Kate
Obudził mnie dzwoniący telefon — budzik Simona. Czułam się głupio i niezręcznie, śpiąc z nim, choć w gruncie rzeczy wcale nie było źle. Próbowałam wyswobodzić się z jego ramion, ale na próżno — przytulał mnie jeszcze mocniej. Leżałam tyłem do niego, czując na pośladkach jego erekcję.
— Simon, wstawaj, twój budzik dzwonił — powiedziałam, mając nadzieję, że w końcu się obudzi i przestanie mnie więzić w swoich szerokich ramionach.
— Mhm... jeszcze chwilę... tak mi dobrze z tobą — jego głos był zachrypnięty.
— A mi nie bardzo, bo jeśli się nie odsuniesz, będę miała siniaka na tyłku.
— Przepraszam... ale nie moja wina, taki mnie stworzono — próbował się tłumaczyć, choć jednocześnie poluzował uścisk. Natychmiast to wykorzystałam, wyswobodziłam się i stanęłam obok łóżka.
Udałam się do garderoby i wybrałam ołówkową sukienkę na szelkach, białą koszulę i czarne szpilki z czerwonymi podeszwami. Z tymi rzeczami weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, wyszorowałam zęby, ubrałam się i zaczęłam makijaż. To był mój pierwszy dzień w pracy, więc chciałam zrobić dobre wrażenie. Starannie rozprowadziłam krem BB, na oczy nałożyłam beżowy cień, zrobiłam kreski eyelinerem, wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta na czerwono. Włosy delikatnie pofalowałam prostownicą, przednie związując do tyłu, resztę pozostawiłam rozpuszczoną.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
— Kate, spóźnimy się, a jeszcze śniadania nie zjadłaś — Simon ponaglił mnie. Otworzyłam drzwi. Wyglądał znakomicie. Granatowy garnitur leżał na nim jak druga skóra, biała koszula podkreślała biel zębów, włosy miał ułożone na bok, a dwudniowy zarost dodawał mu charakteru. Całość dopełniał czerwony krawat. Stał przede mną z oniemiałą miną.
— Co przesadziłam? — spytałam z rezygnacją. Nie znałam się na modzie, ani w kwestii ubioru, ani makijażu. Wieczorem przypomniałam sobie kobiety z gazet i postanowiłam dzisiaj wyglądać jak one, by nie wyróżniać się z tłumu.
— Tak... to znaczy... nie... wyglądasz seksownie i... jak nie ty — Simon nie mógł się wysłowić, chyba nie chciał sprawić mi przykrości.
— To ja pójdę się przebrać — chciałam wycofać się do łazienki, ale złapał mnie za rękę.
— Jest dobrze, tylko trochę za seksownie, ale już nie mamy czasu. Zrobiłem Ci ulubione płatki, zjedz i jedziemy.
Czułam jego palący wzrok na plecach, gdy schodziłam na dół.
Po kilku minutach byliśmy przed oszklonym, wysokim budynkiem w kształcie stożka.
— Jesteśmy na miejscu, to nasza firma. Czuj się jak u siebie.
— Jest ogromna...
— Wiem, ale nie martw się, będziemy głównie pracować na moim piętrze. Dasz radę — próbował mnie uspokoić.
— Sama nie wiem... — złapał mnie za podbródek, odwracając twarz w swoją stronę.
— Ale ja wiem — pocałował mnie krótko i stanowczo.
Weszliśmy do windy.
— To cała wasza firma? Tylko ten budynek?
— Tak, jest naszą własnością, ale wynajmujemy też innym firmom. Trzy ostatnie piętra należą do nas.
— Boże... tylko nie ostatnie! — powiedziałam poważnie, patrząc na wysokość budynku. — Taka winda to koszmar.
— Spokojnie, jestem przy tobie, nic ci nie grozi — jego zapewnienia nie uspokoiły mnie jednak całkowicie.
Gdy dotarliśmy na pięćdziesiąte siódme piętro, odetchnęłam z ulgą, dopóki nie spojrzałam w dół. Widok był przepiękny, ale przerażający. Simon złapał mnie za rękę.
Wystrój jego gabinetu był elegancki: biel i ciemne drewno, dwa biurka, duża skórzana rogówka przy ścianie, dwa fotele i szklany stolik. Po lewej stronie jego biurka stały regały z kolorowymi segregatorami, a za jego plecami ogromne okno od sufitu po podłogę.
Simon oprowadził mnie po firmie, przedstawiając jako swoją asystentkę. Pracownicy patrzyli na mnie dziwnie; dopiero później zauważyłam ślady czerwonej szminki na jego ustach. Szepczące komentarze i drwiące spojrzenia przyprawiały mnie o zawroty głowy.
Najbardziej polubiłam Anę z recepcji — czułam, że nadajemy na tych samych falach.
Wróciliśmy do jego gabinetu. Poprosił, żebym przepisała pismo na komputerze. Po chwili rozległo się pukanie — w drzwiach stanęła kobieta, którą wcześniej widziałam u Simona na sofie, w samej bieliźnie.
— Hej, mam dokumenty — usiadła naprzeciw biurka. — Kate, zrób nam herbatę.
Niepewnie wstałam, aby spełnić prośbę.
— Kate nie jest tu od robienia herbaty — powiedział Simon, a kobieta zarumieniła się.
— A od czego? Wytłumacz, Simon, mój drogi... do czego ona ma kompetencje, oprócz „wypasania bydła"? Cała firma szepcze, że zatrudniłeś kochankę — powiedziała, a mi zrobiło się przykro. Nie czułam do niej wrogości, ale każdy komentarz wbił szpilę w moją pewność siebie.
— Nie ma problemu, zrobię herbatę — szepnęłam, powstrzymując łzy, i ruszyłam do pokoju socjalnego.
— Nie siadaj, moja PRZYJACIÓŁKA ma ręce, więc sama sobie zrobi herbatę. Ty wykonujesz tylko moje polecenia.
— Simon! — wybuchnęłam w duchu. — Jak mogłeś dać się omotać tej... — kobieta spojrzała na mnie drwiąco — „wieśniaczce"?
To było za wiele. Wskoczyłam do windy w ostatniej chwili. Kobieta poleciła, aby zjechała na parter.
Gdy wyszłam na zewnątrz, chłodny deszcz otulił moje ciało. Zdejmując szpilki, zaczęłam biec. Zatrzymałam się dopiero, gdy opadłam z sił, a po policzkach spływały łzy. Nie rozumiałam, dlaczego ludzie oceniają mnie z góry.
Znalazłam się w parku. Siedziałam na ławce, patrząc na zakochane pary, matki z dziećmi, małżeństwa trzymające się za ręce. Jeszcze niedawno miałam wszystko, teraz byłam najnieszczęśliwszą kobietą w Londynie.
Spojrzałam na telefon, który ściskałam w dłoni. Kilka nieodebranych połączeń i wiadomości od Simona. Odczytałam jedną:
"Kate, gdzie jesteś? Martwię się. Obiecuję, że taka sytuacja już się nie powtórzy. Proszę, odezwij się, przyjadę po ciebie."
Miałam ochotę cisnąć telefonem o ziemię, ale zrobiłam coś zupełnie innego. Wybrałam numer męża. Odebrał niemal natychmiast.
— Halo? — jego zmęczony głos sprawił, że rozpłakałam się całkowicie. — Kate...?
— Ben, błagam, zabierz mnie stąd. Chcę do domu.
— Kate, co się stało? Daj mi Simona do telefonu.
— Nie ma go tutaj. Uciekłam. Proszę, zabierz mnie... — gdyby stał obok, uklękłabym przed nim i błagała.
— Skarbie, gdzie jesteś?
— Primrose Hill Park — odpowiedział przypadkowy mężczyzna z psem.
— Dziękuję — przyłożyłam telefon do ucha.
— Słyszałem. Zaraz będziesz bezpieczna...
Rozłączył się. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Mój mąż jechał po mnie, by zabrać do domu.
Jak zwykle z moich planów nici, bo miał być bal i przyjazd matki a wyszło zupełnie coś innego, ale trochę dramy nie zaszkodzi🙈
Następny rozdział z perspektywy Alice, cieszycie się? Na to czy Ben przyjedzie po Kate musicie troszkę poczekać. Nie obiecuje ale postaram się jutro wstawić nowy rozdział 😁
CZYTASZ
Wypożyczona
RomansaKate mieszka wraz z mężem Benem w małej wsi Bibury w Anglii. Są pięć lat po ślubie i bardzo dobrze się im układa. Niestety Ben odziedziczył gospodarstwo, które jest zadłużone i grozi im egzekucja komornicza.Co się stanie, gdy jego przyjaciel Simon z...
