje.
To zdecydowanie nie był mój dzień. W dodatku czuję zmianę w zachowaniu Kate. Nie pragnęła mojego dotyku tak jak kiedyś. Moje pocałunki już tak na nią nie działały... a może nawet próbowała mnie unikać. Może to znowu sprawka Alice.
Odblokowuję telefon i wybieram jej numer.
— Ben, jak miło cię słyszeć — odzywa się swoim cienkim, aż nazbyt słodkim głosem.
— Alice, potrzebuję cię dzisiaj. Czuję, że Kate już nie jest moją Kati... Muszę się komuś wygadać.
— Wiesz, że możesz na mnie liczyć, skarbie. Będę o dziewiętnastej. Ugotuję coś pysznego. Pasuje ci?
— Jasne. Czekam.
Rozłączam się. Jeszcze jej pokażę...
Nie wiem, co się ze mną dzieje. Nawet fakt, że gospodarstwo jest już moje i nikt mi go nie odbierze, nie daje mi satysfakcji. Czuję, jak całe moje życie wymyka mi się spod kontroli. Już nad niczym nie panuję.
Uderzam z całej siły w kierownicę.
Nagle czuję potrzebę odwiedzenia rodziców. Gdy tylko wjeżdżam do Bibury, kieruję się prosto na cmentarz.
Stoję nad ich grobem i mówię w myślach:
Cześć mamo, tato... tęsknię za wami. Bardzo mi was brakuje. Wiem, że was zawiodłem — na każdej możliwej płaszczyźnie. Nie bylibyście ze mnie dumni. Nie potrafiłem zadbać o gospodarstwo, straciłem Kate... a przecież zawsze mówiliście, że to wspaniała dziewczyna.
Nie wiem, co zrobić ze swoim życiem. Wszystko wymyka mi się z rąk. Jest Alice... mówi, że mnie kocha, ale nie wiem, czy to prawda. Czy to nie tylko pożądanie? Tak bardzo chciałbym cofnąć czas...
Stoję jeszcze chwilę, potem wracam do domu.
Biorę zimny prysznic, otwieram piwo i siadam na werandzie. Myślę o Kate. O tym, co dalej.
I nagle pojawia się pomysł.
A gdyby tak spełnić jej marzenie?
To może być klucz. Wybuduję dla niej ośrodek agroturystyczny. Mam pieniądze. To zajmie mi głowę... i może ją odzyskam.
Te dziewięć miesięcy szybko minie.
Alice
Jestem w siódmym niebie. Wszystko idzie dokładnie tak, jak chciałam. Telefon od Bena tylko mnie w tym utwierdził — skoro między nimi się psuje, to moja szansa.
I nie zamierzam jej zmarnować.
Gotuję kolację, kiedy do kuchni wchodzi mama.
— Skąd tyle energii? — pyta, patrząc podejrzliwie.
— A tak jakoś...
— Co dobrego robisz?
— Dzisiaj nie dla nas. Dla Bena.
Mama zagląda do garnka i marszczy brwi.
— Nie podoba mi się to.
— Mamo...
— Nie mam nic przeciwko temu, żebyś mu czasem pomogła. Ale to, jak się zachowujesz... i jak wyglądasz, gdy do niego idziesz...
— Kate sama mnie o to prosiła.
— Prosiła też o sukienkę i pełny makijaż?
Milknę.
— Ostatnio im się nie układa. Ben jest załamany...
— A ty musisz go pocieszać? Nie tak cię wychowałam.
— Serce nie sługa, mamo. Powinnaś to wiedzieć.
Patrzy na mnie długo.
— Nie podoba mi się to. Ale jesteś dorosła. Tylko pamiętaj — wszystko ma swoje konsekwencje.
— I tak cię kocham! — wołam za nią.
Staję pod drzwiami Bena. Poprawiam sukienkę — dopasowaną, krótką, w kolorze chabrowym. Idealną.
Pukam.
Drzwi się otwierają, ale jego nie widzę. Wchodzę i odkładam jedzenie. Gdy się odwracam — stoi za mną.
— Przestraszyłeś mnie...
Nie odpowiada. Patrzy na mnie w sposób, który wywołuje dreszcze.
— Pięknie wyglądasz — mówi cicho, przesuwając palcem po mojej skórze.
Nagle jego dłonie zaciskają się na mojej szyi.
Zamarzam.
Nie mogę oddychać.
— Alice... przecież lubisz takie rzeczy, prawda? — jego głos jest spokojny, ale przerażający.
Łzy napływają mi do oczu.
— Myślałaś, że się nie dowiem?
Puszcza mnie i odpycha. Łapię powietrze, kaszląc.
— Ben... co ty robisz? Oszalałeś?
— To dopiero początek.
Podchodzi do drzwi i zamyka je na klucz.
Serce zaczyna mi walić.
— Ja zrobiłam to dla nas... kocham cię...
— Z miłości? — prycha. — Przestań pieprzyć.
Łapie mnie za rękę i ciągnie do sypialni.
Na łóżku leżą rzeczy Kate.
Peruka. Koszulka. Perfumy.
— Przebierz się.
— Dlaczego mi to robisz?
— Z miłości. Tak jak ty.
Zamykam oczy.
Idę do łazienki.
Jeśli tego potrzebuje... zrobię to.
Wracam.
Już wiem.
Nie chodzi o mnie.
Nigdy nie chodziło.
— Podejdź.
Robię to.
— Rozepnij koszulę.
Moje ręce drżą.
— Nie patrz na mnie. W podłogę.
Spełniam polecenie.
— Tak... moja Kate...
Zamykam oczy.
Ale nie jestem nią.
I nigdy nie będę.
Kiedy wszystko się kończy, czuję tylko pustkę i ból.
— Widzisz, Alice? Na to zasłużyłaś — mówi chłodno. — Nigdy cię nie pokocham.
To boli bardziej niż wszystko inne.
Wstaję. Zbieram rzeczy.
— Szkoda, że nie doceniłeś mojej miłości — mówię cicho. — Bo mogłam dać ci to, czego ona już nie czuje.
Odwracam się.
I wychodzę.
Na zawsze.
CZYTASZ
Wypożyczona
RomantikKate mieszka wraz z mężem Benem w małej wsi Bibury w Anglii. Są pięć lat po ślubie i bardzo dobrze się im układa. Niestety Ben odziedziczył gospodarstwo, które jest zadłużone i grozi im egzekucja komornicza.Co się stanie, gdy jego przyjaciel Simon z...
