Epilog

4.5K 120 6
                                        

Melanie

William znowu zaczął mnie wołać. Miał pięć lat, a już był wygadany i lubił robić żarty. Miałam nadzieję, że chociaż trochę z tego wyrośnie. Był z niego taki mały śmieszek, ale jego młodsze rodzeństwo nie zawsze to akceptowało, bo nawet chyba nie rozumiało co się obok dzieje. Aleksa też powiększyła swoją rodzinę. Chłopcy byli praktycznie z tego samego rocznika i nieźle się dogadywali. Zawsze przychodziła do mnie z tą dwójką, miała jeszcze córkę, Pansy. (Musiała oczywiście nazwać dzieci, jak w filmie, ja jej nie uległam). Dziewczynka ta miała dwa latka i na dźwięk muzyki zaczynała imitować śpiew, Arya patrzyła na nią wtedy, jakby chciała ją zabić, ale w ostateczności nic nie robiła. Jej córka była bardzo nieśmiała, ukrywała się za zasłoną, kiedy nie chciała nic mówić, Aleksa nieraz żaliła mi się, że ma przez to z nią problem, bała się, co będzie z kontaktem z innymi rówieśnikami. Szkraby szybko dorastały, widać było większą różnicę przy stuprocentowych dzieciach ludzkich. Mój mąż mi zaczął opowiadać, że każdy przemienia się po około jedenastym roku życia, nie wcześniej, zazwyczaj dzieje się to nawet później. Cieszyłam się, że młodzi jeszcze tego nie potrafią, już czasem miałam problem w sklepie, żeby jedno odciągnąć od słodyczy lub zabawek bez płaczu, a co działoby się, gdyby nagle po mieście zaczął biegać wilczek, a za nim kobieta z dwójką dzieci?
Eric nie kłamał co do tych swoich treningów. Znikał na jakieś trzy godzinki, pozostawiając mnie samą ze szkrabami. Nieraz William chciał iść z nim, ale wtedy znowu otrzymywał obietnicę „jak urośniesz". Moja wyobraźnia jeszcze nie potrafiła tego wymyślić, jak to będzie.
  Najgorsze było to, że kiedy jedno się budziło, reszta też. W ciągu dnia spali już bardzo rzadko, a mimo to byli wulkanami energii. Moja uwaga podzieliła się na trzy części, często byłam w sytuacji, gdzie każdy prosił mnie o coś w jednym momencie. Moja córeczka czasami dawała mi szansę na odpoczynek, kiedy siedziała i zaczynała oglądać ptaki i inne stworzonka. Ale to czasami mnie przerażało. Potrafiła patrzeć w las z godzinę i nie mówiła przy tym ani słowa. Jej wzrok jeździł, za każdym minimalnym ruchem w puszczy. Nasłuchiwała czegoś, a jej twarz mało wtedy wyrażała. Will uczył już Aiden'a podstawowych zabaw dla starszych o dwa lata, a jako ten młodszy, robił to co ten większy brat. Nieraz wracali ze siniakami. Bliźniaki mieli cząstkę opanowania w sobie, potrafili być grzecznymi aniołkami, podczas gdy Will wrzeszczał i biegał w kółko. Wiedziałam, że wyrośnie z niego nieco żywiołowy chłopak, ale dla mnie nadal był małym Williamem płodem, nieważne, że miał już pięć lat.
Młodszy chłopczyk miał w sobie jakieś zainteresowania plastyczne, lubił siadać sam na sam z kartką i kredkami. Zawsze go chwaliłam, ale on i tak był co do swoich dzieł krytyczny. Wtedy do upilnowania pozostawał jedyny brunet, który nieraz potrafił mnie zaskoczyć.

Tamtego dnia miałam mieć trochę relaksu, Aleksa się zapowiedziała się, ale w jej głosie czułam jakąś rozpacz. Dodała, że przyjdzie z dziećmi, więc się razem pobawią. To tylko brzmiało naturalnie.
Wraz z nimi, w domu zapanował śmiech dzieci i głośne rozmowy, ale ich mama wcale tego nie podzielała. Zrobiłam nam herbaty i położyłam przed kobietą. Naprawdę minę miała niewyraźną.
- Co się stało?- zapytałam ją obejmując. Nigdy taka nie była, coś musiało ją dotknąć.
- Mamusia jest smutna, bo wyjeżdżamy- wychylił się zza fotela i powiedział cicho Cedrick, zniknął gdzieś z małą grupką.
- Gdzie?- dopytałam próbując nawiązać rozmowę. Zaczęłam zadawać sobie pytania, co do tej decyzji się przyczyniło, ale wtedy zostałam uświadomiona.
- Oh Mel, moja matka jest chora, chcę zamieszkać u niej, póki jeszcze funkcjonuje, ma duży dom, zmieścimy się, Harry też się zgodził.
Problem w tym, że ona mieszka daleko. Nie będziemy mogły się narazie spotykać. Chciałam się pożegnać.

W takich momentach nie umiałam nic z siebie wydusić. Człowiek nie potrafi naturalnie kogoś pocieszyć, kiedy sam się martwi. Po jej policzku pociekła łza, ale szybko ją wytarła, żeby maluchy nie widziały. W końcu, jeśli będą oceniać przeprowadzkę pozytywnie, będą zadowolone, musiała ich zachęcić udając.
- Napewno wszystko będzie dobrze, to przecież jeszcze nie koniec- potarłam ramię przyjaciółki.
- Mam nadzieję.
- Aleksa, ja to ci obiecuję, że kiedyś się jeszcze spotkamy, a te łobuzy już nie będą małe.

Widziałam później jak odjeżdżają, Eric gadał wcześniej z jej mężem, staliśmy teraz w piątkę i machaliśmy w stronę opuszczającego nas samochodu. Will wyraźnie posmutniał, czy naprawdę już tęsknił za przyjacielem? Wzięłam go na ręce, żeby mógł zauważyć jakieś sylwetki w aucie, zrobiło mi się żal tamtej rodziny. Choroba jest sytuacją, która nigdy nie idzie człowiekowi po myśli i często krzyżuje plany.
- Mamusiu- usłyszałam dziewczęcy głosik.
- Tak skarbie?- odstawiłam syna na ziemię i popatrzyłam na Aryę.
- Nie martw się, jeszcze tu wrócą- stanowczo wypowiedziała słowa, na które jeszcze nikt nie znał pewnej odpowiedzi.
Jak ja musiałam wyglądać, żeby własne dziecko musiało mnie pocieszać? Eric pocałował mnie w policzek, i pogłaskał dziewczynkę po główce.
Wzięłam głęboki oddech, w końcu teraz zaczyna się kolejny rozdział mojego życia.     Mimo że w Brighton nadal panowała żałoba, w naszym domu często można było czuć ciepło i pozytywną energię, to przecież jeszcze nie koniec, pocieszałam się często patrząc, jak twarze dzieci ulegają zmianie z każdym rokiem.
Przestawały powoli być niewinnymi istotami, które są nieświadome niesprawiedliwości ludzkich. Ile musiały w życiu ich doświadczyć?
Starałam się oszczędzić im tego najbardziej jak potrafiłam.

                         Koniec części I

Jeśli chcecie poznać losy Williama, zapraszam do „Anioł przeszłości".

Kim jesteś? ✔️Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz