Potrafi słuchać...

4.3K 134 0
                                        

Prawie koniec  ;) Jeszcze dwa rozdziały


James Carrington po raz piaty przeczesał spojrzeniem pomieszczenie poszukując pięknej blondynki ale bez rezultatu, znalazł za to Roco siedzącego przy Ann, żywo dyskutowali o czymś z chłopakiem od HRów. Podszedł do nich przerywając rozmowę:

- Widzieliście gdzieś moją asystentkę? – łysy mężczyzna rzucił mu oskarżające spojrzenie. – Roco?

- Przepraszam skarbie na chwilę – pocałował brunetkę w policzek odchodząc kawałek od stolika.

- Coś się stało?

- Podejrzewam, że widziała szefa i tą rudą lafiryndę, ucieka tak szybko jak tylko mogła...

- Kurwa – warknął zły. – Olałem ją – wytłumaczył szybko.

- Nie zjeb tego szefie, pamiętaj zna cię z innej strony – jako playboya, mówiącego o niej złe rzeczy.

- Nie rozumiem – zmarszczył brwi.

- Pamięta szef pierwszą imprezę? Opowiadała mi, że słyszała rozmowę o niej, którą prowadziliście z Brucem – Jamesa ogarnęła panika, dobrze pamiętał co mówił. – Właśnie, nic dziwnego że uciekła. Nie chodzi o to co szef tam robił, a o to co się działo przez ten czas odkąd pracujecie razem. Ciężko nagle komuś zaufać i szef powinien o tym doskonale wiedzieć. Jest w ogrodzie, sam koniec – chłopaki ją pilnują – nie czekają na dalszą część James ruszył we wskazanym kierunku.

Elizabeth siedziała z zamkniętymi oczami, wyglądała niesamowicie oświetlona przez księżyc w czerwonej sukience. Odkąd pojawiła się na imprezie pragnął pokazać wszystkim, że należy do niego a zamiast tego postanowił unikać pokusy. Kiedy podeszła do niego dziewczyna śpiewająca na imprezie zdał sobie sprawę jak głupie było jego zachowanie. Powinien przestać przejmować się innymi, a nie ukrywać uczucia przed innymi, a szczególnie przed kobietą do której je żywił.

- Roco mi wszystko powiedział – na dźwięk głosu Carringttona spojrzała na niego czarnymi oczami. – Nic z tą rudą...

- Wiem – przerwała mu. – Na początku oślepiła mnie chyba zazdrość lecz im dłużej tu siedzę tym jestem pewniejsza, że spławiłeś ją.

- Dowiedziałem się też dlaczego nasze stosunki nie były najlepsze -spuściła wzrok na dłonie. – Musisz wiedzieć, że tamtymi czasy nienawidziłem każdej kobiety. Nie myślałem nigdy tak o tobie, chciałem po prostu by Bruce sobie odpuścił. Chciałem go zniechęcić do ciebie, ale ty świetnie i tak dawałaś sobie radę z jego końskimi zalotami. Przepraszam – dalej stał chcąc zapewnić kobiecie jak największy komfort.

- To bolało, naprawdę cię szanowałam – szepnęła. – Boję się, że zawsze znajdzie się jakaś ruda zołza chcąca jednego a ty James jesteś przyzwyczajony do zdobywania kobiet. Do tego ta cała sytuacja, po prostu jestem przerażona tym wszystkim....

-Pamiętam chwilę, w której zobaczyłem cię po raz pierwszy, miałaś jakieś pięć lat ja dziesięć. Nienawidziłem wszystkich dziewczynek na świecie, byłem bardzo zły że przychodziłaś z rodzicami do nas. Ojciec kazał mi zająć cię jakąś zabawą, mówiąc jaka to słodka oraz urocza jesteś z tymi włosami aniołka. Nawet na moje dziesięcioletnie oko wyglądałaś dość nietuzinkowo, to tylko pogarszało sprawę. Mama zaproponowała byśmy pobawili się w moim pokoju, na co aż podskoczyłaś z radości, zamierzałem biec tak szybko byś mnie zgubiła. Miałem w nosie zdanie ojca. Plan prawię się udał lecz ty nagle stanęłaś i tonem zupełnie niepasującym do pięciolatki powiedziałaś: „wystarczyło powiedzieć, że nie chcesz się bawić umiem robić to sama". Rozłożyłaś mnie wtedy po raz pierwszy na łopatki, wróciłem złapałem twoją malutką dłoń zabierając cię do biblioteki, przez trzy godziny na głos czytałem baśnie. Uwielbiałem to robić, a mała dziewczyna poświęciła mi całą swoją uwagę. Do kolejnego spotkania minęły cztery lata, dziewczyny dalej mało mnie obchodziły. Pamiętasz mojego bzika na punkcie motoryzacji? – dostrzegł nikły uśmiech na pełnych ustach. – Matko, potrafiłem czytać o tym godzinami, a potem biedny Peter lub rodzice słuchali mojej paplaniny. Dziewięciolatka – chyba interesowałaś się jeszcze pluszakami, a mimo to wysłuchiwałaś parę godzin o Astonie Martinie, którego kiedyś będę miał. Po spotkaniu chodziłem dumny jak paw, w końcu ktoś zainteresował się tak bardzo tym co mam do powiedzenia. Ojciec rozbawiony powiedział mi ważną rzecz, którą pamiętam do dziś: o to chodzi w życiu by mieć kogoś kto dzieli nasze pasję, wysłuchuje nas, potrafi przeżywać wszystko razem z nami. Weź mnie i mamę, to kobieta ideał ale nienawidzi szachów. Jak to? – zapytałem zdziwiony matka trzy razy w tygodniu grała z nim partyjkę. Odparł: gra tylko dlatego, że ja uwielbiam, zobacz jak zabawnie zaciska usta gdy o nich mówię, to jawna niechęć." Dociekałem czemu poświęca temu aż tyle czasu, mogłaby znaleźć wymówkę. Bo mnie kocha. Obserwowałem ją uważnie, naprawdę zaciskała usta w wąską linię na samo słowo szachy. W wieku osiemnastu lat poraziłaś mnie urodą, wróciłem na jakąś przerwę świąteczną i mój boże prawie padłem z wrażenia. Potem popełniłem błąd przywiązując się do nieodpowiedniej kobiety, nawet pewnie nie wiesz ale cały ślub Petera i Monici patrzyłem tylko na ciebie. Do dziś pamiętam błękitną sukienkę na grubych ramiączkach, rozpuszczone blond włosy oraz ten słodki uśmiech. Żałowałem, że nie jestem na miejscu twojego chłopaka. Wtedy ojciec oświadczył, że zaczynasz u nas staż dalej studiując, a potem mianuje cię na swoją asystentkę. Wyśmiałem go, potrzebował doświadczonej osoby, pracowałem w LA, wiedziałem już jak to powinno działać. Był uparty, spytałem co masz w sobie czego nie ma ktoś doświadczony o co najmniej cztery lata, a on uśmiechnął się i rzekł: nie pamiętasz synu? Potrafi słuchać. Olałem to, jak chciał tak zrobił. Kolejne lata były trudne, wróciłem załamany bez narzeczonej. Przestałem wierzyć w miłość, chwile później ojciec odszedł. Ile miałaś? Dwadzieścia pięć lat, kobieta w czarnej dobrze skrojonej sukience która przede mną stanęła olśniewała. Widziałem w tobie wciąż temperamentną pięciolatkę. Podeszłyście z mamą do nas jako ostatnie. Miałem już dość współczucia, gniew pulsował w żyłach, chciałem uciec – te żale nie przywróciłby mi ojca. Nie spojrzałaś na mnie od razu, najpierw bez słowa przytuliłaś Monicę, Petera a potem podeszłaś do mojej matki. Powiedziałaś cztery najpiękniejsze słowa, wtedy tylko ich potrzebowaliśmy: wiem jak to boli. Mama objęła cię z całych sił, a Monica mocno złapała twoją dłoń. Dopiero wtedy te piękne czarne oczy odnalazły moje. Przepadłem, ta czerń mnie wciągnęła. Czułem tyle emocji, a potem głębie spokoju. Czułaś razem z nami, ze mną. Dzieliłaś trudne chwile wiedząc co czujemy, sama straciłaś ojca. Spędziłyście z nami cały dzień pozwalając mojej mamie mówić bez końca, śmiałaś się w odpowiednich momentach, zadawałaś trafne pytania i znów słuchałaś. Pierwszy raz usłyszałem śmiech anioła, myślę że już wtedy przepadłem. Może gdybym nie miał tak wielkich klapek na oczach oraz nie zbudował muru w około serca, to dostrzegłbym to uczucie. A tak na balu spierdoliłem wszystko po miesiącu wspólnej pracy. Teraz wiem co usłyszałaś, chciałem popisać się przed kumplem. Widział jak wodzę za tobą wzrokiem przez całą noc. Żałowałem każdego słowa, kuźwa nie wiem jakim idiotom byłem by to powiedzieć. Chciałem by trzymał się od ciebie z daleka. Los podarował mi jeszcze jedną szansę, ją też pięknie rozwaliłem. Nie powinienem dać zaciągnąć się w ustronne miejsce, o dziwo wtedy dotarło do mnie co do ciebie czuję, a ja zamiast odejść zostałem wysłuchać co miała mi do powiedzenia. Wyobrażam sobie co czułaś, miałaś prawo uciec. Myśl, że nigdy więcej mogę nie mieć szansy jest zabójcza. Kocham cię Lizzy... Całym sobą, kochałem pięciolatkę która mnie zaskoczyła, dziesięciolatkę która już potrafiła słuchać i każdy etap w którym stałaś się niezwykle inteligentom kobietą – zapadła cisza przerywana tylko ich oddechami. – Powiedz coś ...

- Nie – szepnęła, a serce pękło mu na nowo. – Nie powinnam uciekać, jestem Castelli my stawiamy czoła problemom, a nie uciekamy – uśmiechnął się robiąc krok w stronę kobiety.- Nie Carrington, potrzebuje czasu. Muszę być nas pewna, nie chcę stracić siebie na rzecz czegoś co dopiero odkrywasz. Nie śpieszmy się – wiedziała, że ryzykuje wszystko jednak chyba miłość w życiu czasem potrzebowała czasu, a ona na nowo chciała poczuć odwagę pięciolatki. – A teraz wracajmy, poprosisz mnie do tańca i sprawisz, że to będzie taka impreza pracownicza przez którą zapomnę o poprzednich – wstała posyłając brunetowi uśmiech.

- Udowodnię ci, że warto Lizzy – obiecał podążając obok niej.

High heelsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz