Rozdział 3

2.1K 138 6
                                        

Simon

Gdy spojrzałem na łąkę, zobaczyłem drobną kobietę w zwiewnej sukience.

Przez moment nie byłem pewien, czy to człowiek, czy jakiś pieprzony anioł.

Poruszała się lekko, jakby unosiła się nad ziemią. Jej czarne włosy tańczyły razem z nią, falując na wietrze.

Nigdy nie byłem typem, którego rozczulają takie widoki.

A jednak...

To miejsce było piękne.

Ale ona była najpiękniejsza.

— Poznaj moją żonę, Kate.

Te słowa wbiły mi się w głowę jak gwóźdź.

Podbiegła do nas.

Wspięła się na palce i musnęła ustami policzek Bena.

Z daleka była piękna.

Z bliska... jeszcze bardziej.

Wyciągnęła do mnie rękę.

Patrzyłem przez chwilę na jej smukłe palce, jak idiota.

Ben szturchnął mnie w brzuch.

— Kate — powiedziała.

— Simon — odpowiedziałem, ujmując jej dłoń ostrożnie, jakby mogła się rozpaść. — To ty skradłaś serce mojego przyjaciela?

Jej dłoń idealnie pasowała do mojej.

Zdecydowanie zbyt dobrze.

Nie chciałem jej puszczać.

Spojrzała na mnie pytająco, potem na nasze dłonie.

Puściłem ją.

Niechętnie.

— Tak... to ja jestem tą wstrętną babą, która go usidliła — zaśmiała się.

Boże.

Gdybyś tylko wiedziała...

Kurwa, ogarnij się.

To żona twojego przyjaciela.

Świętość.

Zakaz.

Nie masz prawa nawet o niej myśleć.

A już na pewno nie tak.

Powinienem był polecieć na Kanary.

Gdziekolwiek.

Ale nie — musiałem przyjechać tutaj.

Na tę pieprzoną wieś.

— Może wrócisz z Kate? — zapytał Ben. — Ja tu jeszcze trochę zostanę.

Chciałem powiedzieć: tak.

Od razu.

Bez zastanowienia.

Ale wiedziałem, że to najgorsze, co mogę zrobić.

— Pomogę ci — odpowiedziałem wbrew sobie.

— Skarbie, jedź — powiedziała do niego Kate, wskakując na konia z naturalną gracją.

Jej sukienka podwinęła się wyżej.

Za wysoko.

Odwróciłem wzrok.

Za późno.

— Nie spóźnijcie się na kolację — puściła nam oczko i odjechała.

— Jak ci się podoba Kate? — zapytał Ben.

WypożyczonaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz