Część 24

273 37 4
                                        

-Jak to wiesz gdzie on jest? Skąd?- zapytał Andreas, kiedy otworzył Richardowi drzwi.

-W aucie ci opowiem, jedziemy. 

-Ja nie wiem czy chcę tam jechać. Boję się. 

-O nie, kolego. Nie ma takich zagrań. W tej chwili ubierasz buty i jedziemy. Ja nie po to nie śpię od dwóch dni, żebyś ty mi teraz takie numery odstawiał. Do auta w podskokach.

Andreas chyba nigdy w życiu nie bał się tak jak podczas tej jazdy. Układał sobie w głowie to, co chciał powiedzieć Stephanowi chociaż wiedział, że kiedy go zobaczy zapomni o wszystkim i będzie dukał przypadkowe słowa.

-Kto ci powiedział gdzie on jest?

-Stefan się wygadał. Nie powiedział, że jest dokładnie tam, ale nie ma innego domku letniskowego. Podobno Michael tam u niego jest.

-Aha, czyli jak on tam jest to raczej już nie mam szans na wskóranie czegokolwiek. Jestem na straconej pozycji.

-Na straconej pozycji to jesteś od dnia, kiedy się rozstaliście więc już powinieneś mieć gotową linię obrony. Po prostu wyjaśnij mu wszystko.

-A jak nie będzie chciał mnie słuchać?

-Andreas, ja nie wiem. Ja go miałem tylko znaleźć i to zrobiłem. Reszta to twoja działka.

Zwykle ta droga mijała Andreasowi dużo wolniej. Pewnie dlatego, że jak już tam jechał, to robił to w ramach wakacji. 

-No, to jesteśmy. Nie ma żadnego auta, więc Michaela pewnie też już nie ma. 

-Nie pójdziesz ze mną?

-Ja tutaj poczekam. Jak zobaczę kubki wylatujące z okien to wkroczę do akcji i cię wybawię.

-Boję się.

-Ale bardziej się boisz czy bardziej go kochasz? 

-Dobra, idę.

-Powodzenia, stary.

Andreas czuł, że traci czucie w nogach. Z każdym krokiem, który wykonywał czuł coraz większe wyrzuty sumienia i złość na samego siebie. Trudno, sam do tego doprowadził, więc teraz musiał za to zapłacić. 

Ta panująca dookoła cisza wcale mu nie pomagała, bo jego myśli atakowały go ze zdwojoną siłą. Stał przy drzwiach i walczył ze sobą czy zapukać czy uciec. 

-Dobra, teraz albo nigdy- powiedział do siebie i zapukał. 

Przez chwilę nie słyszał żadnej reakcji ze środka. 

-Czego zapomniałeś ty sklerotyk...- Stephan urwał i przetarł oczy- Mnie się to kurwa śni. Co ty tu robisz?

-Chcę z tobą porozmawiać.

-Ale ja nie chcę- Stephan chciał zamknąć drzwi, ale Andreas uniemożliwił mu to swoją nogą.

-Nie odejdę stąd dopóki ze mną nie porozmawiasz. 

-Nie mam ochoty na ciebie patrzeć, rozumiesz? Wracaj do swojego nowego wybranka i daj mi święty spokój!

-Chcę cię przeprosić. Proszę cię, poświęć mi pięć minut.

Stephan przez chwilę nic nie mówił, aż w końcu odsunął się od drzwi i wpuścił Andreasa.

-Masz pięć minut- Stephan oparł się o blat w kuchni plecami i starał się unikać spojrzenia Andreasa. Wiedział, że jak popatrzy mu w oczy to źle się to skończy.

-Martin zrobił to zdjęcie bez mojej wiedzy i zgody. Byłem na proszkach nasennych i dlatego nie obudziłem się, kiedy władował mi się do łóżka. Między nami nigdy do niczego nie doszło i nic mnie z nim nie łączy. Zwolniłem go po naszej kłótni. 

USOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz