Druga część rozdziału oddzielona znakami Proxy została dodana podczas korekty. Polecam zapoznać się z jej treścią.
~ allis
°°°
5 października, 2013.
Założył na głowę kaptur. Z rękami w kieszeniach mijał sklepy, budynki i przechodniów. Białe bandaże zmieniły kolor na czerwony. Nie potrafił powstrzymać się od gryzienia swoich dłoni i palców do krwi, a nieczułość na bodźce bólowe jeszcze bardziej utrudniała mu zerwanie z owym destrukcyjnym nawykiem. Szedł powoli, nie rozglądając się. Patrzył w jeden punkt zlokalizowany gdzieś przed sobą. Nigdzie mu się nie spieszyło. Było już dawno po lekcjach, a Toby nie miał żadnych planów na dzisiejszy wieczór. Od ostatnich kilku miesięcy miał okazję spędzić trochę czasu z Allis i jej znajomymi.
Chyba w końcu poczuł namiastkę przyjaźni. Nawet dołączył nieoficjalnie do zespołu założonego przez Aidena i Allis, jako autor tekstów i zastępca perkusisty. Zaakceptowali go, a Aiden okazał się jego pierwszym kumplem. Ainsworth nie zachowywał się jak ci wszyscy chłopcy ze szkoły. Był najstarszy w paczce, bowiem miał już dziewiętnaście lat. Toby lubił swoich znajomych, jednak czasem potrzebował izolacji i samotności. Pasowało mu jego własne towarzystwo.
Muzyka była czymś, co mogło metaforycznie przenieść Rogersa do innego świata. Do tylko jemu znanego wymiaru. Nienawidził rzeczywistości, wolał żyć w wyimaginowanym uniwersum, tworząc scenariusze, które nigdy się nie wydarzyły i prawdopodobnie nigdy nie wydarzą. Odkąd odeszła jego siostra, życie stało się puste i bezsensowne.
A przyjaciele, choć ważni w jego życiu, nie byli w stanie wypełnić pustki. Niby minął już rok, ale on wciąż czuł się tak, jakby to było wczoraj.
Jego ojciec bardziej rozkręcił się z piciem. Teraz codziennie był pod wpływem i każdego dnia dochodziło do jakiejś awantury, a przemoc psychiczna ponownie przerodziła się w tę fizyczną. Toby'ego nie obchodziło, ile razy ten skurwysyn go bił, skoro i tak nie odczuwał bólu. Nie mógł znieść jedynie faktu, iż ojciec znęcał się nad matką. Ojciec? Nigdy nie uważał tego człowieka za ojca. Mężczyzna ten był nim jedynie biologicznie, jednakże nie pod względem więzi czy uczuć. Nie zasługiwał na to określenie.
Ten potwór obwiniał go za śmierć Lyry, ponieważ do wypadku doszło wtedy, gdy blondynka odbierała młodszego brata ze szkoły. Jechali samochodem. Wystarczyła chwila nieuwagi, aby pojazd zderzył się z ciężarówką. Toby przeżył, jednak Lyra nie miała już tego szczęścia.
Dwadzieścia jeden lat. Była taka młoda, cała przyszłość stała przed nią otworem. Ale niestety, jakiś zjeb, który wygrał prawo jazdy w chipsach, wsiadł za kółko, nie mając choćby najmniejszych umiejętności potrzebnych kierowcy. Był pewien, iż wypadek nie był winą siostry.
Czuł, że to właśnie on był za wszystko odpowiedzialny. Najchętniej by się z nią zamienił. Był niemal pewny, że dla każdego byłoby lepiej i matka nie rozpaczałaby za nim tak bardzo, jak za Lyrą.
"Gdybym wrócił na nogach, to nie byłoby tego pierdolonego wypadku. Dlaczego zgodziłem się, żeby po mnie przyjechała?"
Przeszedł na drugą stronę, będąc zmuszony do przemierzenia tej nieco bardziej zaludnionej części miasta. Wciąż odpływał w swój własnymi świat, zerkając na mijających go, zapracowanych ludzi. Szkoła znajdowała się blisko parku, w tej nieco mniej zatłoczonej części miasta. Molowe akordy rozbrzmiewały w słuchawkach, wywołując nieopisane uczucie smutku oraz nostalgii. What happened to you? autorstwa Deftones zawierało w tytule idealnie dobrane pytanie retoryczne. Adekwatne do sytuacji i niebywale realne, jak na ten moment.
CZYTASZ
I.𝖎𝖓𝖋𝖔𝖗𝖒𝖎𝖘 𝖈𝖗𝖊𝖆𝖙𝖚𝖗𝖆 ⦻ 𝔰𝔩𝔢𝔫𝔡𝔢𝔯𝔳𝔢𝔯𝔰𝔢
FanficWszystko zaczęło się w roku 2008, kiedy grupa studentów filmowych rozpoczęła projekt nad serialem ─ Marble Hornets. Młodzi mężczyźni zniknęli jednak z internetu w tajemniczych okolicznościach, pozostawiając po sobie jedynie serię przerażających i ps...
