Część 16

222 37 11
                                        

-Kochanie, śpisz?- Andreas dźgał Stephana w ramię palcem- Słońce, wstawaj. Stephan, będziesz mi musiał zrobić zastrzyk- powiedział głośniej Andreas i poszturchał Stephana. Nie takiego powitania się spodziewał w sobotni poranek. 

-Co? Jaki zastrzyk?- półprzytomny Stephan próbował przetrawić to, co właśnie mówił do niego Andreas.

-Normalny. 

Przerażenie Stephana było wymalowane na jego twarzy. Odwrócił się do Andreasa i miał nadzieję, że chłopak zaraz klepnie go w ramię i powie "Taki żarcik". Niestety, nie usłyszał tego co chciał.

-Jaja sobie robisz?

-Nie.

-Przecież ja w życiu zastrzyku nie robiłem. Nie umiem, sam sobie zrób. 

-Nie wbiję sobie sam igły. Jeśli chcesz to zadzwonię po Martina.

-Nie! Yyy... no dobrze. Ale w tej chwili?

-Tak. 

-Dobra, tylko mi musisz powiedzieć które lekarstwo mam ci tam dać.

-Przynieś mi tylko z szafki w kuchni tą moją apteczkę i ja sobie sam to przygotuję. 

-Eh, człowiek chciał pospać to temu się zastrzyków zachciewa. Masz szczęście, że cię kocham jak wariat, bo inaczej za obudzenie mnie musiałbym cię zamordować. 

Stephan co chwila trafiał na jakieś rzeczy Martina. Już sam widok jego kapci doprowadzał Stephana do szału. Zadomowił się tam na amen. Niedoczekanie. 

Apteczka Andreasa ważyła więcej niż on sam i była wielkości małego piekarnika. Najważniejsze, że te lekarstwa mu pomagały dojść do siebie. 

-Wróciłem- powiedział i dumnie wkroczył do pokoju. Andreas szybko odłożył swój telefon i podniósł się do pionu.

-Bardzo się z tego cieszę. Daj, muszę sobie przypomnieć jak to się robi.

-Nie brałeś tych leków jeszcze?

-Brałem, ale zawsze robił to Martin. To będzie zastrzyk, który ma zapobiegać drętwieniu, wczoraj o nim zapomniałem i dziś w nocy myślałem, że mnie krew zaleje. 

-To czemu mnie nie budziłeś? Zrobilibyśmy to wcześniej. 

-Tak słodko spałeś, że nie miałem serca. Czekaj, żebym się nie pomylił, bo będzie wesoło. Okej, wszystko git.

Stephanowi robiło się słabo na sam widok tej strzykawki. Nie była duża, igła też wydawała się być całkiem znośna, ale fakt, że miał ją wbić w ciało Andreasa i sprawić mu ból go przerażał.

-Dobra, dawaj tą rękę i miejmy to za sobą, bo aż mi niedobrze- Stephan usiadł obok Andreasa i trzymając strzykawkę w dwóch palcach starał się na nią nie patrzeć.

-To ma być domięśniowo. 

-Czyli co?

-Czyli możesz sobie wybrać. 

-Gdziekolwiek?

-Nie. W udo albo w tyłek. Wybieraj.

Andreas się uśmiechnął i przez ułamek sekundy Stephan miał nadzieję, że on żartuje. Niestety, to nie były żarty. Chwilę później coś do niego doszło. 

-Moment, chcesz mi powiedzieć, że Martin robił ci zastrzyki w tyłek? 

-Yyy... niee. 

-Kłamiesz!

-Nie! Popatrz- Andreas ścisnął swoją skórę na udzie i pokazał Stephanowi ślady po wkłuciach. 

-Masz szczęście. Dawaj tą nogę i miejmy to za sobą. 

USOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz