Część 10

287 37 18
                                        

Stephan bezskutecznie próbował dodzwonić się do Andreasa. Chciał zobaczyć jego roześmianą buzię, chciał posłuchać o postępach w leczeniu i chciał powiedzieć jak bardzo za nim tęsknił. Niestety Andreas nie odbierał. 

-Pewnie śpi, daj chłopakowi spokój- odezwał się Erik, kiedy Stephan po raz szesnasty próbował dodzwonić się do ukochanego.

-Na pewno nie śpi. Codziennie mieliśmy rozmawiać. Nie zasnę, jeśli go nie zobaczę- Stephan zrzucił z siebie kołdrę, bo z nerwów zrobiło mu się gorąco. 

-Eh, nic się nie zmieniłeś- odpowiedział Erik i odwrócił się plecami do Stephana.

-Co masz na myśli?

-Mnie też cały czas sprawdzałeś. 

-Słucham?

-Słyszałeś co powiedziałem. 

-Wcale go nie sprawdzam- oburzył się Stephan.

-Obaj wiemy, że sprawdzasz. Ze mną robiłeś to samo, ale nie miałem do ciebie o to żalu, bo Michael okazał się zdradzającym gnojkiem, więc chcąc uniknąć ponownego rozczarowania i starałeś się mnie kontrolować. Teraz jest kolej Andreasa i widzę, że nie możesz znieść myśli, że on jest tam sam z tym jego rehabilitantem. Jesteś zwyczajnie zazdrosny. 

-Z tobą to było co innego, a poza tym to było dawno i dużo rzeczy się zmieniło.

-Oprócz ciebie. A teraz dobranoc. 

Stephan na początku był zły na Erika za złamania umowy, której założeniem było nie wspominanie ich związku, ale po chwili zaczął sobie uświadamiać, że on miał rację. Niestety, nieważne jak bardzo Stephan by się starał, nie potrafił nie być zazdrosny o Martina. Kochał Andreasa i ufał mu, ale cały czas miał z tyłu głowy Michaela, który pod jego nieobecność szukał sobie przygód. 

Nie, Andreas to nie Michael. A może...

-Andreas, jesz tosty czy muszę się jakoś bardziej wysilać?- zapytał Martin, który mijał wyglądającego przez okno Wellingera. 

-Nie chce mi się jeść. 

-Coś się stało?

-Stephan się nie odzywa. Myślałem, że rano chociaż jakiegoś SMSa będę od niego miał, ale nie. Nic. Cisza. 

-Na pewno jest zajęty. On tam pojechał do pracy, a nie wisieć na telefonie.

-Wiem, ale obiecał mi, że będziemy codziennie rozmawiać.

-Jeszcze się nie nauczyłeś, że nie wszyscy dotrzymują słowa? 

Nie, Stephan to nie "wszyscy".  A może...

Pomimo całodobowej i wykwalifikowanej "opiekunki", Andreasa bardzo często odwiedzali jego przyjaciele. Nie inaczej było też tego dnia. Karl z uśmiechem wkroczył do domu i od razu zaczął raczyć Wellingera żartami, na które Andreas w tamtej chwili nie miał najmniejszej ochoty. Wysilił się na uśmiech i udawał, że wcale nie chce zamknąć się w pokoju i nie wychodzić, dopóki nie porozmawia ze Stephanem. 

Ten chwilowy brak kontaktu źle wpływał na Andreasa. Nie tylko pod względem psychicznym, ale i fizycznym. Dawno rehabilitacja i ćwiczenia nie sprawiały mu takiego bólu. Nie umknęło to uwadze Martina. 

-Ej, co z tobą? Ostatnio już prawie wstałeś, a teraz ledwo podnosisz nogę. 

-Nie mam siły. Przepraszam, ale nic z tego dzisiaj nie będzie- powiedział Andreas i podniósł się ze specjalnej maty do ćwiczeń. 

-Źle się czujesz? Zawieźć cię do lekarza?- Martin usiadł obok niego i objął Andreasa ramieniem.

-Nie, lekarz mi nie pomoże. 

USOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz