Rozdział 24

2.5K 134 16
                                        

Simon

Jechałem w stronę domu, co chwilę zerkając w lusterko, czy Kate nadal jest za mną. Bałem się, że się rozmyśli. To, co się wydarzyło, było jednocześnie nierealne i zbyt prawdziwe.

Chciałem pozwolić jej odejść. Naprawdę.

Ale nie potrafiłem.

Byłem zbyt egoistyczny. I zbyt bardzo ją kochałem.

Mogłem przyspieszyć, zostawić ją daleko w tyle, ale wiedziałem, że próbowałaby mnie dogonić. Nie chciałem jej narażać.

Kiedy wjechałem na posesję, odetchnąłem dopiero wtedy, gdy zobaczyłem jej samochód za sobą.

Wysiadłem szybko, podszedłem do Bentleya i otworzyłem jej drzwi. Gdy tylko stanęła na ziemi, bez wahania wziąłem ją na ręce.

— Simon! Co ty robisz? — pisnęła zaskoczona.

— Zabieram cię do domu — odpowiedziałem cicho.

Nie protestowała.

Zaniosłem ją prosto do sypialni i delikatnie położyłem na łóżku. Przez chwilę tylko na nią patrzyłem — jakby mogła zniknąć, jeśli odwrócę wzrok.

Potem już nie myślałem.

Dotykałem jej ostrożnie, jakby była czymś kruchym, a jednocześnie z rosnącą zachłannością, której nie potrafiłem powstrzymać. Odpowiadała na każdy mój gest, każde muśnięcie.

Jej ciało drżało pod moimi dłońmi.

Gdy napięcie zaczęło być nie do zniesienia, przerwałem — bardziej dla siebie niż dla niej — i wziąłem ją znów na ręce.

— Simon... — spojrzała na mnie pytająco.

— Jeszcze chwila — szepnąłem.

Zaniosłem ją do łazienki.

Postawiłem na chłodnych kaflach. Tym razem to ona przejęła inicjatywę. Powoli zaczęła mnie rozbierać, nie odrywając ode mnie wzroku. W jej spojrzeniu było coś, co sprawiło, że straciłem resztki kontroli.

Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem — głęboko, zachłannie.

Jej ciało oparłem o ścianę, dłonie uniosłem nad jej głowę, przytrzymując ją, jakby mogła mi uciec.

— Kate... — wyszeptałem przy jej uchu. — Jesteś moja.

Zadrżała.

— Jestem... — odpowiedziała cicho.

— Powiedz to.

Spojrzała mi prosto w oczy.

— Jestem tylko twoja, Simon.

Te słowa rozbiły we mnie ostatnią barierę.

Reszta była już tylko nami — dotykiem, oddechami, spojrzeniami, które mówiły więcej niż słowa.

Czas przestał mieć znaczenie.

Kiedy w końcu wróciliśmy do sypialni, nie było już między nami żadnego dystansu. Żadnych wątpliwości.

Tylko my.

Zatrzymałem się na moment, opierając czoło o jej.

— Jesteś pewna?

Odpowiedziała bez wahania, przyciągając mnie do siebie.

Nie potrzebowaliśmy więcej słów.

Tej nocy wszystko się zmieniło.

A kiedy zasnęliśmy, wtuleni w siebie, po raz pierwszy od dawna czułem spokój.

Jakby w końcu wszystko było na swoim miejscu.

Wiem, że bardzo krótki ale na razie na więcej mnie nie stać. Zmęczenie materiału...

WypożyczonaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz