Stephan opowiedział Michaelowi o tym, co ostatnimi czasy działo się między nim a Andreasem. Oczywiście Michael musiał go najpierw podlać whiskey.
-Czyli co? To koniec? Tak po prostu?
-Na to wygląda.
-Przez pierwszego lepszego idiotę chcecie ot tak rozpieprzyć to, co budowaliście latami? Nawet jak byliście setki kilometrów od siebie, w innych krajach, w najgorszych chwilach swojego życia... Przecież to się nie może tak skończyć.
-To się już skończyło.
-I co? Chcesz się poddać? Tak po prostu?
-A co mam zrobić? Mam pojechać do tego wszarza i dać mu po mordzie?
-TAK. Andreasowi najlepiej też. A jak nie masz serca tego zrobić, to ja cię mogę wyręczyć.
-Mogłem stąd nie wyjeżdżać. Wtedy nic by się nie stało.
-I zaprzepaściłbyś taką szansę?
-I tak zaprzepaszczę. Zadzwonię do mojego szefa i zrezygnuję z tego kontraktu. Nie mam siły dalej jeździć i uśmiechać się jak debil opowiadając o szesnastowiecznym malarstwie, kiedy jedyne co mam ochotę zrobić to się załamać i strzelić sobie w łeb.
-Już jestem! Przepraszam, że tak długo musiałeś być sam, ale trafiłem w urzędzie na jakąś wredną babę i... o, cześć Stephan. Co ty tu robisz i dlaczego tak okropnie wyglądasz?- Stefan jak zawsze wykazał się dyplomacją. Jak na człowieka, który ma ratować psychikę innych nie był zbyt taktowny.
Stephan jeszcze raz musiał opowiedzieć o wszystkim. Nie przyszło mu to łatwo, bo każde wspomnienie Andreasa wywoływało ścisk w jego sercu. Długo dyskutowali nad rozwiązaniem tej sytuacji. Stephan potrzebował samotności i czasu na przemyślenie czy chce jeszcze walczyć o swój związek. Potrzebował neutralnego miejsca z daleka od Andreasa.
-Mam pomysł- powiedział Michael.
Andreas siedział sam w domu i rzucał wszystkim co mu tylko wpadło w ręce. Był tak wściekły, że najchętniej zatłukłby kogoś na śmierć. Na całe szczęście w pobliżu nie było nikogo na kim mógłby się wyładować. Nie tego chciał i nie tego się spodziewał. Miał nadzieję, że Stephan będzie żałował tego co zrobił i będzie się starał jakoś załagodzić sytuację. Niestety, on odwrócił sytuacje do tego stopnia, że to Wellinger zaczął się czuć winny.
Następnego dnia z samego rana usłyszał dźwięk domofonu. Na początku nie miał zamiaru podnosić się z kanapy, bo nie chciał nikogo oglądać. Kiedy jednak dzwoniący nie odpuszczał Andreas pomyślał, że to jego mama. Nie mógł nie otworzyć. Nawet nie sprawdził kto stał przy jego bramie. Po prostu ją otworzył. Zaczekał przy drzwiach aż rozlegnie się pukanie.
-Cześć mamo- powiedział zmęczonym głosem. Jednak się pomylił.
-Cześć tato- odpowiedział Karl- Co się stało? Wyglądasz jakbyś został zjedzony, strawiony i wydalony na trawę, po czym zdeptany i ściągnięty z podeszwy buta.
-Nic. Przyszedłeś w jakimś konkretnym celu?
-Tak, byłem umówiony ze Stephanem, mieliśmy jechać wybierać pierścionek dla Seliny. A co? Nie mówił ci?
-Nie ma go. Nie wiem gdzie jest, to już nie moja sprawa. A teraz przepraszam, muszę wracać do swoich zajęć- Andreas chciał zamknąć drzwi, ale Karl skutecznie mu to uniemożliwił.
-Słucham? Co to ma znaczyć? Pokłóciliście się czy coś?
-Nie jesteśmy już razem, a teraz daj mi już święty spokój. Z nim sobie rozmawiaj.
CZYTASZ
US
Hayran Kurgu"Jedź, nie mogę pozwolić ci tutaj zostać. Poradzę sobie, a jeśli nie to najwyżej zatrudnimy kogoś, kto będzie mi pomagał". Czy te słowa brzmią jak początek końca? Tak. Kontynuacja "Love Policy" i "Only You".
