Gdy Park Jimin i Kim Taehyung wyruszają do nawiedzonego domu, szybko przekonują się, że na świecie istnieją zjawiska, których nie da się po prostu zdefiniować, ani dokładnie wytłumaczyć.
Życie Jimina komplikuje się za sprawą jednego, małego, niefor...
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
○ 𝓹𝓵𝓪𝔂𝓲𝓷𝓰 𝔀𝓲𝓽𝓱 𝓯𝓲𝓻𝓮 ●
Na pewno znacie ten słynny moment, kiedy zapada cisza, a wszystko sprawia wrażenie, jakby zamieniło się nagle w próżnię, gdzie nie słychać żadnego dźwięku, nie ma przy nas ciepła drugiego ciała i jesteśmy po prostu zdani sami na siebie. Czasem z własnej woli zamykamy się w takiej próżni, by odciąć się od reszty świata i pomyśleć, ale zdecydowanie częściej to ktoś nas w niej umieszcza. Czujemy się wtedy na pewno nieswojo, zresztą - od zawsze tak było. Brak kontaktu z drugim człowiekiem oraz ciemność sprawiały, że przeczuwaliśmy, iż coś jest nie tak, czegoś nam brakuje. Ludzie zostali już tak skonstruowani, że ciągnie ich do innych, nawet jeżeliby się tego nie wiadomo jak mocno wypierali.
Gdy myślę o takiej próżni, od razu dostrzegam klatkę, a w niej uwięzionego człowieka, który cierpi. Choć żaden dźwięk nie ma prawa się tam ujawnić, to słychać w oddali ciche szepty powiązane z naszą intuicją czy chociażby z sumieniem, albo tym instynktem, który zawsze w niebezpiecznych sytuacjach każe nam uciekać. Ten głos staje się coraz głośniejszy, jakby chciał ostrzec nas przed czymś, co zaraz miało nadejść, w jakiś sposób nas na to przygotować. Myślimy wtedy, że kompletnie oszaleliśmy, jak widać na przykładzie drobnego blondyna, którego życie do tej pory było zupełnie normalne -nie znamy jeszcze dobrze tego świata i nie wiemy, co czyha za rogiem. Takie rozmyślania zawsze wprowadzają nutkę grozy, że może te wszystkie chore scenariusze w naszej głowie kiedyś się spełnią. Może powinniśmy być przygotowani na każdy z nich?
Wracając do momentu, który porównałam do tego zacnego zjawiska z fizyki - cisza przed burzą. Gdyby wziąć to bardziej od strony definicji; cisza przed burzą jest pozornym spokojem, podczas którego często nie zapowiadają się żadne gwałtowne wydarzenia, awantury czy kłopoty.
Cisza przed burzą również wywołuje u nas przerażenie, zdezorientowanie, ale też pewną podejrzliwość. Gdy oglądamy horror każde nagłe, gwałtowne wydarzenie, poprzedza moment w którym wszystko cichnie. Zanim poznamy ten typowy schemat, nie spodziewamy się, że coś takiego może nastąpić właśnie teraz. Z każdym kolejnym razem kiedy spotykamy się z pozornym spokojem, jesteśmy już w stanie przewidzieć, że zaraz się on skończy, a po nim nadejdzie coś, co nami wstrząśnie.
Życie i film różnią się od siebie diametralnie, to chyba klarowne, ale łączy je właśnie cisza przed burzą. W mgnieniu oka nasz poukładany świat może ulec całkowitej zmianie; prawda może okazać się kłamstwem, a przyjaciel wrogiem. Jesteśmy przerażeni i tkwimy w tej ciszy. Nie możemy się ruszyć, jesteśmy sparaliżowani i z góry skazani na czekanie na moment, na który jest już za późno, aby mieć wpływ. Wszystko jest przesądzone i na nic nie można wpłynąć. Nie jesteśmy w stanie zmienić historii, nie jesteśmy w stanie cofnąć się w czasie, a szkoda, bo myślę, że wielu z was by z takiej możliwości skorzystało. Nie możemy wymazać kartek zapisanych atramentem. Jasne, możemy je wyrzucić, ale czy jest jakikolwiek sens takiego działania, skoro w ostateczności jedyne co może wymazać naszą pamięć, jest tylko jej utrata?