Miałem taki cudowny sen (...)

5.1K 151 11
                                        

Po piątej ubrany w czarny garnitur dobrany odpowiednio do swojego na stroju wyszedł z sypialni, nie mogąc powstrzymać chęci zobaczenia blondynki powoli otworzył drzwi sypialni gościnnej. Przez niezasłonięte okna dokładnie widział szczupłą sylwetkę pogrążonej w śnie kobiety. Ramzes cicho podbiegł do niego wcześniej zeskakując z łóżka, domagał się uwagi.

- Chodź stary, nakarmię cię twoja pani raczej szybko nie wstanie – wyszedł nie domykając drzwi, tak by kot mógł wrócić.

Starając się normalnie funkcjonować zjadł śniadania i napisał smsa do Bruca, że chce go widzieć o siódmej trzydzieści w biurze. Nie chciał robić przedstawienia przed całą firmą. Od wczoraj wiedział, że mężczyzna ma problemy z hazardem, jego długi drastycznie wzrosły w ostatnim czasie. Musiał mieć nóż na gardle ponieważ przestał być wypłacalny. Jamesa najbardziej wkurwiało to, że nie przyszedł do niego. Pomógłby przyjacielowi, zawsze tak robił. Jadąc przez mało zatłoczone ulice rozmyślał co zrobić, jak wybrnąć z tego wszystkiego. Bruce zapewne po intensywnym weekendzie wszedł spóźniony, ale w doskonałym nastroju.

- Cześć stary, widać że słoneczko ci posłużyło. Jak tam panienki na Dominikanie? – usiadł na krześle.

- Okradłeś mnie – James oparł łokcie o biurko złączając ręce przyglądał się intensywnie zaskoczonemu mężczyźnie. – Trwało to całkiem sporo czasu... Myślałeś, że się nie dowiem?

- Ja...naprawdę – pot oblał czoło Bruca.

- Masz problem z hazardem, kurwa jestem twoim najlepszym kumplem, nie mogłeś do mnie przyjść?!

- I co pokazać swoją słabość? Jestem przedstawiany jako przyjaciel Carringtonów, wszyscy myślą że dlatego mam taką pozycję...

- Jesteś dobry dlatego tu pracujesz. Czemu? – Bruce wstał nerwowo krążąc.

- To było silniejsze ode mnie, często wygrywałem więc ryzykowałem coraz bardziej. Im bardziej czułem się pewniej, tym więcej traciłem. Oni ciągle mi pożyczali, aż pewnego razu przyszli po swoje. Nie wiedziałem co zrobić, a całe życie zajmowałem się ekonomią, szybko obmyśliłem tymczasowe rozwiązanie – zawyżyłem koszty. Miałem się odkuć i oddać- nic z tego nie wyszło – spojrzał prosto w zimne niebieskie oczy. – Naprawdę przepraszam, spakuje rzeczy – ruszył do drzwi.

- Masz iść na terapię, Roco dzisiaj ureguluje twoje długi. Zostaniesz przeniesiony do nowej filii w Szkocji, nie dostaniesz też pieniędzy do ręki. Część wynagrodzenia będzie przelewana na poczet twoich długów, które spłacę. Reszta na konto założone na nazwisko Roco. Rozwiniesz tam skrzydła albo przegrasz życie, jeśli uda ci się to pierwsze to zastanowimy się nad twoim dalszym rozwojem. Nie spierdol tego Bruce – mężczyzna stał przez chwilę wlepiając w Jamesa zdziwione spojrzenie.

- Dziękuję – po tych słowach wyszedł.

Elizabeth po przebudzeniu zajęła się nadrabianiem zaległości w pracy, co chwilę zerkała na telefon, miała nadzieję że James zadzwoni jednak nic takiego nie nastąpiło. Do ósmej wieczorem była już naprawdę zła brak wiadomości doprowadził ją do furii. Postanowiła sama zadzwonić, od razu została przekierowana na pocztę. Wybrała numer Roco:

- Cześć piękna – powitał ją wesoło.

- Gdzie jest Carrington?

- Widzę, że nie mamy humoru – zaśmiał się cicho na pytanie. – Spokojnie, pije w okropnie drogim barze.

- Wszystko poszło okej?

- W sumie tak, Bruce został odesłany do nowej filii oraz musi leczyć swoje uzależnienie od hazardu. James musi odreagować, jest tylko człowiekiem.

High heelsOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz