Gdy Park Jimin i Kim Taehyung wyruszają do nawiedzonego domu, szybko przekonują się, że na świecie istnieją zjawiska, których nie da się po prostu zdefiniować, ani dokładnie wytłumaczyć.
Życie Jimina komplikuje się za sprawą jednego, małego, niefor...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
○ 𝓹𝓵𝓪𝔂𝓲𝓷𝓰 𝔀𝓲𝓽𝓱 𝓯𝓲𝓻𝓮 ●
Kim Taehyung jeszcze nigdy w życiu nie był tak przerażony, jak w momencie, w którym usłyszał głośny huk w pokoju swojego przyjaciela. Przez chwilę czekał, aż ktoś zjawi się w pomieszczeniu, jednak nikogo nie ujrzał ani nie usłyszał. Zapadła przerażająca cisza, od której chłopak miał zamiar rwać sobie włosy z głowy. Po Jiminie nie było ani śladu, więc chłopak się rozłączył. Dochodziła godzina druga, a on wiedział, że teraz na pewno nie zaśnie, nie wiedząc, co się dzieje z młodszym, dlatego wstał i szybko ubrał się w ubrania spoczywające na krześle. Zabrał najpotrzebniejsze rzeczy i migiem zbiegł po schodach. Już miał wychodzić, gdy zatrzymał go głos, akurat tuż przy samych drzwiach wyjściowych.
⎯ A ty gdzie się wybierasz, nocny marku? Nie wystarczyła ci ta wasza przygoda? ⎯ W kuchni paliło się światło, a przy blacie stała matka chłopaka ze szklanką w trupiobladej dłoni. Była wyraźnie zmęczona. Prawdopodobnie znów przysnęła przed telewizorem, jak codziennie jej się to zdarzało od wyprowadzki taty.
⎯ Mamo, wystraszyłaś mnie! Dlaczego nie śpisz? ⎯ spytał osiemnastolatek, łapiąc się za serce.
⎯ Spałam, ale twoja nocna konwersacja mnie obudziła. Strasznie krzyczałeś ⎯ mruknęła, obracając w dłoni naczynie.
⎯ Tak, tak, a teraz lepiej mi powiedz, gdzie się wybierasz o takiej porze, bo nie uwierzę, że tylko na papierosa. ⎯ Chłopak dźwięcznie się zaśmiał. Doskonale pamiętał te lata, kiedy używał ów staromodnej wymówki. Może to dziwnie brzmiało, że dzieciak wychodzi na papierosa, ale często używał tego sformułowania w celu prześmiewczym. Do dzisiaj jednak cieszył się, że nie został przyłapany na paleniu. Jak widać, każdy miał coś za uszami, nawet pozornie czysty Kim Taehyung.
⎯ Masz racje, tym razem to nie papieros. Chcę iść do Jimina ⎯ oznajmił pewnie. ⎯ Jestem pewien, że coś mu się stało.
⎯ Do Jimina o drugiej w nocy? Dziecko, zgłupiałeś?! Co mogło mu się stać? Pewnie chłopak już dawno śpi ⎯ powiedziała stanowczo kobieta i zbliżyła się do syna, kładąc swoje dłonie na jego ramionach.
⎯ Mamo, nie rozumiesz... ⎯ zaczął się tłumaczyć, wpatrując się w jej zatroskane oczy.
⎯ Rozumiem doskonale, że się o niego martwisz, ale nie pozwolę ci wyjść. ⎯ Zakluczyła drzwi, dając mu wyraźny znak, że o wyjściu o tej godzinie może sobie jedynie pomarzyć. ⎯ Wracaj na górę i do spania!
⎯ Mamo, jestem pełnoletni! ⎯ oburzył się.
⎯ Nie pod moim dachem! Taehyung, nie utrudniaj tego i posłuchaj mnie. Jestem pewna, że z Jiminem jest wszystko w porządku. Odwiedzisz go jutro. ⎯ Kobieta zabrała klucz z jego ręki i ruszyła schodami ku sypialni, chwiejąc się na boki. Wyglądała, jakby za chwilę miała paść na twarz i zasnąć. Taehyung tylko zacisnął dłonie w pięści i zdenerwowany wrócił się do pokoju, mocno trzaskając drzwiami. Jego rodzicielka usłyszała trzask, ale tylko pokręciła bezradnie głową, nie mając ochoty na awanturę w środku nocy. Chwyciła ramkę umieszczoną na komodzie przy łóżku, gdy już dotarła do swojej sypialni. Samotna łza spłynęła po jej bladym policzku.