Część 17

243 37 20
                                        

Michael i Stefan wyszli dopiero po północy. Wszyscy totalnie zatracili poczucie czasu.

-Musimy ich chyba częściej zapraszać- powiedział Andreas, kiedy wycierał naczynia.

-Myślałem szczerze mówiąc, że zdenerwujesz się na mnie o to, że Michaela też zaprosiłem.

-O mojego klona? A to dlaczego?

-No wiesz... chyba mamy niezbyt miłe wspomnienia z jego udziałem. Bałem się, że będziesz zazdrosny czy coś.

-Przecież ci ufam.

Ta deklaracja zabolała Stephana. Powinien się z niej cieszyć, ale nie potrafił, bo miał z tyłu głowy to, że kiedy Andreas dowie się o Eriku, straci to zaufanie. Przeszło mu przez myśl, żeby w tamtej chwili powiedzieć Andreasowi, ale za bardzo się bał.

-A tak swoją drogą, to nie wiedziałem, że Stefan jest już w mieście. Myślałem, że nadal jest w Austrii.

-Stefan był w Austrii?- to zdanie wzbudziło czujność Stephana

-Tak. Dlatego odwołał kilka naszych spotkań.

Stephanowi o mały włos nie wypadł kieliszek z ręki. Zaczynał się bać, że cierpiał na jakieś rozdwojenie jaźni. Chwilę mu zajęło, zanim dotarło do niego co tak naprawdę się działo. Tylko i wyłącznie Martin mógł wpaść na tak popaprany pomysł. Tylko po co? Nie chciał żeby Andreas wyzdrowiał? Łatwiej było mu wtedy manipulować Wellingerem? Innego wytłumaczenia nie było.

W niedzielę obaj dostali zaproszenie na obiad do rodziców Stephana. Nie mogli odmówić, bo już bardzo długo się nie widzieli.

-Widziałem ostatnio twoje zdjęcie w internecie. Dajesz radę już wstawać?- dopytywał Elias sącząc whiskey.

-Tak, teraz będziemy próbować zacząć chodzić. Już nie mogę się doczekać aż w końcu będę mógł wrócić na boisko. Mam dość siedzenia na tyłku.

-To ile jeszcze mniej więcej jesteś na "urlopie"?

-Ciężko powiedzieć. Mój rehabilitant mówi, że idzie nam zaskakująco dobrze, ale to i tak jest bardzo długi i ciężki proces. Jak chcecie to możecie przyjechać i popatrzeć jak ćwiczę i jak mi idzie.

-Świetny pomysł!- zaszczebiotała mama Stephana.

-Praktycznie codziennie jeździmy do naszego ośrodka treningowego i tam ćwiczę, więc tylko powiedzcie kiedy macie czas i załatwimy wam wejście. Przy okazji poznacie mojego rehabilitanta. Jest naprawdę niesamowity, mówię wam. Jeśli kiedyś będziecie potrzebowali jakiejś rehabilitacji, to tylko do Martina.

Coraz bardziej zaczęło irytować Stephana to, że praktycznie w każdej rozmowie musiał pojawić się Martin. Oczywiście rozumiał to, że on był ważną częścią rehabilitacji Andreasa, ale kiedy w ciągu dnia słyszał jego imię trzydzieści razy dostawał szału. Podczas powrotu do domu nie umknęło to uwadze Andreasa.

Stephan udawał, że wszystko jest w porządku, bo cały czas rozmyślał o tym, czy powinien powiedzieć mu o tym, że to Martin odwołał jego wizyty, a nie Stefan. Nie chciał tego robić, bo widział jak bardzo Martin motywuje Andreasa do pracy. Gdyby stracił zaufanie do Martina i się na nim zawiódł, jego rehabilitacja przestałaby przynosić pożądane efekty.

Wieczór upłynął im na oglądaniu filmu i cieszeniu się ostatnimi wspólnymi chwilami. Andreas uwielbiał leżeć Stephanowi na kolanach. Przed tym wypadkiem i wyjazdem Stephana spędzali tak każdy wieczór. Dopiero wtedy Andreas uświadomił sobie, jak bardzo tak naprawdę ich życie się zmieniło i jak się od siebie oddalili. Miał wrażenie, że teraz on i Martin są ze sobą bliżej niż on ze Stephanem.

USOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz