XXXI. it never gets better

36 4 1
                                        

Jak zwykle, stało się to, co przewidziała. Choć bez zbędnych ofiar, treść zagadkowych słów Otisa spełniła się. Pewnej nocy, z soboty na niedzielę, Otis opuścił zakład z pomocą niezidentyfikowanych wspólników. Pobyt Allis w owym bezsensownym miejscu również dobiegł końca. Nie można powiedzieć, iż obyło się bez zmian. Zmian wystąpiło sporo. Okazały się być one jednak odwrotne od tego, co jej obiecano i czego oczekiwała. Rzadki kontakt z rodziną i przyjaciółmi, okropne jedzenie, wszechobecna nuda oraz faszerowanie niedziałającymi lekami sprawiły, iż poczuła się jeszcze gorzej.
Samotność doprowadzała do utraty zmysłów. Teraz całkowicie zrozumiała powagę stanu, przed którym przestrzegał ją Toby. Nie była w stanie znieść świadomości, że on również tak bardzo musiał cierpieć. Nawet nie wie, co się z nim stało. Czy jest szczęśliwy, bezpieczny, czy ma gdzie mieszkać i co jeść. Tak bardzo za nim tęskniła. Brakowało jej także Aidena, który ani razu nie podjął z nią próby kontaktu.
Ciągle lądowała w izolatce z powodu ataków agresji, paranoi oraz autodestrukcji. Dlaczego więc nie przedłużono procesu leczenia? Mianowicie, z jednej prostej przyczyny - brakowało miejsc dla innych pacjentów, a Zimińskiej nie potrafili pomóc. Wiedziała, że tak będzie, nawet nie liczyła na poprawę. Nikt nie słuchał. Nikt nie wierzył. Każdy zaprzeczał fakt istnienia tajemniczej choroby z objawami opętania.

Jesień przeleciała szybko. Zaraz miał nadejść styczeń, a razem z nim, równy rok dwa tysiące piętnaście.
Zanurzona w okrutnej rzeczywistości, tonąca we własnej głowie. Uwięziona w tym umyśle, siedziała na parapecie szkolnego korytarza. Przychodziła na lekcje w kratkę, ledwo będąc w stanie wytrzymać i nadrobić zaległości powstałe z przyczyn pobytu w psychiatryku. Głowa podtrzymywana przez osłabione ciało opadła na zabrudzoną szybę. Przerwy spędzała w toalecie bądź w najmniej zaludnionym korytarzu przy szatni, usiłując uniknąć szykan ze strony uczniów. Po ostatnim wydarzeniu tylko chwilę udawali zmartwionych, aby następnie wrócić do jeszcze gorszego wykluczenia i dehumanizacji.

Zmęczona, blada twarz pozbawiona makijażu kontrastowała z długimi, lecz postrzępionymi włosami w kolorze chłodnego, ciemnego, popielatego blondu. Już dawno się nie farbowała, a czarny, bądź pod koniec swej kadencji, ciemnoszary kolor, wypłukał się.
Podkrążone, wytrzeszczone paranoicznie oczy utkwione były w krajobraz pochmurnego nieba, co jakiś czas rzucając spojrzenie na grających w siatkówkę rówieśników. Oni mieli możliwość normalnego życia. Jej zostało odebrane. Szarość zaszklonych od łez tęczówek niemal zlewała się z mdłą barwą marcowego nieba, podkreślona przez sine wory pod nimi. Nie dbała nawet o ubiór, stawiając na przypadkową bluzę z adidasa i średniej szerokości jeansy o luźnych, zmiętych nogawkach. Ile jeszcze czasu jej zostało? Kiedy ją zabiorą? Dokąd? Dlaczego?

- Allis, musisz mi w końcu powiedzieć - zaprzestała błądzić w swych myślach po usłyszeniu głosu młodszej siostry, która niepewnie usiadła po przeciwnej stronie dużego parapetu. Bała się jej. To najbardziej bolało. Wszyscy się bali, nie potrafili jej pomóc. Stawała się zagrożeniem sama w sobie.
Rita przeszła do starszej klasy, więc teraz dzieliły jeden budynek szkoły. Allis nie była w stanie spojrzeć jej w oczy. Ich kontakt znacznie się pogorszył. Młodsza Zimińska przejawiały problemy związane z młodzieńczym buntem, który po części wynikał z chęci zwrócenia na nią uwagi przez starszą.

- Nie mogę, Ri. Zaczniesz drążyć i skończysz tak jak ja. Nie możesz wiedzieć - odpowiedziała cicho.

- Kim jest postać bez twarzy? - słowa uderzyły niczym pocisk. Szarooka uniosła przerażony wzrok, panicznie się rozglądając i chwytając młodszą za ramiona. Rita syknęła cicho, ponieważ kościste palce Allis wbiły się w jej obojczyki - Czego on od ciebie chce?

I.𝖎𝖓𝖋𝖔𝖗𝖒𝖎𝖘 𝖈𝖗𝖊𝖆𝖙𝖚𝖗𝖆 ⦻ 𝔰𝔩𝔢𝔫𝔡𝔢𝔯𝔳𝔢𝔯𝔰𝔢  Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz