Część 19

216 37 20
                                        

Stephan wracał do domu i czuł, że coś jest nie tak. Nie miał z Andreasem żadnego kontaktu i wiedział, że Martin maczał w tym swoje paluchy.

Na podjeździe przed domem nie było jego auta. Stephana zastanawiało dlaczego tak szybko się stamtąd zmył. Zawsze czekał na niego i próbował mu dowalać. Niemożliwe, żeby mu się nagle odwidziało.

-Już jestem- zakrzyknął przekraczając próg. Nie usłyszał żadnej odpowiedzi. W pierwszej chwili na myśl przyszło mu, że Martin gdzieś pojechał z Andreasem.

Wszedł do salonu i zobaczył siedzącego nieruchomo na fotelu Andreasa, który na kolanach miał położone kule. Dopiero po chwili chłopak podniósł wzrok i spojrzał na niego. Stephan jeszcze nigdy nie widział takiej złości w oczach Andreasa.

-Cześć- powiedział cicho Stephan licząc, że jakimś cudem zaraz nie dostanie kulą w głowę.

-Masz mi coś do powiedzenia?- głos Andreasa był szorstki i niski. To już nie był ten Andreas. Teraz brzmiał i wyglądał jakby wstąpił w niego demon.

-A powinienem?

-A nie powinieneś?!- Andreas krzyknął- Powinieneś i to już dawno. Na przykład wtedy, kiedy się dowiedziałeś z kim będziesz mieszkał.

-O co ci chodzi?

-O to- Andreas wyjął z kieszeni kraciastej koszuli zdjęcie, które pokazał mu Martin. Wywołał je sobie i na początku chciał oprawić w ramkę, ale stwierdził, że nie będzie się starał. Rzucił je na kawowy stolik i bacznie obserwował każdy ruch Stephana.

Stephan podniósł zdjęcie i poczuł, że jego serce się zatrzymuje, krew odpływa z mózgu a nogi miękną. Skąd Andreas miał to zdjęcie? Stephan w pierwszej chwili nawet nie pamiętał okoliczności, w których ono zostało zrobione.

-Zdjęcie z czasów studiów.

-Tak, dobra odpowiedź. To, że byłeś na studiach wiedziałem. Ale tego, że Erik jest nie tylko twoim współlokatorem, ale też byłym facetem dowiedziałem się od osoby postronnej, a nie od ciebie KOCHANIE.

-Przepraszam, że ci nie powiedziałem, ale nie chciałem cię denerwować. Ja też dowiedziałem się o tym późno, gdyby mi od razu powiedzieli z kim będę pracować, to bym nie pojechał.

-Nie no, jasne. Wcale się nie denerwuje. Czuję się jak na pierdolonych wakacjach, brakuje mi tylko drinka z parasolką- krzyk Andreasa huczał Stephanowi w głowie. Z każdym słowem robił się coraz głośniejszy- Jak mogłeś?!

-Ale co mogłem? Ci nie powiedzieć? Przecież przeprosiłem. Chyba nie sądzisz, że między mną a Erikiem do czegoś doszło podczas tych wyjazdów?

-Nie, no skądże. Mieszkałeś ze swoim byłym i nic mi o tym nie powiedziałeś. Nie mam żadnych powodów do złości i zazdrości. To co? Kawka, herbatka? Obiadek? Poudawajmy, że nic się nie stało- Andreas podniósł się z miejsca i wspomagając się kulami poszedł do kuchni. Nie omieszkał szturchnąć Stephana barkiem.

-Ale nic się nie stało! Nie mam pojęcia skąd wygrzebałeś to zdjęcie.

-Może powinienem przejrzeć zdjęcia z tych twoich wyjazdów, co? Może tam znaleźlibyśmy coś ciekawego.

-Znaleźlibyśmy? Czyżbyś to zdjęcie dostał od swojego pupilka?

-Nie mów tak o nim- wycedził przez zaciśnięte zęby.

-No tak, mogłem się tego spodziewać. Naprawdę nie widzisz tego, że on chce nas skłócić i dobrze mu to wychodzi jak widać?

-Martin nie jest tutaj niczemu winien.

-Oczywiście. Martin, Martin, Martin. Odkąd się tutaj pojawił, to mówisz o nim na okrągło. Zostawiam cię tutaj z nim i jakoś nie robię ci jakichś pojebanych scen zazdrości! Nawet pomimo tego, że kiedy rozmawiałeś ze mną przez telefon nawijałeś o nim jak najęty zamiast zapytać co u mnie.

-Z problemami mogłeś pójść do Erika. A przepraszam, zapomniałem że miałeś go cały czas przy sobie.

-Tak jak ty Martina. Czemu go tutaj nie ma? Już pojechał po resztę swoich rzeczy, żeby się wprowadzić i zająć przy tobie moje miejsce?

-On przynajmniej mnie nie oszukiwał.

-Taki jesteś pewien? To zapytaj go, dlaczego odwoływał twoje wizyty u Stefana. Rozmawiałem z nim, nie był w Austrii. Myślał, że to ty odwoływałeś te spotkania z powodu bólu albo bo po prostu nie miałeś siły- Andreas stał oparty o blat, tyłem do Stephana. Ciężko oddychał i trzęsły mu się ręce- I co? Tego ci już Martin nie powiedział, bo po co?

-Zamknij się już! Nie chcę tego słuchać.

-Bo co? Boli, prawda? Ale tego, że mnie bolą twoje podejrzenia i brak zaufania to już nie widzisz?

-A jak mam ci zaufać? Kurwa, mogłeś mi powiedzieć o tym na początku. Byłbym zły, ale przynajmniej bym wiedział, że jesteś ze mną szczery.

-Przecież cię przeprosiłem! Przedstawiłem ci ostatnio Erika, a teraz chciałem ci powiedzieć prawdę, ale ty oczywiście postanowiłeś zrobić mi o to awanturę, bo zapewne tak ci doradził twój szanowny przyjaciel, tak? Co ci jeszcze naopowiadał? Co ci jeszcze obiecał? MÓW!

W odpowiedzi Stephan otrzymał przelatujący koło niego kubek. Naczynie rozbiło się o ścianę i rozsypało się po podłodze.

-Ani słowa więcej o Martinie. Próbujesz odwrócić kota ogonem, a jedyną winną tej sytuacji osobą jesteś ty. Ja ci już nie ufam.

-Czyli co? To koniec? Chcesz mi powiedzieć, że zostawiasz mnie po tym co razem przeszliśmy, bo ten dupek namieszał ci w głowie? Czy chcesz to zrobić, bo z nim będzie ci wygodniej?

-Nie mam ci już nic więcej do powiedzenia.

Stephan przysiągł sobie, że pokaże swojej słabości przy Andreasie. Podszedł do szafki i wyciągnął drugi kubek. Z tego samego kompletu, kupiony na tych samych wakacjach, z drugą połową serca na uchwycie. Wyjął też niebieski kubek Martina i cisnął nimi oboma o ścianę.

-Popatrz sobie na tą górę kawałków. Dobra przenośnia tego co z nas zostało. I te niebieskie resztki na środku. Wymowne, prawda?

Stephan poszedł na górę i spakował część swoich rzeczy do dużej, sportowej torby. Kiedy ją zamykał, spojrzał na stojące na szafce nocnej zdjęcie, przedstawiające jego i Andreasa wtulonych w siebie i uśmiechających się od ucha do ucha. Wyjął je z ramki i przedarł na pół. Połówkę ze swoim wizerunkiem schował do kieszeni i zbiegł po schodach. Chwycił kluczyki do swojego auta, które od jego pierwszego wyjazdu wisiały przy drzwiach i wyszedł na zewnątrz. Wsiadł do swojego samochodu i wyjechał z posesji. Ujechał kilkadziesiąt metrów po czym zatrzymał się i zaczął walić pięściami w kierownicę.

Ilość przekleństw, które wydostały się wtedy z jego ust była większa niż liczba bluzgów wypowiedzianych przez całe jego życie. Po napadzie złości przyszła fala rozpaczy. Rozwiązał swój krawat i rzucił go na siedzenie obok.

Nie wiedział dokąd miał pojechać. Do hotelu? Do rodziców? Do Karla? Do Richarda? Do Stefana? Żadna z tych opcji nie wydawała mu się być odpowiednia. Niestety, coś musiał wybrać. Musiał z kimś porozmawiać, musiał się komuś wypłakać. Kto lepiej zrozumie co czuje od psychologa?

Zapukał w mahoniowe drzwi i chwilę poczekał na jakąkolwiek reakcję. Kiedy drzwi się otworzyły popatrzył w błękitne oczy, w które kiedyś tak kochał się wpatrywać. W ciągu sekundy przysłoniła je mgła troski i zmartwienia.

-Cześć, jest Stefan?

-Nie, pojechał załatwić jakieś urzędowe sprawy. Co się stało?

-Nic. W takim razie nie będę przeszkadzał.

-Stój- chłodne palce zacisnęły się na nadgarstku Stephana- A ja nie będę narażał życia twojego i innych ludzi, wpuszczając cię w takim stanie za kółko. Nie wiem co się stało, ale nie zostawię cię z tym samego. Wchodź.

Stephan jeszcze raz popatrzył w błękitne tęczówki i zobaczył w nich coś, czego właśnie wtedy najbardziej potrzebował- spokój i zrozumienie.


Idę zakopać się w bunkrze, bo wiem, że będziecie próbować mnie zamordować. Adios!

USOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz