26

1.1K 48 22
                                        

- ...więc wasza dzisiajsza lekcja wf będzie łączona z klasą wyżej. - to chyba jedyna i najgorsza rzecz jaką usłyszałam.

Jeśli nie umrę, to plis

Zabijcie mnie.

- Gramy w piłkę nożną, Shawn i Colton, wybierajcie. Colton zaczynaj.

Czyli do wyboru tylko zaskroniec albo Shawn

Czy może być gorzej?

- Vivian. - jestem w drużynie z Zaskrońcem, zajebiście.

Dalej chłopaki dobierali po jednej osobie do drużyny. Po ich minach nic nie było w tym takiego fajnego, bo gdy wybrali wszystkich piłkarzy zostały same plastiki i kujony. Ja byłam z Zaskrońcem, Eddym, Joelem, Camillą i kilkoroma innymi idiotami ze starszej klasy. Głównie osiłki z tłumami lasek przyczepionymi do ich buziek.

Gwizdek trenera rozpoczął mecz, ja i kilka innych osób byliśmy na obronie, a reszta gdzieś na ataku, czy coś takiego. Nigdy nie lubiłam piłki nożnej, koszykówka jest dużo lepsza. Tutaj gol za golem i nic więcej, tylko czasem może jakieś faule. Pierwszy punk zdobyliśmy my i tak po kolei do dzwonka. Zakończyliśmy remisem i kłótniami o jakiegoś wolnego czy karnego, aż w końcu zdenerwowany chłopak z przeciwnej drużyny kopnął piłkę w moją stronę. Poczułam, że się przewracam i krew cieknie mi z nosa. Zabiłabym gościa gdybym mogła wstać. I jedyne co pamiętam to ogrom gapiów i szyderczy śmiech jakiegoś chłopaka.

- Mogłem zabrać mu tę piłkę! Nic by się nie stało, Vivian nie leżałaby w szpitalu. Kretyn, kretyn, kretyn!

Ból przeszywał całą moją głowę, a ja nie wiedziałam co robić. Pokazać, że już wszystko słyszę czy posłuchać jeszcze chwilę? Gdzie ja w ogóle jestem? Czuje pod sobą łóżko, ale nie moje. To jest nie wygodne, okropne.

-...japierdole! Panie doktorze, w końcu. Co jej jest?

- Zaraz powinna się obudzić i miała lekki wstrząs mózgu, musi się oszczędzać i nie przemęczać zbytnio. Wypiszę jeszcze skierowanie na badania za tydzień. - po tych słowach słyszałam tylko długopis i kartkę, którą zapewne lekarz wyrwał z jakiegoś ich pliku. Potem wyszedł, a w pokoju zostałam tylko ja i..

No właśnie, kto to do cholery jest?!

I czemu lekarz dał mu informacje? Podobno obowiązuje tajemnica lekarska.

Dla niepoznaki zaczęłam się lekko wiercić i pomrukiwać. Tak na wszelki wypadek, żeby chłopak myślał, że dopiero się obudziłam.

Ale ze mnie zajebista aktorka.

Rzucam tą głupią szkołę i będę odgrywała scenę niezrównoważonej psychicznie na ulicy.

Ciekawe jakby to wyglądało..

- Obudziłaś się! Wreszcie, tak się martwiłem! - Shawn dosłownie skakał ze szczęścia i przepraszał mnie za tego idiotę. Nie dawał mi dojść do słowa, więc pozostało mi tylko patrzeć na niego i czasem przytakiwać by wiedział, że wszystko do mnie dotarło.

-.....i mam nadzieję, że nic ci nie będzie. Okropnie się martwiłem, przepraszam. - wziął głęboki oddech i patrzył na moją oszołomioną twarz.

Jak on może tak szybko gadać?

Zapiernicza jak ruski motorek, lepiej niż zaskroniec.

- Po pierwsze to hej. Po drugie nie jestem na ciebie zła, za co? - na twarz bruneta wkradł się uśmiech, a jemu samemu prawdopodobnie ulżyło. Czemu jego uśmiech jest tak zaraźliwy? - Po trzecie, co ty tu robisz?

- No to tak, um bo Sam kopnął piłkę w twoją głowę, zemdlałaś, pojechałem z tobą do szpitala i zostałem na noc.

- Czekaj, to wczorajsze jutro jest dzisiaj? - momentalnie usiadłam na tym łóżku do tortur i totalnie mnie zamurowało.

- No o ile dobrze zrozumiałem, to tak. - zachichotał. Melodyjny głos chłopaka strasznie mnie uspokajał, tak jakby całe zdezorientowanie i stres zniknął. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

- No okej, to...siedziałeś tu całą noc? - od razu odwrócił wzrok i błądząc po białej ścianie drapał się po karku. - Czyli tak. Dlaczego nie poszedłeś do domu?

- Poprostu nie chciałem cię zostawić i chciałem o coś zapytać.

- Pytaj.

- Chciałabyś może, no..ze mną do kawiarni pójść..kiedyś albo coś w ty...

- Jasne. - uśmiechnęłam się do niego pokrzepiająco. - To kiedy i gdzie?

- A masz może czas we wtorek? Nie idziemy do szkoły przez następny tydzień, bo będą odmalowywać całą szkołę. Piętnasta?

- Wtorek, piętnasta jesteśmy umówieni. - po moich słowach do sali wszedł lekarz. Dał mi skierowanie i wypis, po czym wyszedł wcześniej podając rękę Shawnowi. Jakby się już znali.

Brunet bez słowa zaczął pakować moje rzeczy. Rzucił we mnie jakimiś spodenkami i bluzką, które nie były moje, bo nie przypominam sobie żebym miała bluzkę z napisem "I love you Shawn!" i jego zdjęciem na plecach. Nie mam pojęcia skąd on ją wziął i chyba nawet nie chcę wiedzieć. Czy on je rozdaje na ulicy z firmowym uśmiechem i szpakiem na ramieniu?

- Idziemy czy chcesz jeszcze popatrzeć na moją cudną buźkę? - przypomniał o swojej obecności Shawn.

- Nigdzie z tobą nie idę. I jeszcze ta koszulka, innej nie było?

- No chodź, nie marudź. - zaczął mnie ciągnąć za rękę w kółko powtarzając to samo zdanie.

- Nie chcę. - powiedziałam dziecięcym głosem i "przykleiłam" się do metalowej nóżki od łóżka szpitalnego co równało się z głośnym westchnięciem bruneta.

- Nie chcesz po dobroci, to będzie po mojemu. - z prędkością światła podniósł mnie z podłogi, a łóżko szurnęło o podłogę wydając z siebie pisk. I w tym momencie do sali wszedł lekarz.

Facet popatrzył na łóżko i na mnie trzymające jego nóżkę. Następnie na Shawna trzymającego mnie pod kolanami i plecami by spróbować oderwać mnie od łóżka.

- Ah, te dzisiejsze związki. - mruknął do nas i wyszedł.

Zostawił nas w ciszy. Niezręcznej ciszy.

Crush; S.MOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz