Rozdział 17

1.6K 105 2
                                        

Alice

Każdy dzień bez Bena był jak tortura. Kolejny raz odrzucił mnie, a ja nie zamierzałam się poddać. Tyle lat patrzyłam na niego i Kate, tyle lat powstrzymywałam własne uczucia... dość. Teraz los dał mi szansę i zrobię wszystko, by ją wykorzystać. Kate była dla mnie ważna, ale Ben był moim światem. Od zawsze.

Gdy Kate wbiegła do mnie z radosną wiadomością o oświadczynach, poczułam, że świat rozpada mi się w rękach. Jej szczęście było jak nóż w sercu.

— Alice! Alice! — wołała z radością.

— Boże... co się dzieje? — próbowałam brzmieć spokojnie, choć wnętrze mnie płonęło.

— Ben się oświadczył! — krzyknęła, unosząc ręce w triumfalnym geście.

Uśmiechnęłam się, ale ten uśmiech był fałszywy, wymuszony. Serce mi pękało.

— Kate... — mój głos brzmiał obojętnie, ale w środku wrzałam.

— No, chciałam, żeby moja najlepsza przyjaciółka dowiedziała się pierwsza! — skakała, rozpromieniona.

— Gratulacje — powiedziałam cicho, a jej radość ścinała mnie na żywo. Każdy gest, każdy uśmiech, każda myśl o nich razem wypełniała mnie zimnym gniewem i desperacją.

Przysięgłam sobie, że nie pozwolę, by ich szczęście przesłoniło moje własne pragnienia. Nie mogłam odejść, nie mogłam stracić Bena.

Gdy rodzice Kate zgodzili się na ślub i wszystko szło naprzód, poczułam, że czas działa przeciwko mnie. Musiałam działać. Nie mogłam czekać, aż całkowicie zostanę zepchnięta na margines.

Wieczorem stanęłam przed jego drzwiami. Serce waliło mi w piersi, dłonie drżały, a umysł pracował na najwyższych obrotach. Każdy oddech był planem, każdy gest strategią.

— Czego chcesz? — jego głos był zimny, ostrożny.

— Przyniosłam ci kolację — powiedziałam, starając się brzmieć lekko, niewinnie. — Chciałam naprawić to, co się stało.

— Wejdź — zgodził się, a ja poczułam triumf. Mały, cichy, słodki triumf.

Usiadłam naprzeciwko niego, obserwując każdy jego ruch, każdą reakcję. Każde słowo, które wypowiadał, każda myśl, którą można było wyczytać w jego oczach, była dla mnie mapą. Mapa, po której mogłam się poruszać, by wrócić do jego serca.

Kiedy jego telefon zadzwonił — Kate — uśmiechnęłam się pod nosem. Wiedziałam, że to moja szansa. Cicho wyszłam, zostawiając go sam na sam z rozmową, którą nie miał już wpływu powstrzymać. Dziś wszystko było w moich rękach. Każdy jego oddech, każda chwila, każdy gest... przyszłość Bena i Kate mogła zależeć ode mnie.

I zamierzałam to wykorzystać.


TaDam! Rozdział pisany na żywca, więc może nie jest jakiś mega ale jest taki jaki chciałam, żeby był 🤭 Co ta Alice kombinuje jak myślicie?

WypożyczonaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz