Ben
Szlag mnie trafiał, gdy Kate poprosiła, żebyśmy zostali sami.
To nie tak, że jej nie kocham.
Kocham. Cholernie mocno.
Ale robię to też dla niej.
Nie chcę dla niej takiego życia.
Najchętniej obiłbym Simonowi mordę za to, że w ogóle spojrzał na moją żonę w ten sposób. Jaki ja byłem naiwny, myśląc, że pomoże mi bezinteresownie.
Z drugiej strony... czy ja sam zrobiłbym to dla niego?
Nie wiem.
Jednocześnie jestem mu wdzięczny i mam ochotę go zabić.
Najgorsze są obrazy w mojej głowie.
Jego ręce na jej ciele.
Jego usta na jej skórze.
Ona jest moja.
Tylko moja.
Co ja, do cholery, zrobiłem?
Wyszedłem ze stajni i szybko wróciłem do domu.
Kate stała w kuchni i przygotowywała kolację.
Simona nie było.
Serce mi przyspieszyło.
— Gdzie on jest?
— U siebie — odpowiedziała spokojnie. — Chciał iść do hotelu, ale go zatrzymałam.
Zmarszczyłem brwi.
— Dlaczego?
— Bo chcę mu pokazać, jak bardzo cię kocham. Może odpuści.
Patrzyłem na nią chwilę.
Ona go nie zna.
— Może — skłamałem.
— Mamy dwa dni — powiedziała cicho.
Zobaczyłem łzy w jej oczach.
Cierpiała.
A ja... robiłem jej to.
— Chodź — złapałem ją za rękę. — Nie marnujmy czasu.
Zaprowadziłem ją do sypialni.
Chciałem ją zapamiętać.
Każdy dotyk.
Każdy oddech.
Jakby to miało być ostatni raz.
Kochaliśmy się długo.
Zbyt długo.
Zbyt intensywnie.
Jakbyśmy próbowali zatrzymać czas.
— Co powiemy ludziom? — zapytałem później.
— Że wyjechałam do pracy — odpowiedziała bez wahania. — Simon zaproponował mi stanowisko. A pieniądze... to zaliczka.
Spojrzałem na nią z podziwem.
— Jak ty to robisz?
— Muszę — uśmiechnęła się smutno. — Nikt nie może się dowiedzieć.
Kiwnąłem głową.
— Kocham cię — powiedziałem.
— Udowodnij.
I znów do siebie wróciliśmy.
Rano było ciężko wstać.
Simon zszedł na dół.
Cichy.
Chłodny.
— Jak noc? — rzuciła Kate z lekką ironią.
— Dobrze — odpowiedział krótko. — Jadę do banku. Wrócę wieczorem.
— Nie zjesz?
— Nie jestem głodny.
Wyszedł.
Trzasnął drzwiami.
Kate uśmiechnęła się, jakby wygrała.
A ja wiedziałem jedno.
Simon nie odpuszcza.
Nigdy.
— Idę do Alice — powiedziała. — Przyjdziesz po mnie?
— Jasne.
Zostałem sam.
Wieczorem podpiszę wyrok.
Nie wiem tylko czy na siebie... czy na nas.
Gdy wróciłem, Simon już czekał.
Na stole leżały dokumenty.
I pieniądze.
Dużo pieniędzy.
— Załatwione — powiedział spokojnie. — Czytaj.
Usiadłem.
Czytałem każdy punkt.
Każde słowo bolało.
— To nie tak, że jej nie kocham — powiedziałem cicho.
— Przestań — przerwał mi. — Robisz to dla siebie.
Spojrzałem na niego.
— Gdybyś kochał ją bardziej niż to miejsce... odszedłbyś z nią.
Zamilkłem.
Bo miał rację.
— Możesz się jeszcze wycofać — dodał.
Długo patrzyłem na kartkę.
Potem podpisałem.
Raz.
Drugi.
— Proszę — podsunął mi pieniądze.
Spojrzałem na nie.
Pięć milionów.
Tyle była warta moja żona.
Wstałem.
Nie powiedziałem ani słowa.
Wyszedłem.
Całą drogę myślałem tylko o jednym.
Kocham ją.
Ale to gospodarstwo...
To ja.
I nie potrafię tego puścić.
Wieczorem odebrałem Kate.
Była cicha.
Spokojna.
Zbyt spokojna.
Rozmawialiśmy o wszystkim.
Tylko nie o tym, co się dzieje.
Ostatnia noc.
Nie spaliśmy.
Rozmawialiśmy.
Przytulaliśmy się.
Jakbyśmy chcieli zapamiętać siebie na zapas.
Rano wszystko było cięższe.
Powietrze.
Myśli.
Serce.
— Jest już za późno? — zapytała.
— Tak.
Zaczęła płakać.
— Nie chcę się z tobą żegnać...
— Pocałuj mnie.
Zrobiła to.
A ja wiedziałem, że jeśli zostanę...
Nie dam rady.
Wyjdę z tego.
Z niej.
Z wszystkiego.
Wyszedłem.
Bez pożegnania.
Bo to było jedyne, co mogłem jeszcze zrobić dobrze.
CZYTASZ
Wypożyczona
RomansaKate mieszka wraz z mężem Benem w małej wsi Bibury w Anglii. Są pięć lat po ślubie i bardzo dobrze się im układa. Niestety Ben odziedziczył gospodarstwo, które jest zadłużone i grozi im egzekucja komornicza.Co się stanie, gdy jego przyjaciel Simon z...
